Rząd wie, jak sfinansować inwestycje związane z zapobieganiem powodziom i uniknąć ograniczeń wynikających z reguły wydatkowej
Plan można znaleźć w projekcie ustawy okołobudżetowej na 2020 r., który zawiera szczegółowe rozwiązania umożliwiające realizację tegorocznego budżetu. Zgodnie z nim Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie miałoby otrzymać z budżetu pożyczkę w wysokości 783,3 mln zł na sfinansowanie zadań z dwóch inwestycji: „Projektu ochrony przeciwpowodziowej w dorzeczu rzeki Odry” i „Projektu ochrony przeciwpowodziowej w dorzeczu Odry i Wisły”. Pieniądze mają pochodzić z kredytów udzielonych Polsce przez Bank Rozwoju Rady Europy i pożyczek z Międzynarodowego Banku Odbudowy i Rozwoju.
To, że Wody Polskie są wspierane przez rząd w realizacji swoich zamierzeń, kontrowersji nie budzi. Zgodnie z prawem instytucja może dostawać np. budżetowe dotacje. I dostaje – w planie na 2020 r.
przeznaczono z budżetu 1,7 mld zł na jasno określone cele, głównie inwestycyjne, oraz 438,7 mln zł, które dodatkowo zwiększą przychody, co daje większą elastyczność przy ich wydawaniu. Jednak rząd wolał część finansowania przekazać w formie pożyczki, co do złudzenia przypomina schemat zastosowany w przypadku Solidarnościowego Funduszu i trzynastej emerytury. Pieniądze na to świadczenie fundusz ma pożyczać z budżetu, a nie dostawać.
Reklama
Po co takie zabiegi? Chodzi o regułę wydatkową. Wody Polskie, jako państwowa osoba prawna, nie są nią objęte. Ale dotacje z budżetu, które do nich trafiają, muszą być uwzględnione w limicie kwoty, którą państwo może wydać w ciągu roku, wyliczonym na podstawie reguły. Wybieg z pożyczką pozwala uniknąć tej kolizji, bo skoro rząd pożycza komuś pieniądze, to teoretycznie powinny one kiedyś do niego wrócić. W związku z tym nie można tego potraktować jako rządowego wydatku, który musiałby się mieścić w limicie.
O tym, że pożyczka ma być czymś w rodzaju zamiennika dotacji, mogą świadczyć opisane w projekcie warunki jej przyznania. Ma być ona nieoprocentowana, a minister finansów będzie mógł ją umorzyć, w całości lub w części. Na przykład wtedy, gdy zadania, na sfinansowanie których została przeznaczona, zostaną wykonane prawidłowo i w terminie. Ale również w przypadku „braku możliwości spłaty pożyczki przez Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie”. Ustawa przewiduje obowiązkowy zwrot pieniędzy do bud żetu wraz z odsetkami tylko wtedy, jeśli Wody Polskie nie wykorzystają przyznanych im środków do końca roku budżetowego albo spożytkują je niezgodnie z przeznaczeniem. Wtedy również naliczone byłyby odsetki, miałyby wynosić tyle, ile dla zaległości podatkowych.
Czy taki sposób wsparcia jest z gruntu zły? Krytycy reguły wydatkowej wielokrotnie już zwracali uwagę na jej „bezduszność”. To matematyczny wzór, algorytm, który nie uwzględnia zewnętrznych przesłanek, jak – w tym przypadku – przeprowadzenia koniecznych inwestycji w zabezpieczenia przeciwpowodziowe i poprawę gospodarki wodnej. Ta dziedzina jest zaniedbana od lat, rząd w poprzedniej kadencji rozpisał na całą dekadę program inwestycyjny wart ponad 90 mld zł. Reguła w tym przypadku może wiązać ręce i utrudniać finansowanie.
Ekonomiści jednak uważnie przyglądają się poczynaniom rządu w tej sprawie, bo pożyczka dla Wód Polskich, finansowana zagranicznym kredytem, to nie pierwszy taki przypadek. Dużo większe kwoty wyprowadzono spod reżimu reguły dzięki nowelizacji ustawy o Solidarnościowym Funduszu. Fundusz dostał nowe zadania, m.in. wypłacanie dodatkowych świadczeń dla emerytów. Ale nie tylko, według planu finansowego na 2020 r. będzie też finansował wypłaty rent socjalnych i zasiłków pogrzebowych. W sumie koszty trzynastej emerytury, rent i zasiłków to ok. 15 mld zł rocznie. I właśnie taka kwota nie będzie objęta regułą.
Zwolennicy reguły wskazują na jej mocny pozytywny wpływ na stabilność finansów publicznych. Marek Rozkrut, partner w firmie doradczej EY i jej główny ekonomista, zwraca uwagę, że to właśnie dzięki regule wydatkowej Polsce udało się znacznie ograniczyć deficyt sektora finansów publicznych. Ekspert, który jest jednym z twórców reguły, podkreśla, że samo jej istnienie nie oznacza konieczności cięcia wydatków w budżecie. Potwierdza to wzrost wydatków sektora finansów publicznych w Polsce, który w ostatnich latach należał do największych wśród krajów UE. Jeśli rząd uważa, że musi hojniej finansować np. inwestycje czy świadczenia socjalne, to sama reguła nie stoi temu na przeszkodzie – rządzący muszą jedynie proporcjonalnie zwiększyć dochody, aby ta zmiana była neutralna dla deficytu. Za to próby jej omijania, z których najbardziej spektakularne jest przeniesienie wydatków na trzynastą emeryturę do Solidarnościowego Funduszu, są niebezpieczne. – To może prowadzić do zmniejszenia skuteczności reguły i obniżenia jej wiarygodności – mówi Marek Rozkrut.