Podmioty, z którymi konkurujemy, to nierzadko dużo większe firmy, które na wolnym rynku obracały się dużo dłużej, i my nie stanowimy dla nich zero-jedynkowej konkurencji - Maciej Biernat, prezes zarządu Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.
Nowy dowód osobisty z czipem zaczęliśmy wydawać w marcu tego roku. Teraz okazuje się, że do sierpnia 2021 r. musimy zacząć wydawać zupełnie nowy blankiet. Unijne przepisy wymagają, by w ciągu dwóch lat przygotować dowody zawierające dwa odciski palców. To bardzo mało czasu, wziąwszy pod uwagę, że przygotowanie obecnego dowodu zajęło nam dekadę.
Projekt pl.ID rzeczywiście „pączkował” ok. 10 lat. To było gigantyczne przedsięwzięcie informatyczne na skalę europejską, porównywalne do takich projektów jak system płatności drogowych viaTOLL, system ZUS czy CEPiK 2.0. Projekt pl.ID udało się zakończyć i rozliczyć, mamy nowy dowód osobisty, który jest dobrym produktem. I dziś faktycznie stajemy przed nowym wyzwaniem, które roboczo nazywamy eDO 2.0. Być może dwa lata na przygotowanie nowego dowodu to byłby krótki czas, gdybyśmy zaczynali od zera. My mamy już bagaż doświadczeń – i tych dobrych, i złych. Dzięki temu czas wyznaczony przez UE, czyli sierpień 2021 r., nie wydaje się okresem absurdalnie krótkim, choć bardzo wymagającym. Część doświadczeń natury organizacyjnej możemy wykorzystać przy tym nowym projekcie, ale w dużej mierze zaczniemy od zera, gdyż nowe rozwiązanie narzuca chociażby nową architekturę informatyczną. Skala tego projektu będzie ogromna. Dziś odciski palców pobierane są przy wyrabianiu paszportów, o które można wnioskować w ok. 130 urzędach w kraju. Dowody osobiste wyrabia się w gminach, co oznacza, że do zmian przystosować trzeba będzie ok. 2,5 tys. gmin w Polsce.
Na jakim etapie są przygotowania do emisji nowego dowodu?
Nie słyszałem, by projekt został oficjalnie rozpoczęty. Zaangażowanych będzie wiele podmiotów, PWPW również. Po swojej stronie analizujemy możliwe scenariusze i kosztorysy. Chodzi o to, byśmy w momencie ogłoszenia projektu nie startowali z poziomu wstępnych przemyśleń.
Kiedy rząd powinien wykonać pierwszy krok, byśmy mieli jeszcze szansę zdążyć do sierpnia 2021 r.?
Odpowiem wymijająco – im szybciej, tym lepiej. Przebieg procesu pl.ID pokazał, że nawet małe niedociągnięcie czy błąd komunikacyjny może wywołać lawinę, spod której ciężko się potem wydostać. Dla nas istotne jest, by na każdym etapie tak dużego projektu zapewniony był minimalny bufor czasowy, by uniknąć atmosfery „gonitwy” i by ludzie nie musieli pracować ponad miarę.
Konieczność umieszczenia odcisków palców w nowym dowodzie oznacza, że o wnioskowaniu o jego wydanie przez internet możemy zapomnieć?
Ciężko powiedzieć. Wiele zależy od tego, jak ostatecznie unijne rozporządzenie zostanie w Polsce zrealizowane.
Na razie mamy dowód z czipem, który właściwie nie ma żadnego zastosowania. Nadzieja była taka, że w ciągu kilku lat pojawią się usługi, np. ze strony bankowości czy sprzedaży internetowej, do których wykorzystamy ten czip. Pytanie tylko, kto dziś zainwestuje w technologię, którą za dwa lata trzeba będzie wymienić?
