Jeśli statek ze szkocką whisky lub francuskim winem nie zdążył wpłynąć do amerykańskiego portu do piątku, drogo za to zapłacił.
To efekt karnych ceł w wysokości 25 proc., którymi objętych zostało wiele europejskich produktów spożywczych. Na liście znalazły się oliwki, sery, jogurty, owoce morza, tkaniny. Z kolei cłami o wartości 10 proc. obłożone zostały samoloty produkowane przez Francję, Hiszpanię, Niemcy i Wielką Brytanię.
To konsekwencja orzeczenia wydanego przez Światową Organizację Handlu (WTO), która w sporze o Airbusa – a konkretnie o pomoc, jakiej lotniczemu gigantowi miały udzielać kraje europejskie – przyznała rację USA. Waszyngton wyliczył, że osiągnęła ona łączą wartość 22 mld dol. i zapewniła firmie ze Starego Kontynentu lepszą pozycję na rynku niż amerykańskiemu Boeingowi.
Cła nie uderzą po równo we wszystkie kraje europejskie, bo do różnych obłożonych dodatkową daniną kategorii produktowych przypisane są różne państwa. Polska została wymieniona w zaledwie trzech z nich. Co więcej, wartość importu produktów, do których przypisany jest nasz kraj, w poprzednich latach była bliska zeru. Według Marka Wąsińskiego, analityka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, załapały się jedynie podroby wieprzowe; wartość ich importu do UE to niecałe 10 tys. dol.
Reklama
– Produkty zostały dobrane tak, żeby uderzyć w kraje, w których zakłady ma Airbus. Z tego względu Polsce się upiekło – mówi Tomasz Włostowski, ekspert ds. polityki handlowej UE z brukselskiej kancelarii EUTradeDefence.

Reklama
Powody do zmartwienia mają za to brytyjscy producenci tkanin, których dotkną nowe taryfy. Zadowolony może być za to przemysł tekstylny we Włoszech, który w tej kategorii produktów nie został uwzględniony. Ceł nie uniknęli producenci szkockiej whisky, za to destylarnie irlandzkiej whiskey będą eksportować trunek bez nowych obciążeń. Włosi, którzy nie są zaangażowani w spór o Airbusa, mogą jednak czuć się rozżaleni decyzją Waszyngtonu, zwłaszcza że prezydent Sergio Mattarella rozmawiał w zeszłym tygodniu z Donaldem Trumpem o potencjalnym zwolnieniu kraju z karnych ceł. Z listy nie wykreślono jednak flagowych produktów włoskiego rolnictwa, takich jak sery.
Amerykańskie cła są jednak mniej dotkliwe, niż mogłyby być. Jak podkreśla Marek Wąsiński, zgodnie z decyzją WTO Waszyngton mógł nałożyć taryfy o łącznej wartości 7,5 mld dol., tymczasem wartość obowiązujących od piątku ceł wynosi niecałe 1,5 mld dol. w skali roku.
Ale to nie koniec trwającego od 15 lat sporu. Na początku przyszłego roku WTO ma rozstrzygnąć spór pomiędzy UE a USA w sprawie niedozwolonych subsydiów dla Boeinga. – Można się spodziewać decyzji pozwalającej Europie nałożyć karne cła. To będzie w roku wyborczym w Stanach Zjednoczonych i ewentualne cła ze strony UE mogą negatywnie wpłynąć na kampanię prezydenta Trumpa. Jest więc szansa na to, że obu stronom uda się porozumieć, by uniknąć dalszej eskalacji – zauważa Wąsiński.
Cła za Airbusa, jak w skrócie można je nazwać, nakładają się na okres tarć między dwoma stronami Atlantyku w tej sprawie. Do tej pory administracja Trumpa nałożyła cła na importowane spoza USA (w tym z Europy) stal i aluminium. W odpowiedzi Komisja Europejska nałożyła daniny odwetowe na takie produkty jak motocykle Harleya Davidsona, amerykańskie dżinsy czy whiskey.
A to jeszcze nie koniec. W przyszłym miesiącu Waszyngton ma zadecydować, czy obłożyć cłami import europejskich samochodów. Cztery koła od samego początku rządów obecnego lokatora Białego Domu stanowiły punkt zapalny w relacjach handlowych. – Jeśli Amerykanie nałożą cła na samochody, przyczynią się do znaczącej eskalacji konfliktu handlowego. Tym bardziej że nowa Komisja będzie chciała pokazać, że stoi na straży europejskich interesów – tłumaczy Włostowski.