Ten dość nieoczekiwany skutek może przynieść ustawa o świadczeniu usług w zakresie dochodzenia roszczeń odszkodowawczych wynikających z czynu niedozwolonego, która właśnie trafiła do Sejmu. Senacki projekt ma w założeniu regulować relacje pomiędzy klientami a kancelariami odszkodowawczymi, które ustawa definiuje jako „doradców”. Określa np. maksymalne wynagrodzenie doradcy (nie więcej niż 20 proc. kwoty uzyskanego odszkodowania) czy nakazuje ubezpieczycielom wypłatę świadczenia bezpośrednio poszkodowanemu (a nie reprezentującej go kancelarii). Jednak na ostatnim etapie prac przed wysłaniem projektu do Sejmu senatorowie dopisali jeszcze jeden przepis – art. 9.

Stanowi on, że nie można przenieść wierzytelności z tytułu czynów niedozwolonych na doradcę lub osobę trzecią. Jak czytamy w uzasadnieniu, chodzi o „uniemożliwienie obejścia przepisów ustawy poprzez zbycie wierzytelności np. na rzecz przedsiębiorcy, który w relacjach z doradcą nie jest objęty reżimem ustawy”. Na potrzebę wprowadzenia takiej regulacji zwracali uwagę zarówno przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości, jak i Naczelnej Rady Adwokackiej.

Bezgotówkowo nie tak łatwo

Choć nowa ustawa dotyczy tylko relacji klient – kancelaria odszkodowawcza, to zdaniem ekspertów z uwagi na fakt, że art. 9 dotyczy też osoby trzeciej, może być interpretowany jako przepis ingerujący w cały system prawa cywilnego. A to by oznaczało zakaz dokonywania cesji wierzytelności wynikających z czynów niedozwolonych w ogóle. Nie tylko na kancelarie odszkodowawcze czy powiązane z nimi tzw. słupy, ale też np. banki, warsztaty samochodowe, firmy zajmujące się najmem zastępczym etc.

Może to więc utrudnić bezgotówkową likwidację szkód. Dziś jest ona realizowana w dwojaki sposób. Albo właściciel uszkodzonego auta upoważnia warsztat samochodowy do otrzymania odszkodowania bezpośrednio od ubezpieczyciela, albo dokonuje cesji swojej wierzytelności, cedując wszelkie prawa z tego tytułu na warsztat. Niektóre firmy zajmujące się kompleksową likwidacją szkody przejmują w ten sposób na siebie prawo do odszkodowania nie tylko za pokrycie kosztów wyceny i naprawy, ale też kosztów najmu pojazdu zastępczego, holowania, parkowania czy badania technicznego.

W pierwszym przypadku, jeśli towarzystwo ubezpieczeniowe kwestionuje wysokość kosztów naprawy, poszkodowany musi sam wyłożyć pieniądze i walczyć w sądzie o zwrot poniesionych kosztów. Gdy dokonał cesji, ryzyko sporu z ubezpieczycielem bierze na siebie zakład naprawczy.

Przybywa ubezpieczonych pojazdów

Przybywa ubezpieczonych pojazdów

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Przepis ten utrudni bezgotówkową likwidację szkód. Jeżeli ubezpieczyciel nie wyrazi zgody np. na zakres naprawy lub określoną przez warsztat kwotę wynagrodzenia, poszkodowany najpierw będzie musiał dokonać naprawy, zapłacić za nią, a następnie sam dochodzić roszczeń od ubezpieczyciela – mówi mec. Patryk Zbroja prowadzący kancelarię adwokacką w Szczecinie. – Podobnie sytuacja będzie wyglądać w przypadku pokrywania kosztów najmu pojazdu zastępczego. Bo trudno się spodziewać, że warsztaty lub firmy wynajmujące pojazdy zastępcze będą czekać na wynagrodzenie do czasu, aż klient zakończy spór z ubezpieczycielem – uważa adwokat.

Innego zdania jest mec. Magdalena Matusiak-Frącczak. – Ważniejsze jest wyeliminowanie sytuacji, w których poszkodowany z różnych przyczyn wyzbywa się wierzytelności za ułamek kwoty, a zarabia na tym inny podmiot. To, czy uprawnionym do otrzymania odszkodowania będzie poszkodowany, czy warsztat naprawczy, jest kwestią drugorzędną – uważa mec. Matusiak-Frącczak, która dodaje, że w praktyce firmy specjalizujące się w naprawie uszkodzonych pojazdów oferują klientom cesję, gdy są pewne, że ubezpieczyciel nie zakwestionuje ich wyceny. – W przeciwnym wypadku proponują upoważnienie, więc o pokrycie wszystkich kosztów naprawy poszkodowany i tak musi walczyć sam – tłumaczy prawniczka.

Potwierdza to Marcin Tarczyński z Polskiej Izby Ubezpieczeń, który informuje, że co do zasady współpraca towarzystw z firmami naprawczymi odbywa się na podstawie upoważnienia, a nie cesji.

– Jeśli chodzi o najem pojazdu zastępczego, standardem jest obecnie oferowanie go poszkodowanemu bezpośrednio przez zakład ubezpieczeń – uściśla.

Jak zbywalne to przenaszalne

Mimo wszystko zakaz obrotu wierzytelnościami deliktowymi budzi kontrowersje. Zdaniem prof. Macieja Kalińskiego, cywilisty z Uniwersytetu Warszawskiego, wprowadzenie takiego obostrzenia jest „powrotem do normalności”. – Nawet jeśli będzie się to łączyło z technicznymi utrudnieniami dla poszkodowanych, to stanie się to w celu zabezpieczenia ich praw. Żeby nie pozbywali się ich w sposób nieprzemyślany – wskazuje prof. Kaliński. – Normalność polega bowiem na tym, że szkoda majątkowa w postaci kosztów naprawy lub najmu pojazdu nie istnieje, dopóki poszkodowany ich rzeczywiście nie poniósł, tzn. nie uiścił. Do tego czasu może żądać rekompensaty spadku wartości samochodu wskutek wypadku albo naprawienia go osobiście przez dłużnika, ale nie kosztów naprawy czy najmu, których nie poniósł. Dopiero jeżeli dłużnik sam nie dokona naprawy, wówczas wierzyciel może żądać upoważnienia przez sąd w postępowaniu egzekucyjnym do powierzenia naprawy osobie trzeciej na koszt dłużnika – tłumaczy prawnik.

Z drugiej strony, jak zauważa mec. Patryk Zbroja, zasadą jest, że każda wierzytelność (pieniężna i niepieniężna), jeżeli jest zbywalna, może być przedmiotem cesji. – Dotyczy to nawet wierzytelności przyszłych. A w obecnym stanie prawnym zakaz zbywania roszczeń określa art. 449 k.c. – wskazuje.

Tak więc niemożliwy jest obrót roszczeniami związanymi z zadośćuczynieniem dla osoby pokrzywdzonej wypadkiem, z rentą czy z odszkodowaniem i zadośćuczynieniem za śmierć osoby najbliższej. Chyba że roszczenia te są już wymagalne, zostały uznane na piśmie lub przyznane prawomocnym orzeczeniem.

– Być może jednak rozwiązaniem kompromisowym byłoby odesłanie do stosowania art. 449 k.c. do wszystkich deliktów? Wskazane tam przesłanki są wypośrodkowaniem konfliktu interesów stron – pointuje prof. Kaliński.