W ostatnich latach mocno urosły szeregi tych, którzy uważają, że państwo ma do odegrania w gospodarce rolę nie tylko regulatora, lecz także inwestora. Od czasów Johna Maynarda Keynesa wiemy, że inwestycje ze środków publicznych wywołują zjawisko mnożnika. Dzięki niemu można zmierzyć, czy pieniądze wydane na cele publiczne – np. budowę linii kolejowej albo laboratorium – przynoszą dodatkowe korzyści dla gospodarki.
Reklama
Dziennik Gazeta Prawna
Ekonomiści chętnie badają mnożnik. Z prac Alana Auerbacha oraz Yuriya Gorodnichenki wiemy, że mnożnik przynosi lepsze efekty w czasie recesji niż w okresie koniunktury. Co potwierdza starą tezę Keynesa, że wydatki publiczne (mimo groźby wzrostu zadłużenia) to skuteczny sposób na przeciwdziałanie kryzysom ekonomicznym. Z kolei autorzy Ethan Ilzetzki, Carlos A. Vegh i Enrique G. Mendoza przekonują, że kraj o sztywnych kursach wymiany swojej waluty osiąga zazwyczaj większe efekty mnożnikowe niż te państwa, które posługują się kursami płynnymi (pytanie o cenę społeczną takiej polityki to oczywiście osobna sprawa). A Raju Huidrom z Banku Światowego pokazał niedawno, że efekt mnożnika może zostać osłabiony poprzez wysokie zadłużenie kraju. Zaś Lawrence Christiano, Martin Eichenbaum i Sérgio Rebelo twierdzą, że dla mnożnika inwestycji publicznych najlepsza sytuacja jest wtedy, gdy stopy procentowe są bardzo niskie.
Teraz do tego grona dochodzi jeszcze jedna praca międzynarodowej grupy ekonomistów (z powodu mnogości autorów poprzestanę na numerze 26478, jaki nadała raportowi amerykańska National Bureau of Economic Research). Zmaga się ona z pytaniem, w jakich krajach inwestowanie środków publicznych przyniesie najlepsze rezultaty. Autorzy raportu przekonują, że po to narzędzie polityki gospodarczej najchętniej powinny sięgać tzw. kraje na dorobku. Te, które w momencie rozpoczęcia inwestycji mają niezbyt wysokie wydatki publiczne lub ewentualnie takie państwa, które np. z powodu prowadzenia przez lata polityki neoliberalnej sprawę wydatków publicznych mocno zaniedbały. Dowodem jest porównanie mnożnika inwestycji publicznych w kilkunastu krajach na przestrzeni minionego półwiecza.
Na przykład w regionach, gdzie poziom kapitału publicznego zainwestowanego w gospodarkę i społeczeństwo jest relatywnie wysoki (w relacji do własnego PKB), efekty mnożnikowe są raczej niskie. W Japonii mnożnik w latach 1990–2010 wyniósł 0,21, w Arabii Saudyjskiej (1975–2009) – 0,52. Zaś w Algierii (choć biedna, to jednak o dość wysokim poziomie wydatków publicznych) – 0,42. Po drugiej stronie mamy zaś kraje o niskim poziomie zainwestowanego kapitału publicznego, takie jak biedny Kamerun, ale też neoliberalne Australia i Peru czy wycieńczona kryzysami Argentyna. W nich wszystkich mnożnik inwestycji publicznych był wysoki – w granicach ok. 1,5.
Oznacza to, że w pierwszej grupie krajów inwestowanie środków publicznych nie przynosi zbyt wielkich efektów. Każdy dolar czy euro wydane na nową infrastrukturę czy środki produkcji zwracają się minimalnie. Wypełniają ważną funkcję społeczną, ale nie stanowią wielkiej wartości dodanej. Za to w miejscach cierpiących na niedostatki kapitału publicznego wydatki państwowe to strzał w dziesiątkę. Bo inaczej 50-proc. zysku z każdego zainwestowanego dolara czy euro ocenić się nie da. Mnożnik jest zdecydowanie po ich stronie.
W miejscach cierpiących na niedostatki kapitału publicznego wydatki państwowe to strzał w dziesiątkę. Bo inaczej 50-proc. zysku z każdego zainwestowanego dolara czy euro ocenić się nie da