statystyki

Sharing economy: Miało być pięknie, wyszło jak zwykle

autor: Jakub Kapiszewski, Marek Chądzyński03.02.2019, 20:00
Krytycy sharing economy mówią, że termin ten kompletnie stracił na swoim pierwotnym znaczeniu w momencie, kiedy w proces udostępniania zasobów wkroczył wielki biznes wsparty setkami milionów dolarów wysupłanymi przez inwestorów

Krytycy sharing economy mówią, że termin ten kompletnie stracił na swoim pierwotnym znaczeniu w momencie, kiedy w proces udostępniania zasobów wkroczył wielki biznes wsparty setkami milionów dolarów wysupłanymi przez inwestorówźródło: ShutterStock

Miało być tak pięknie. Ja coś mam, ty czegoś potrzebujesz. Dlaczego się nie dogadać? Zupełnie nowa gospodarka. Dająca okazję dorobić, międzyludzka – sharing economy, jak ją ochrzczono. Chciałoby się powiedzieć: graliśmy jak nigdy. Ale wyszło jak zwykle

W 2014 r. Brian Chesky, współzałożyciel i prezes Airbnb, serwisu pośredniczącego między właścicielami prywatnych kwater i poszukującymi noclegu, podzielił się taką wizją: „Wyobraźcie sobie miasto, którym wszyscy się dzielą. Gdzie ludzie stają się mikroprzedsiębiorcami, a lokalni sklepikarze znów nie mogą narzekać na brak klientów. Wyobraźcie sobie miasto, gdzie przestrzeń się nie marnuje, ale jest współdzielona przez wszystkich. Miasto, które wytwarza więcej, ale nie generuje przy tym więcej odpadów. Ta wizja może wydawać się radykalna, ale wcale nie jest nowa. Miasta były pierwszymi platformami do współdzielenia”.

Od tamtego czasu Airbnb stało się synonimem „gospodarki współdzielenia”. W końcu założyciele – oprócz Chesky’ego był to również Joe Gebbia; później do ekipy dołączył Nate Blecharczyk – zaczęli swój biznes od wynajęcia kilku materacy wstawionych do swojego mieszkania, aby zebrać w ten sposób pieniądze na opłatę czynszu. Do dzisiaj firma mocno akcentuje motyw „współdzielenia” w swojej komunikacji. Oddaje to nawet oficjalna definicja serwisu – „hospitality exchange service”, czyli usługa wymiany gościnności.

Przeciw tej wymianie buntuje się jednak coraz więcej miast na całym świecie. W Europie ograniczenia możliwości wynajmu prywatnych kwater wprowadziły m.in. Amsterdam, Barcelona, Paryż i Berlin. W Stanach Zjednoczonych zrobiły to Nowy Jork, Los Angeles, Charleston i Nowy Orlean. W połowie ub.r. podobne przepisy japoński parlament uchwalił dla całego Kraju Kwitnącej Wiśni; w zależności od potrzeb mogą być one jednak zaostrzane przez lokalne władze.

A przecież ograniczenie działania Airbnb to tylko jeden z przykładów walki z wielkimi firmami stojącymi za gospodarką współdzielenia. Kolejną jego ofiarą jest Uber, któremu również mocno obrywa się w niektórych miastach. Władze Katalonii zaproponowały pod koniec stycznia przepisy, które zakazałyby zamawiania przejazdów organizowanych za pomocą serwisu na żądanie. Pasażerowie musieliby zarezerwować samochód z kierowcą przynajmniej z 15-minutowym wyprzedzeniem, co obniży atrakcyjność usługi.

Chciałoby się zapytać: co poszło nie tak?


Pozostało jeszcze 88% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Komentarze (2)

  • asdf,9(2019-02-04 08:36) Zgłoś naruszenie 40

    Gdy wielcy zaczynają tracić, to wtedy zaczyna się walka. A wielcy tracą bo dążą do monopolu usług i surowców i dyktują za wysokie ceny - wtedy wchodzą mikro przedsiębiorcy. No i żądający za wiele od biedaków, zaczynają tracić więcej.Zaczyna się era kłamstw, ogłupiania i jeszcze większego okradania maluczkich. Cała ta walka aroganckich, przepłacanych, cwaniaków podlewana jest sosem sprawiedliwości i słuszności, patriotyzmu, wiary w jedynego boga - czy to czasem nie przypomina dzisiejszej rzeczywistości. Afera z M. Ogórek przypomina aferę z Niesiołowskim i tak zanika sprawa K-Tower.

    Odpowiedz
  • Alek(2019-02-04 08:42) Zgłoś naruszenie 10

    Problemem nie jest dzielenie, a raczej to ze Ci co nie dziela nie odnosza korzysci,a wrecz na tym traca. Wystarczy zeby dzielenie sie np. kwaterami i pobrana prowizja szla nie do korporacji na W-pach Bahama, a zostawalaby np. w danym miescie. Wowczas ta gotowka pracowalaby na lokalna spolecznosc. Przyklad: miasteczko nad polskim morzem - 3/4 kwater i biznesow jest w posiadaniu osob nie zamieszkujacych dana gmine/powiat/wojewodztwo np.firmy zarejestrowane w W-wie. Dochody z najmu wedruja do W-wy, nie zostaja na miejscu. Jedyny zysk gminy to oplata klimatyczna, z ktorej ponoszone sa koszty budowy sciezek rowerowych, sprzatania plazy, budowy promenad, czy innych tego typu inwestycji sluzacych wlasciwie wylacznie turystom. A miejscowi maja jedynie korzysc ze pracuja w obsludze turystycznej za jakies "grosze".

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane