- Dokonujemy przeglądu strategicznego aktywów zagranicznych, także w USA i Kanadzie. W grudniu będziemy komunikować, w którym kierunku z tymi projektami pójdziemy - mówi w wywiadzie dla DGP Marcin Chludziński, prezes KGHM Polska Miedź, były prezes Agencji Rozwoju Przemysłu.
Reklama
Modyfikacja formuły podatku od niektórych kopalin, czyli podatku miedziowego, była raczej ruchem w kampanii samorządowej niż zmianą dla KGHM jako jedynego płatnika tego podatku. Płacić będziecie nadal tyle samo, tyle że gdzie indziej. Kiedy należy się spodziewać zmian, ale dla Polskiej Miedzi?
O przyszłą formułę należy już pytać Ministerstwo Finansów. Cieszymy się, że udało się wykonać pierwszy ruch, czyli przesunięcie aż do 5 proc. podatku do budżetów samorządowych. My również dzięki temu zmniejszamy zobowiązania podatkowe. To dla nas ważne, bo będąc firmą globalną, chcemy jeszcze mocniej działać lokalnie. Renta surowcowa państwu się należy, taki podatek to rozwiązanie funkcjonujące w wielu krajach, m.in.: w USA, Chile, Rosji. Nie chciałbym jednak zdradzać kuchni rozmów z ministerstwem, mogę powiedzieć, że wariantów jest wiele. Dialog trwa.
Dziennik Gazeta Prawna
Minął rok od momentu, gdy upadek wielotonowego spieku powstającego z pyłów wydostających się z pieca unieruchomił na miesiąc największy na świecie piec zawiesinowy w Hucie Miedzi Głogów. Prokuratura przedłużyła śledztwo do grudnia. Czy w spółce wyciągnięto konsekwencje wobec odpowiedzialnych osób?
Dla nas najważniejsze jest, że huta odzyskuje efektywność i coraz lepiej wykorzystuje możliwości produkcyjne. Dopiero po ustaleniach prokuratury możemy określić osobistą odpowiedzialność. Ale oczywiście wnioski wyciągamy już teraz, m.in. w kwestii przeglądów okresowych. W hutnictwie instalacje są zazwyczaj autorskie, budowane w sposób niepowtarzalny i taki jest nasz piec. Trzeba się go nadal uczyć.
To największy piec na świecie. Na jego uruchomieniu był prezydent Duda, po czym pana poprzednik Radosław Domagalski-Łabędzki nazwał program modernizacji pirometalurgii, w tym budowę pieca, błędem gorszym niż zakup Sierra Gordy. A pan jak uważa?
Moim zadaniem jako prezesa zarządu jest skupienie się nad efektywnością – produkcji i finansową – tego, co już mamy. Nawet jeśli wcześniej podjęte zostały decyzje, które miały negatywne skutki, to nie cofniemy przecież inwestycji. Pieniądze zostały wydane, piec działa, więc teraz zrobimy wszystko, żeby działał jak najlepiej. Niebawem będziemy pokazywać plany produkcyjne na 2019 r. Mogę tylko powiedzieć, że będzie lepiej, bo efektywność pieca sukcesywnie się zwiększa. Warto pamiętać, że to inwestycje obliczone na wiele lat, a nie na jeden sezon.
Jak pan się odniesie do informacji o niepokoju o Sierra Gordę waszych japońskich partnerów z Sumitomo. Dziś mają w joint-venture 45 proc. udziałów. Analizowali opcję przejęcia kopalni wprowadzenia kolejnego partnera – BHP Billiton, o czym pisaliśmy w DGP. Po ubiegłorocznych wynikach były szef KGHM Herbert Wirth sugerował, że to czas na odwracanie odpisów na aktywach w Chile. Jak jest dziś?
Nasze relacje z Sumitomo są bardzo dobre. Mieliśmy dwa długie spotkania na poziomie zarządu – w Tokio i w Londynie. Nasze zespoły są w stałym kontakcie, rozwiązujemy problemy na bieżąco. Trudno mi się odnosić do historii. Mamy wspólny cel – prowadzić coraz lepszy biznes, zwiększać rentowność, co się udaje. Mamy coraz lepszy przerób rudy w ostatnich miesiącach, widzimy poprawę. Cykl życia kopalni to 20–25 lat, Sierra jest jeszcze młodą kopalnią, a mamy skłonność do oceniania jej rentowności w miesiącach. To błąd. Warto pamiętać, że Sierra Gorda to 10 proc. naszego biznesu, ale zawsze wywołuje zainteresowanie, zwłaszcza po miliardowych odpisach na wartości. Robimy wiele, by w przyszłości były podstawy do odpisów odwróconych. Ale tu zdam się na standardy rachunkowości i naszych specjalistów.
