Komisja Europejska zarzuciła jednemu z największych na świecie producentów gier video Valve, że jego praktyki mogą naruszać unijny zakaz geoblokowania. Zastrzeżenia zgłosiła wobec pięciu innych wydawców i studiów gier komputerowych, którzy dystrybuują swoje produkty za pośredni ctwem platformy dla graczy Steam, którego właścicielem jest właśnie Valve. Amerykański koncern, twórca m.in. popularnej serii Counter-Strike, dostarcza im także kluczy aktywacyjnych do gier.
Według wstępnych wyników dochodzenia Komisji Valve zawarło z pięcioma wspomnianymi podmiotami dwustronne porozumienia, które miały na celu uniemożliwienie konsumentom kupowanie i korzystanie z gier poza ich krajem zamieszkania. Dotyczy to kluczy aktywacyjnych do tytułów kupionych w państwach, gdzie są one dużo tańsze.
Taka forma blokady geograficznej stoi w sprzeczności z obowiązującym od 3 grudnia 2018 r. zakazem geoblokowania oraz unijnymi przepisami antymonopolowymi. Zdaniem Brukseli z dyskryminacją spotkali się gracze z kilku państw członkowskich, w tym m.in. Polski, Czech, Węgier i Słowacji. Polski konsument, który zamówił bądź dostał klucze do gry kupionej w innym kraju, nie mógł jej uruchomić u siebie.
Reklama
Producenci, którzy usłyszeli zarzuty, są podejrzewani o stosowanie ograniczeń eksportowych w porozumieniach zawieranych także z innymi platformami dystrybucji gier. Wszyscy mają teraz czas, aby odpowiedzieć na zastrzeżenia Brukseli. Jeśli Komisja uzna je za nieprzekonujące i oceni, że doszło do naruszenia europejskich regulacji, to w swojej formalnej decyzji będzie mogła nałożyć na firmy karę grzywny w wysokości do 10 proc. ich rocznych obrotów.
Zgodnie z unijnym rozporządzeniem o zakazie nieuzasadnionego blokowania geograficznego i innych form dyskryminacji konsumentów (2018/302) sprzedawcy nie mogą już na podstawie adresu IP, danych z GPS czy informacji wysyłanych przez przeglądarki uniemożliwiać klientom dostępu do swoich ofert. Niedopuszczalne stało się też automatyczne przekierowywanie kupujących na ich rodzimą wersję witryny sklepu. Musi się to odbyć za zgodą konsumenta. Sklepy internetowe nie mogły też narzucać zróżnicowanych cen w ramach tej samej oferty w zależności od tego, w jakim kraju znajduje się klient ani oferować niektórym gorszych warunków sprzedaży.