Dzięki takim imprezom, jak Euro 2008 i olimpiada w Pekinie reklamodawcy nie zmniejszą w tym roku wydatków na reklamę. Część branży obawia się, że w przyszłym może być gorzej.
Brakuje rąk do pracy. Musieliśmy nawet kilku klientom odmówić - opisuje boom na rynku reklamy Jarosław Teper, dyrektor mediów w domu mediowym PRO Media House, obsługujący m.in. Agorę, Cinema City i Converse.
- Mieliśmy podobną sytuację - mówi Tadeusz Żórawski, prezes domu mediowego Universal McCann, który pracuje m.in. dla Plusa i MediaMarkt.
Firmy zwiększają swoje wydatki, głównie na telewizję, a dodatkowym motorem wzrostu będą Euro 2008 i olimpiada w Pekinie.

To ostatni taki rok

Ale w branży zaczynają się pojawiać głosy, że to ostatni rok takiego popytu na reklamy.
- Szacujemy, że w przyszłym roku nastąpi zwolnienie - podkreśla Jarosław Teper.
Firmy badające rynek szacowały na początku roku, że w 2008 roku reklamodawcy nadal chętnie zwiększać będą swoje wydatki na reklamę. Dom mediowy Starlink, pracujący m.in. dla takich frim jak Grupa PZU i Electro World, szacował w lutym, że w pierwszej części roku wydatki reklamowe firm utrzymają dynamikę wydatków z roku 2007, czyli o 14,5 proc. CR Media Consulting prognozowało w lutym całoroczny wzrost na poziomie 11,3 proc., czyli wolniej niż rok wcześniej, kiedy wyniósł on 12,8 proc.
Kryzys na rynku kredytów hipotecznych w USA, a w efekcie pogorszenie nastrojów konsumenckich, wpłynął na korektę koniunktury na rynku reklamowym. Pod koniec marca sieć domów mediowych ZenithOptimedia zrewidowała wcześniejsze prognozy wzrostu rynku reklamy w Ameryce i Europie Zachodniej z 4,4 proc. do 3,8 proc. Co prawda analitycy zapewniają, że Środkowa i Wschodnia Europa rosnąć będą dużo szybciej - ponad 11 proc. - ale niektórzy przedstawiciele branży reklamowej mają wątpliwości.

Ratunek w dużych imprezach

- Na pewno Euro 2008 i olimpiada wpłyną na większe wydatki. Pytanie jednak, czy nie ograniczą ich w drugiej połowie roku - zastanawia się Piotr Piętka, wiceprezes domu mediowego Starcom MediaVest.
Jarosław Teper kreśli pesymistyczny scenariusz:
- Kryzys w USA przełoży się na polski rynek, ale z opóźnieniem, dlatego spowolnienia należy się spodziewać w przyszłym roku - uważa.
Przedstawiciele głównych domów mediowych nie mieli jeszcze sygnałów, że najwięksi reklamodawcy ograniczą budżety.
- Zmiana może przyjść najwcześniej w przyszłym roku. Ale możemy się spodziewać zwolnienia, a nie załamania koniunktury - uspokaja Tadeusz Żórawski.
- Nie spotkałem się z sytuacjami, które zapowiadałyby lawinę cięć budżetów. Jedni klienci zmniejszają wydatki, inni je zwiększają, ale wynika to z ich strategii, a nie z kryzysu - podkreśla Krzysztof Szumski, TV manager domu mediowego ZenithOptimedia.

Polska nie straci reklam

Nawet jeśli globalne koncerny zaczną oszczędzać, wcale nie musi to oznaczać, że ograniczą wydatki w Polsce.
- Znaczenie ma sytuacja na lokalnym rynku. W Polsce konsumpcja rośnie i nie ma oznak kryzysu. Kołem napędowym są telekomy, które przy takiej konkurencji nie mogą rezygnować z reklam - dodaje.
- Jeśli wydatki spadną, telewizje obniżą ceny, żeby nie stracić klientów. Ale najwięksi reklamodawcy mogą kierować budżety do tańszych mediów - uważa Jarosław Teper.
Największe telewizje dotychczas jednak podnosiły cenniki i nie słychać, żeby zamierzały korygować prognozy finansowe.
- Reklamodawcy nie zgłaszają obaw związanych z rozwojem biznesu, żaden nie sygnalizował też korekt planów. Analizy wskazują, że rynek rośnie zgodnie z oczekiwaniami - mówi Karol Smoląg, rzecznik Grupy TVN.