Co z pozostałymi aktywami zagranicznymi? Chodzi mi m.in. o kanadyjski projekt budowy kopalni Ajax. Na razie poza utrzymywanym tam stadem krów, dzięki czemu można obniżyć podatek, nie wygląda to obiecująco. Rząd Kanady i lokalna społeczność mówią „nie” budowie kopalni.
Wyzwań historycznych jak widać nam nie brakuje. Dokonujemy przeglądu strategicznego aktywów zagranicznych, także w USA i Kanadzie. W grudniu będziemy komunikować, w którym kierunku będziemy z tymi projektami szli. W Ajax zostały już zainwestowane pieniądze, więc analizujemy, co jeszcze można tam zrobić.
A co dalej z kopalnią Lubin? Mówiło się, że może zostać zamknięta.
Pogłoski o śmierci kopalni Lubin były przedwczesne. W ciągu czterech ostatnich miesięcy wzrosła efektywność wydobycia i ilość wydobywanego metalu. Obniżyliśmy zużycie energii, dokonujemy usprawnień technicznych, w tym telekomunikacji pod ziemią. Górnicy mogą spać spokojnie, oczywiście po swojej szychcie.
Jak układają się wasze relacje z lokalną społecznością na Dolnym Śląsku? Rok temu w Głogowie odnotowano rekordowe przekroczenia stężenia arsenu. KGHM bierze na siebie tylko część emisji, a tak się składa, że jak dochodzi do przekroczeń, to tam, gdzie pracują huty miedzi. Co możecie zrobić, by być mniej uciążliwym sąsiadem?
To nawet więcej niż sąsiedztwo, to symbioza. My korzystamy z pracy ludzi, ale i oni z KGHM korzystają. Jedne z najwyższych wynagrodzeń w Polsce, kilkaset milionów złotych podatków dla gmin rocznie. Ale są i wady – w pejzażu to choćby szyby i kominy. W kontekście technologii już od wielu lat robimy wszystko, by nasza produkcja nie była tak uciążliwa jak kiedyś. Chodzi nie tylko o arsen, ale metale ciężkie w ogóle. Wydajemy na to dużo pieniędzy i są spektakularne efekty. W ubiegłym roku największe przekroczenia były związane z wyłączeniem i uruchomieniem pieca po awarii. W pierwszej połowie roku było lepiej niż w 2017 r. Badania u mieszkańców Głogowa pokazały, że nawet 70 proc. arsenu w organizmie było pochodzenia organicznego, a nie z produkcji przemysłowej. Będziemy prowadzić kolejne badania, nie zostawimy społeczności lokalnej z tym problemem.
Trwa rozbudowa zbiornika odpadów poflotacyjnych z produkcji hutniczej Żelazny Most. To olbrzymie składowisko, które po latach trzeba powiększyć. Na jakim etapie jest ta inwestycja warta jednak 600 mln zł, a nie 1,2 mld zł, jak wyceniały ją spółki z grupy KGHM, czyli Pebeka i Zanam.
To istotny element naszego ciągu produkcyjnego. Międzynarodowa komisja ekspertów stale monitoruje zbiornik i jego wpływ na środowisko, także rozbudowywanej części. Prace idą zgodnie z harmonogramem, finał planowany jest na koniec 2021 r. Cieszymy się, że zawarto umowę korzystną dla KGHM, a nasze spółki z grupy brały udział w innych etapach tego projektu.
Podpisaliście porozumienie z Tauronem w kwestii rozwoju elektromobilności – co będziecie robić?
Dla KGHM energetyka to ważny rozdział. Miedź jest potrzebna w budowie linii przesyłowych, zbiorników magazynowania energii czy właśnie w elektromobilności, która rynkom miedzi bardzo służy. Jesteśmy największym konsumentem energii w Polsce, ale aż 20 proc. produkujemy sami. To rekord w polskim przemyśle. Z Tauronem chcemy budować stacje szybkiego ładowania w takim samym standardzie jak oni, tylko u siebie. Poza tym przyglądamy się, gdzie moglibyśmy wykorzystać e-transport. Na dole w kopalni jeszcze nie, tam badamy auta bateryjne, ale przymierzymy się do elektrycznych samochodów i autobusów w transporcie naziemnym.
W ubiegłym roku Ministerstwo Rozwoju wpisało do unijnego planu Junckera budowę przez KGHM testowego reaktora atomowego wysokotemperaturowego, którego prototyp 100 MW miał kosztować 370 mln zł. Czy ten projekt żyje?
Nasza rola w tym konsorcjum została wypełniona. Przeprowadziliśmy analizy efektywności kosztowej, na moment wykonywania testów uznaliśmy, że technologia nie jest wystarczająco efektywna.