Takie ryzyko faktycznie istnieje. Patrząc na doświadczenia innych krajów, gdzie wdrożono podobny czip, i tam nie od razu pojawił się popyt na tzw. warstwę elektroniczną i związane z nią usługi. Niemniej dowód jest wdrożony, prace nad otoczeniem komercyjnym trwają, także w PWPW, i wierzę, że w stosowanej u nas warstwie elektronicznej tkwi duży potencjał. Najbardziej oczywista jest kwestia podróżowania i korzystania z bramek ABC na lotniskach. Ale w czipie zaszyty jest też podpis kwalifikowany i certyfikowany, które również umożliwią np. zdalne podpisywanie dokumentów. Zdaje się, że banki generalnie będą szły w kierunku zarządzania tożsamością w sposób elektroniczny. Skorzystać może też rynek spożywczy, tworząc np. sklepy samoobsługowe i umożliwiając zakup alkoholu czy wyrobów tytoniowych posiadaczom eDowodu.
Jak zmieniła się pozycja PWPW, odkąd w lipcu weszła w życie ustawa o dokumentach publicznych?
PWPW ma konkretną strukturę przychodową, znakomita większość to biznes krajowy. Choć ciężko mówić stricte o biznesie, bo w jakimś zakresie realizujemy zadania przypisane administracji państwowej, np. produkujemy i rozsyłamy dokumenty komunikacyjne typu prawo jazdy. Ale nie są to rzeczy dane raz na zawsze. Bywały okresy, gdy produkcję wyprowadzano poza granice kraju. Tak było np. z banknotami i paszportami w latach 90. Na naszej działalności odbijają się wszelkie skoki koniunktury. Dlatego każda legislacja umacniająca naszą pozycję jest przez nas mile widziana. To też jasny sygnał, że państwo jest prawdziwym gospodarzem i kontroluje strategiczne obszary. Natomiast my sami zmieniamy podejście do otoczenia. Nie czekamy na przydzielanie kolejnych zadań przez państwo, nie rozleniwiamy się. Przez wiele lat, mimo słowa „Wytwórnia” w nazwie, byliśmy raczej odtwórczy. Teraz przechodzimy do inicjowania, wychodzimy do świata z własną ofertą. Dziś wszystko ewoluuje – także dokumenty i banknoty.
Polacy lubią jednak płatności elektroniczne czy zbliżeniowe. Czy to nie oznacza, że im mniej papierowego złotego w obiegu, tym gorzej dla wytwarzającej go PWPW?
PWPW to nie tylko pieniądz papierowy. To także dokumenty papierowe, polimerowe i rozwiązania cyfrowe. To system naczyń połączonych. Większy popyt na pieniądz drukowany ma przełożenie na konieczność większej jego produkcji, co rzeczywiście jest korzystne dla PWPW. Oczywiście na świecie papierowego pieniądza zaczyna być coraz mniej, jednak nie sądzę, że zniknie on w najbliższym czasie. Zauważmy, że większy popyt na pieniądz często bywa podyktowany np. konfliktami zbrojnymi czy kryzysami. Tak było np., gdy wybuchł kryzys w Grecji. Ludzie nagle zaczęli dostrzegać to, że w przypadku limitowania wypłat z bankomatów, np. do 100 euro, tracą niezależność. Powodów popularności papierowego pieniądza jest zdecydowanie więcej.
Podczas prac nad ustawą były plany, że PWPW będzie Drukarnią Narodową. Tak się jednak nie stało.
Nie wiem do końca, jaka idea temu przyświecała i jak miałoby to operacyjnie wyglądać. Ale PWPW to nie tylko drukarnia, ale też np. podmiot branży IT czy producent produktów polimerowych. I ta różnorodność jest jej siłą. Gdybyśmy byli tylko firmą software’ową, musielibyśmy zapewne kupować pewne kompetencje na rynku. W projektach typu pl.ID potrafimy pełnić rolę orkiestry grającej na wielu instrumentach. Pokazujemy, że potrafimy wdrażać innowacyjne i jednocześnie bezpieczne rozwiązania. Produkowane przez PWPW banknoty 200 i 500 zł są lepiej zabezpieczone niż euro.
Skoro tak, to czym teraz PWPW zdobywa zagraniczne rynki?
Naturalnym produktem jest oczywiście banknot papierowy i to nawet w krajach cechujących się dużą wilgotnością powietrza. Aktualnie hitem eksportowym są nasze autorskie produkty, takie jak ID Issuer. Zgodnie z nowymi wymogami unijnymi wszystkie podmioty gospodarcze uczestniczące w obrocie wyrobami tytoniowymi na terenie Unii Europejskiej – od producenta do ostatniego podmiotu gospodarczego przed pierwszym punktem detalicznym – mają obowiązek rejestrować moment wejścia w posiadanie każdego opakowania jednostkowego, np. papierosów. W tym celu stworzyliśmy system ID Issuer, którego jesteśmy operatorem i w którym te podmioty mogą się rejestrować. System pozwala wygenerować unikalny, wielocyfrowy kod liczbowy, identyfikujący podmioty gospodarcze uczestniczące w obrocie wyrobami tytoniowymi, maszyny, na których produkowane są wyroby tytoniowe czy wreszcie opakowania jednostkowe, zamawiane przez producentów wyrobów tytoniowych. Zapewniliśmy naszym klientom kształtem tego rozwiązania również przewagę konkurencyjną.
Co to oznacza?
Kody dla produktów tytoniowych przesyłane są w formie elektronicznej producentom i umieszczane przez nich na opakowaniu np. paczki papierosów czy opakowaniu suszu tytoniowego w formie nadruku. Im dłuższy kod, tym dłużej zajmuje jego naniesienie. Jednostkowo być może to kwestia milisekundy, ale przy określonej skali ma to już duży wpływ na proces produkcji. Do tego czas i koszt wygenerowania takiego kodu jest zupełnie inny i to stanowi o naszej przewadze konkurencyjnej w tym zakresie. Zrobiliśmy to po prostu prościej i szybciej niż inni.
Kto korzysta dziś z ID Issuer?
Wszyscy producenci i dystrybutorzy produktów tytoniowych w całej Europie. Chyba nie ma kraju europejskiego, który choć raz nie skorzystałby z naszego, polskiego produktu. I to nie dlatego, że nie było innych rozwiązań na rynku. Po prostu nasze narzędzie okazało się bardziej wydajne.
Ostatnie lata dla PWPW nie były zbyt korzystne wizerunkowo. Władze spółki były w ostrym konflikcie z załogą, pojawiły się nawet wątki dotyczące podsłuchiwania niektórych związkowców. W zeszłym roku pracownicy wystosowali pismo do ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Joachima Brudzińskiego, w którym wskazywali, że w PWPW „brakuje kompetentnych fachowców”. Czy sytuacja uległa poprawie?
Jak każdy menedżer mam swoje zadania. Wydaje mi się, że moje przyjście do zarządu PWPW podyktowane było brakiem akceptacji dla tego, co działo się w firmie. Pojawiła się potrzeba ustabilizowania spółki od strony biznesowej i pracowniczej. Nie chcieliśmy wyciszać pewnych negatywnych zjawisk, lecz pokazać, że PWPW jest traktowana z należytą atencją. Jestem człowiekiem kompromisu, myślącym biznesowo i pragmatycznie. Każda zmiana generuje mniejsze czy większe problemy – w zakresie przesuwania kompetencji, niepewności pracownika co do dalszego zatrudnienia i w konsekwencji jego nastawienia do spółki. Prędzej czy później jakość pracy spada, tworzą się koterie, ludzie politykują i nie wykazują inicjatywy. Dlatego moim zadaniem jest pokazanie ludziom, że możemy na siebie liczyć i że trzeba sobie zaufać. Tuż przed moim przyjściem do zarządu zakończono dopiero spór zbiorowy z pracownikami. Potem była kwestia rozliczeń, przywrócenia organów doradczych. Podjąłem też dialog ze związkami. Dziś zmierzamy w dobrym kierunku i mam nadzieję, że moje przyjście stabilizuje pewne procesy na produkcji, a ludzie czują komfort pracy.
Czy to sprawiedliwe, że z jednej strony za PWPW stoi aparat państwa, a z drugiej – spółka konkuruje też na wolnym rynku z podmiotami, które takiego silnego wsparcia nie mają?
Nie odbieram tego jako przewagi konkurencyjnej. Realizujemy pewną sferę bezpieczeństwa państwa. Bycie częścią państwa to rola, którą na nas historycznie nałożono. Jednak podmioty, z którymi konkurujemy, to nierzadko dużo większe firmy, które na wolnym rynku obracały się dużo dłużej i my nie stanowimy dla nich zero-jedynkowej konkurencji.
Cała rozmowa na Forsal.pl