Uznał tak w uchwale Sąd Najwyższy. Wbrew oczekiwaniom doktryny odpowiedź nie jest jednoznaczna, gdyż odpowiedzialność na podstawie art. 299 par. 1 k.s.h. uzależnia od każdorazowej oceny przez sąd powszechny związku między zobowiązaniami spółki powstałymi po złożeniu wniosku, a działaniami zarządu do chwili jego złożenia. Zarazem jednak, stanowisko SN rozbija w pył popularną koncepcję sprowadzającą się do tego, że co po złożeniu wniosku, to już nie sprawa członka zarządu.

Odpowiedzialność za syndyka

W sprawie zawisłej przed Sądem Najwyższym chodziło o wierzytelność Skarbu Państwa z tytułu zasądzonych kosztów sądowych w sprawie prowadzonej przeciwko syndykowi. Skarb Państwa zwrotu ponad 1700 zł domagał się od członka zarządu spółki.

Jak się upada w Polsce

Jak się upada w Polsce

źródło: DGP

Obecna na posiedzeniu radca Prokuratorii Generalnej RP Małgorzata Sieńko zwracała uwagę, że w art. 299 par. 4 k.s.h. wyszczególniono przypadki, gdy członek zarządu nie ponosi odpowiedzialności za zobowiązania spółki. Skoro więc w przepisie tym nie ma nic o zwolnieniu z odpowiedzialności w razie przejęcia kontroli nad podmiotem przez syndyka – oznacza to, iż można żądać zapłaty od menedżera.

Radca prawny Bartosz Sierakowski, pełnomocnik pozwanego, ripostował, że nonsensem byłoby obciążać menedżerów za decyzje syndyków. Te przecież mogą być nierozsądne. Przykładowo – wskazywał prawnik – czy gdyby syndyk postanowił pozwać wszystkie spółki w Polsce i by przegrał, członkowie zarządu musieliby płacić ogromne koszty sądowe? Zarazem przecież nie mieliby oni żadnej możliwości zablokowania nierozsądnej działalności osoby decydującej o losach spółki.

– Odpowiedzialność z art. 299 k.s.h. ma charakter deliktowy, nie ma charakteru gwarancyjnego dla wierzycieli. Należy więc wykazać winę i związek przyczynowy – argumentował Sierakowski.

Małgorzata Sieńko zaś przekonywała, że przecież syndyk generujący zobowiązania działa ze skutkiem dla spółki. Jeśli jego działania są nieprawidłowe, podmiot może wystąpić o odszkodowanie. Nie powinno to jednak mieć wpływu na sytuację wierzycieli. Bądź co bądź nasz system prawny przewiduje w niektórych sytuacjach powierzenie kontroli nad podmiotem wyspecjalizowanemu w tym fachowcowi, czyli właśnie syndykowi.

Źle dla menedżerów

Sąd Najwyższy swą uchwałą chciał znaleźć złoty środek. Z jednej strony wiadomo już, że menedżer może odpowiadać za zobowiązania spółki powstałe po złożeniu wniosku o ogłoszenie upadłości. Z drugiej – jedynie za te, do których zdaniem sądu rozpoznającego sprawę w jakimkolwiek stopniu się przyczynił. Sąd Najwyższy podkreślił, że każdorazowo to, czy zobowiązania finansowe pozostają w związku ze stosunkiem prawnym istniejącym w chwili złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości, musi ocenić sąd powszechny rozpoznający sprawę. Przede wszystkim musi zbadać, czy działania syndyka były logicznym następstwem sytuacji w spółce, czy też można uznać je za obiektywnie niewłaściwe i zmierzające jedynie do zwiększenia długów spółki.

– Rozstrzygnięcie prowadzi do perspektywy odpowiedzialności członków zarządu spółek z o.o. za szeroki wachlarz zobowiązań spółki powstałych już po tym, kiedy menedżerowie przestali stać za jej sterami. Złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości spółki może okazać się niewystarczające dla zabezpieczenia ich majątków. W świetle treści uchwały uniknięcie odpowiedzialności za długi staje się bardzo wymagającym zadaniem – wyjaśnia radca prawny Łukasz Mróz.

– Rozumiem, że jako argument przemawiający za trafnością orzeczenia SN może być wskazywane bezpieczeństwo obrotu gospodarczego. Wierzyciele uzyskują bowiem dodatkowy adres, pod który mogą skierować wezwanie do zapłaty długów – dodaje Mróz. Zarazem zaznacza, że ma obawy, iż w równoważeniu interesów wierzycieli oraz członków zarządu uchwała przechyla szalę zbyt mocno na rzecz tych pierwszych.

Podobnie twierdzi adwokat Michał Hajduk, autor bloga UpadłośćKonsumencka.com.pl. Twierdzi, że orzeczenie SN jest zbyt daleko idące i oznacza w praktyce nałożenie na członków zarządu spółek z o.o. w zasadzie nieograniczoną odpowiedzialność za ich zobowiązania.

– Biorąc bowiem pod uwagę to, że syndyk może kontynuować pewne przedsięwzięcia rozpoczęte przed ogłoszeniem upadłości spółki (np. dokończyć zlecone roboty budowlane), członkowie zarządu spółki z o.o. de facto przejmują odpowiedzialność za ewentualne błędy syndyka. To samo dotyczy prowadzonych postępowań sądowych z kontrahentami spółki, na przebieg których po ogłoszeniu upadłości nie mają oni w zasadzie żadnego wpływu, albowiem ich prowadzenie leży wyłącznie w gestii syndyka – argumentuje Michał Hajduk.

Ten argument starała się osłabić jeszcze podczas posiedzenia SN Małgorzata Sieńko. Wskazywała ona, że podstawowym obowiązkiem menedżera spółki jest to, by nie złożyć wniosku o ogłoszenie upadłości zbyt późno. Tymczasem często bywa tak, że zobowiązania rzeczywiście powstają już po złożeniu wniosku, natomiast wynikają z tego, że członkowie zarządu zadziałali zbyt późno.

Niezależnie od tego Ministerstwo Sprawiedliwości chce wprowadzić zmiany dotyczące działalności syndyków. Resort uważa bowiem, że wśród wielu świetnych fachowców jest zbyt wiele osób, które nie powinny wykonywać tego zawodu. Przygotowywane rozwiązania będą zakładać bezpośredni nadzór ministra sprawiedliwości nad syndykami i doradcami restrukturyzacyjnymi. Przeciwnicy mówią o upolitycznianiu kolejnej prawniczej grupy zawodowej. Zwolennicy – o wprowadzeniu realnej odpowiedzialności za niewłaściwe kierowanie spółkami w upadłości.

ORZECZNICTWO

Uchwała Sądu Najwyższego z 30 stycznia 2019 r., sygn. akt III CZP 78/18