O sile i jakości rynku nie świadczy, wbrew pozorom, zdolność do zapobiegania tego rodzaju przypadkom lub ich wyeliminowania (bo to niemożliwe), lecz umiejętność szybkiego i skutecznego rozwiązywania problemów w sposób odpowiadający elementarnej sprawiedliwości. Tam, gdzie w grę wchodzą nadużycia i nieuczciwość, trudno o profilaktykę. Ale dobrze sprawdza się taktyka wypalania ich rozżarzonym żelazem.

Sprawa GetBacku ze wszystkimi jej finansowymi wątkami mogła więc być przykładem na to, że nasz rynek jest dojrzały nie tylko w oficjalnych klasyfikacjach, ale też w rzeczywistości. Do tego trzeba m.in. ustalenia faktów, wyciągnięcia wniosków, ukarania winnych, naprawienia szkód. Ale gdyby się udało, GetBack stałby się dowodem, że i państwo (tu reprezentowane przez nadzór finansowy, prokuraturę i inne instytucje) – często wcześniej bezradne, ślepe i niemądre – stało się dojrzalsze.

Teraz jednak będzie to o wiele trudniejsze. Bo mamy już nie tylko sprawę GetBacku, ale też bezprecedensową sprawę KNF. Role oskarżających i oskarżanych się wymieszały. Co teraz? Jedynym wyjściem wydaje się działanie z precyzją, ale i zdecydowaniem chirurga podczas pokazowej operacji, która ma wyznaczyć nowe standardy. Getin Noble Bank, o którym jego właściciel rozmawiał z przewodniczącym KNF, musi być oceniany i traktowany tak, jak byłby każdy inny bank w jego sytuacji finansowej. Ani lepiej, ani gorzej. Podobnie Idea Bank – z wyjaśnieniem wszelkich kwestii związanych z GetBackiem i sprzedażą jego obligacji. Równolegle w ten sam sposób musi toczyć się postępowanie dotyczące GetBacku, a od teraz również kolejne – KNF i jej przewodniczącego. Każda instytucja i każda osoba powinna, bez względu na konsekwencje, otrzymać dokładnie to, na co zasłużyła. Ani mniej, ani więcej. Rynek i państwo mogą jeszcze wyjść z tego wzmocnione. Pod warunkiem, że najpierw odzyskają twarz.