statystyki

Kłopotliwe zabezpieczenie. Adam Feliks Próchnik przewraca się w grobie

autor: Tomasz Jóźwik04.02.2019, 08:55; Aktualizacja: 04.02.2019, 09:14
Julian Kutrzeba przyznaje, że część gotówki poszła na wypłaty dla pracowników sklepów dokonywane ze zgromadzonego w kasie utargu. Sieci detalicznej Próchnika już nie ma, bo syndyk Katarzyna Uszak (nie odpowiedziała na nasze pytania) wypowiedziała galeriom handlowym umowy najmu. I czeka na wycenę reszty majątku spółki.

Julian Kutrzeba przyznaje, że część gotówki poszła na wypłaty dla pracowników sklepów dokonywane ze zgromadzonego w kasie utargu. Sieci detalicznej Próchnika już nie ma, bo syndyk Katarzyna Uszak (nie odpowiedziała na nasze pytania) wypowiedziała galeriom handlowym umowy najmu. I czeka na wycenę reszty majątku spółki.źródło: ShutterStock

Spółka musi rozliczyć się z wierzycielami. Posiadacze obligacji firmy mają wątpliwości , czy rozliczenie będzie sprawiedliwe.

Upadłość Próchnika została ogłoszona ponad pół roku temu. Mimo to odzież z metkami Próchnika wciąż trafia na rynek. To efekt orzeczenia sądu: w czerwcu 2018 r. postanowił on o likwidacji spółki, ale pozwolił jej na kontynuację działalności. Próchnik ma zapasy jeszcze na kilka miesięcy. Towar z magazynów wyprzedaje za pośrednictwem internetu. A syndyk czeka na wycenę biegłego, żeby wystawić majątek firmy na sprzedaż. To, że marka wciąż żyje, powinno cieszyć posiadaczy obligacji. Dzięki temu wolniej traci na wartości, a to właśnie na niej ustanowione zostało zabezpieczenie.

Problem w tym, że kiedy pod koniec 2015 r. spółka emitowała obligacje o wartości 12 mln zł z oprocentowaniem w wysokości stawki WIBOR powiększonej o 6 pkt proc. marży, to sprzedawała ubrania z logo „Adam Feliks Próchnik”. To na nim ustanowione jest zabezpieczenie na rzecz obligatariuszy. A obecnie na metkach jest sam Próchnik.

– Analizy specjalistów mówią, że jeśli spółka dokonałaby rejestracji w Urzędzie Patentowym nowego znaku Próchnik, a następnie działalność firmy zostałaby sprzedana właśnie z tym znakiem, to mielibyśmy do czynienia z próbą oszustwa i mielibyśmy problem. Bo pieniądze, zamiast w pierwszej kolejności trafić do nas, zostałyby równomiernie rozdzielone między wszystkich wierzycieli – mówi Przemysław Mazurek, pełnomocnik członka rady wierzycieli Próchnika, swojego ojca Tadeusza Mazurka, który zainwestował w obligacje firmy.

– Pan Mazurek wykreował sztuczny problem, który szkodzi wartości marki i działa na niekorzyść obligatariuszy. Intencja ustanowionego zabezpieczenia jest taka, żeby obejmowało ono całość marki Próchnik, bez względu na to, pod jakim logo spółka sprzedaje produkty – uważa Julian Kutrzeba, prezes Próchnika. J est przekonany, że pieniądze ze sprzedaży marki trafią do posiadaczy obligacji.


Pozostało 81% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane