Popyt na nowe samochody może być najniższy od pięciu lat. Winne są nowe normy.
Reklama
DGP
W pierwszych 20 dniach stycznia w Polsce zarejestrowano 20,7 tys. nowych samochodów osobowych, czyli o niemal 5 tys. mniej niż rok temu – wynika ze statystyk firmy Samar i danych CEPiK, do których dotarł DGP. Jeżeli końcówka miesiąca będzie równie słaba, to branża zakończy go jednym z najgorszych wyników od pięciu lat.
– Można się było tego spodziewać. 1 stycznia weszły w życie restrykcyjne normy dotyczące emisji CO2, a dodatkowo od tej daty można sprzedawać wyłącznie auta, które zostały homologowane według nowej procedury WLTP – tłumaczy Wojciech Drzewiecki, szef Samaru. Żeby nie zostać ze „starymi” pojazdami na stocku, dealerzy pozbywali się ich w końcówce ubiegłego roku albo rejestrowali je na siebie. Ale do tego dochodzą także inne czynniki. – Ceny tych nowszych, zmodernizowanych modeli w wielu przypadkach poszły w górę. Poza tym gama została ograniczona, wiele wersji w ogóle wypadło z oferty, bo nie spełniły norm. Zdarza się, że klienci idą do salonu i słyszą: „Przykro nam, tego auta już nie sprzedajemy” – twierdzi Drzewiecki.
Efekty widać w statystykach gołym okiem. Zeszłoroczny lider, czyli Škoda, sprzedał od 1 do 20 stycznia o 15 proc. mniej wozów niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Volkswagen zjechał w dół o niemal 28 proc., a Renault czy Dacia o ok. 40 proc. Pewnym fenomenem natomiast okazała się Toyota, której sprzedaż poszła w górę o 32,1 proc. W ten sposób marka z marszu została liderem rynku i na ten moment ma w nim niemal 20 proc. udziałów. Jak to możliwe? – Wszystkie nasze modele znacznie wcześniej dostosowaliśmy do nowych unijnych regulacji. Spełniają normy, a spora część z nich to hybrydy, które wpisują się w trend obniżania emisji dwutlenku węgla. Mówiąc krótko, nie musieliśmy ograniczać oferty – wyjaśnia Robert Mularczyk, rzecznik prasowy Toyota Motor Central Europe.
Niemałym zaskoczeniem jest także fakt, że do dziesiątki najpopularniejszych marek awansowały Mercedes, BMW i Audi, a więc reprezentanci klasy premium (to ostatnie urosło aż o 30 proc. r/r).
– Obraz rynku, jaki wyłania się ze statystyk, jest lekko zafałszowany. Trzeba pamiętać, że od 1 do 6 stycznia w zasadzie nic się na nim nie działo ze względu na okres noworoczno-świąteczny. Ponadto, wiele marek musiało jeszcze w grudniu zarejestrować samochody na siebie, a zaczęły one trafiać do klientów dopiero w styczniu. Tego w danych nie widać – kontruje Piotr Stobiński, szef produktu w Kia Motors Polska. Choć po pierwszych 20 dniach stycznia marka ma sprzedaż niższą niż przed rokiem, to i tak udało się jej awansować na piąte miejsce.
Jak będą wyglądały kolejne dni i miesiące? – Spodziewamy się lekkiej poprawy sytuacji w drugim kwartale, gdy na rynku pojawi się więcej modeli i wersji dostosowanych do nowych norm. Niemniej całoroczny wynik będzie słabszy – wróży Wojciech Drzewiecki. Dodaje, że producenci będą wręcz celowo ograniczali podaż niektórych modeli, szczególnie tych emitujących więcej dwutlenku węgla. Po prostu będą woleli ich nie sprzedawać niż płacić za nie kary.