statystyki

A u was jest królowa. Opowieść o tym, jak Azja utygrysia Europę

autor: Ziemowit Szczerek*23.09.2019, 07:33; Aktualizacja: 23.09.2019, 07:56
Azja mapa

Azja mapaźródło: ShutterStock

Rozszerzanie Europy na Wschód stało się mantrą naszych czasów. Procesem nieodwracalnym i jednokierunkowym. Choć ostatnio – prawda – mówi się o nim rzadziej i z wyraźnie mniejszym entuzjazmem. Widać za to proces odwrotny: rozszerzanie na Zachód Azji Środkowej i jej modelu społeczno-politycznego.

Modele polityczne w Azji Środkowej charakteryzują się, cóż, bardzo luźnym podejściem aparatu państwowego do rządów prawa, kontrolowaniem gospodarki przez otoczenie rządzących, przejmowaniem przez nie co bardziej intratnych biznesów i czołobitnym stosunkiem do władcy. Szczególnie ten ostatni aspekt, jako najbardziej efektowny, budzi sporo wesołości na Zachodzie. Również w naszym radosnym regionie Europy Środkowej, który po upadku komunizmu przez chwilę myślał, że do Azji zaniesie Oświecenie.

Państwo pustych, marmurowych molochów

Turkmenistan to przypadek specjalny. Z progiem wodzowskiego absurdu typowym dla ZSRR czy Korei Północnej. Państwo, w którym dawny przywódca – Turkmenbasza – kazał stawiać sobie złote pomniki obracające się wokół słońca i wznosić pośród pustyni miasta z białego marmuru. Są one dość drogie i żeby starczyło na te cuda pieniędzy, władca kazał, na przykład, likwidować szpitale na prowincji. Bo przecież „kto jest chory, może przyjechać leczyć się do stolicy”.

Jego wyjątkowość przejawiała się również w nakazie zwracania przez emerytów państwu… „nadwyżki emerytur”. Nowy prezydent Gurbanguly Berdimuhamedow niby powoli likwiduje kult Turkmenbaszy, ale nie system polityczno-gospodarczy, który ten zainicjował. W zamian zresztą instaluje swój kult. Tylko nieco inny: bardziej nowoczesny, przypominający ten, którym otacza się eurazjata Władimir Putin. Kult wysportowanego, równego chłopa, który i piosenkę zaśpiewa, i na koniu pojeździ. Kraina tego równego chłopa Gurbanguly’ego to jednak policyjna, quasi-totalitarna dyktatura. Jak zauważa norweska pisarka i podróżniczka Erika Fatland, która spędziła w Turkmenistanie parę absolutnie kontrolowanych przez władze tygodni – choć przywódca ma czwarte pod względem wielkości złoża gazu na świecie, a ludności tyle, co Słowacja i mógłby zbudować kraj w stylu Norwegii, rządzi państwem pustych, marmurowych molochów. I zabiedzonej ludności, która ma niby za darmo sól, gaz i prąd, ale na resztę nie bardzo jej starcza. Na mieszkania w marmurach również.


Pozostało 80% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane