statystyki

Hirsch: Nowa kadencja PiS przypadnie na czas spowolnienia. Czy rząd poradzi sobie z ewentualną recesją?

autor: Rafał Hirsch14.10.2019, 08:33; Aktualizacja: 14.10.2019, 12:45
Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński

Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyńskiźródło: PAP
autor zdjęcia: Radek Pietruszka

Nowa kadencja może być inna niż poprzednie, ponieważ istnieje rosnące prawdopodobieństwo, że będzie ona przypadać na okres poważnego spowolnienia gospodarczego na świecie, a w Europie Zachodniej może nawet recesji. Polską w tym czasie będą rządzić ludzie, którzy nie mają doświadczenia w zarządzaniu państwem i gospodarką w takich okolicznościach.

Ta ocena niestety jest prawdziwa przy każdym wyniku wyborów. Najważniejsze, odpowiedzialne za gospodarkę osoby w państwie z lat 2008–2009 i 2011–2012, kiedy mieliśmy ostatnie poważne turbulencje gospodarcze na świecie, czyli Donald Tusk, Jan Vincent Rostowski i Marek Belka, z różnych przyczyn nie są już aktywne w polskiej polityce. Platforma Obywatelska poradziła sobie ze spowolnieniami sprzed dekady zupełnie znośnie, ale dziś tamtej Platformy już nie ma. A Prawo i Sprawiedliwość do tej pory miało na tyle dużo szczęścia, że zawsze rządziło w czasach, gdy światowa i europejska koniunktura osiągała swoje lokalne szczyty (2007 i 2017). Tym razem może być inaczej. A jeśli przytrafi nam się jakiś poważniejszy kłopot gospodarczy, to mam obawy, czy nasz rząd sobie z nim sprawnie poradzi.

Po pierwsze ze względu na to, że dziś w Polsce rząd wprawdzie rządzi, na co dzień podejmując wiele decyzji, ale jeśli chodzi o te kluczowe, mające wpływ na politykę fiskalną, to często zapadają one gdzie indziej, czasami wbrew temu, co rząd wcześniej planował i zakładał. Było to doskonale widać przy ogłaszaniu tak zwanej piątki Kaczyńskiego na wiosnę tego roku. Istnieje więc poważne ryzyko, że nawet jeśli ekipa rządząca się zorientuje w porę i będzie chciała podjąć jakieś kroki antykryzysowe, to zostanie zablokowana z powodów politycznych przez partię, która stoi ponad nią. Jest to prawdopodobne, zwłaszcza jeśli zapobieganie kryzysowi będzie wymagać decyzji trudnych, niewygodnych dla elektoratu, być może nawet będą to musiały być decyzje polegające na wycofaniu się z jakiejś obietnicy wyborczej. Czyli możemy mieć problem z obroną przed spowolnieniem z powodu słabych instytucji państwa. W tym kontekście najczęściej wskazuje się władzę sądowniczą, ale proszę zauważyć, że pozycja rządu i parlamentu w ostatnich latach także uległa osłabieniu względem partii rządzącej.

Po drugie, obawiam się całkowitego uodpornienia polityków rządzących na jakiekolwiek sygnały dochodzące spoza ich środowiska. Trochę jest to uboczny efekt kuriozalnych prognoz opozycji sprzed czterech lat, dotyczących ponoć katastrofalnych efektów wprowadzania programu 500 plus, krzyku, że będziemy drugą Grecją. Te opinie skompromitowały ich autorów, ale przy okazji ugruntowały po stronie władzy przekonanie, że zawsze ma rację.

Ze względu na absolutnie wstrząsający poziom wzajemnej agresji w debacie publicznej obawiam się, że ta sytuacja nie zmieni się nawet wtedy, kiedy dotychczasowy rząd i dotychczasowa opozycja zamienią się miejscami. Takie zamknięcie na rady i spostrzeżenia z zewnątrz stanowi dodatkowe ryzyko, że rząd będzie ignorował sygnały zbliżającego się kryzysu, a opinie na ten temat, nawet zupełnie niezależne, będzie traktował jak wrogą propagandę polityczną. W efekcie nie zdąży zareagować w porę.


Pozostało jeszcze 52% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane