Autopromocja

Polska złamała prawo. Problem z przewozem ciężarowym

tir transport kierowca
tir transport kierowcaShutterStock
20 września 2018

Nakładając na firmy transportowe wymóg posiadania specjalnych zezwoleń, które umożliwiają poruszanie się po niektórych drogach publicznych, Polska uchybiła zobowiązaniom wynikającym z tzw. dyrektywy naciskowej. Tak wynika z opinii Yves’a Bota, rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. To bardzo zły prognostyk przed zbliżającym się wyrokiem TSUE, który w większości przypadków przychyla się do opinii rzeczników.


Najkrócej rzecz ujmując, chodzi o ograniczenia tonażowe obowiązujące na polskich drogach. Na mocy postanowień akcesyjnych Polska zobowiązała się otworzyć do 2011 r. drogi dla pojazdów o nacisku 11,5 tony na oś realizujących przewozy międzynarodowe. Choć ustawa o drogach publicznych (t.j. Dz.U z 2017 r. poz. 2222 ze zm.) w art. 41 ust. 1 stanowi, że po drogach publicznych dopuszcza się ruch pojazdów o dopuszczalnym nacisku pojedynczej osi napędowej do 11,5 tony, to z zastrzeżeniem ust. 2 i 3. A te stanowią, że mając na uwadze potrzebę ochrony infrastruktury, minister właściwy ds. transportu określa w drodze rozporządzenia wykaz dróg krajowych i wojewódzkich, po których mogą się poruszać pojazdy o maksymalnym nacisku 10 ton, oraz dróg krajowych o maksymalnym nacisku 8 ton. Z kolei drogi wojewódzkie niewymienione w rozporządzeniu oraz drogi powiatowe i gminne są drogami 8-tonowymi.

To oznacza, że wyjątek od reguły obejmuje 96 proc. sieci drogowej w Polsce. W rezultacie przejazd ciężarówkami, które są załadowane zgodnie z dopuszczalną masą całkowitą pojazdu oraz dyrektywą 96 /53/WE ustanawiającą maksymalne dopuszczalne wymiary i obciążenia (a więc do 11,5 t./oś) wymaga uzyskania zezwolenia na przejazd pojazdami nienormatywnymi. W przypadku jego braku na przewoźnika nakładane są kary.

Na skutek skarg przewoźników do Komisji Europejskiej ta wszczęła przeciwko Polsce postępowanie przed TSUE, w którym zarzuca złamanie prawa europejskiego. Polska w swoim stanowisku akcentowała m.in., że otwarcie dróg dla TIR-ów o nacisku 11,5 t/oś dotyczy pojazdów w ruchu międzynarodowym i dla spełnienia zadość postanowieniom dyrektywy wystarczy otwarcie dróg wchodzących w skład międzynarodowej sieci TEN-T. Poza tym Polska akcentowała, że unijne regulacje dają prawo państwom członkowskim do ustanawiania wyjątków, m.in. ze względu na konieczność ochrony infrastruktury czy środowiska.

– Moim zdaniem z brzmienia art. 3 dyrektywy 96/53 i zamierzonych celów, przedstawionych w motywach 3, 7 i 12 tej dyrektywy, jasno wynika, że termin „ruch międzynarodowy” odnosi się do ruchu pomiędzy państwami członkowskimi, a nie poruszania się po określonych drogach krajowych lub drogach sieci transeuropejskiej – czytamy w opinii Yves’a Bota.

Poza tym, zdaniem rzecznika generalnego, pojazdy o maksymalnym nacisku osi napędowej wynoszącym 11,5 tony nie mogą być uważane za nienormatywne, ponieważ ten nacisk jest zgodny z parametrami określonymi w załączniku I do dyrektywy 96/53. To samo dotyczy pojazdów, których maksymalny nacisk pojedynczej osi nienapędowej wynosi 10 ton, na niektórych drogach poddanych ograniczeniu wynoszącemu 8 ton.

– System ogólnych zezwoleń zmierzający do ustanawiania takich ograniczeń nie może być dopuszczalny – uważa rzecznik. Co więcej, podaje w wątpliwość uzasadnienie dla wprowadzenia przez Polskę ograniczeń ruchu na drogach, skoro można je znieść poprzez uzyskanie odpłatnego zezwolenia (a zatem bez związku ze stopniem uszkodzenia trasy). – Albo dana droga może przyjąć przejazdy, których liczba nie jest kontrolowana, przez okres mogący wynosić od jednego do 24 miesięcy, albo droga ta nie jest dostosowana do ruchu, a w takim przypadku opłata za zezwolenie, której kwota jest niewielka, nie jest w stanie temu zaradzić – konkluduje Bot.

Na razie, nawet jeśli TSUE przychyli się do jego opinii, na Polskę nie zostaną nałożone kary. – Jeżeli komisja w postępowaniu nie wnioskuje o to, trybunał najpewniej orzeknie tylko o niezgodności naszych regulacji z prawem unijnym. Dopiero w drugiej kolejności, jeśli państwo nie wykona w rozsądnym terminie wyroku, pojawia się groźba, że KE wystąpi o nałożenie kary na Polskę – tłumaczy prof. Artur Nowak-Far ze Szkoły Głównej Handlowej.

Ewentualne orzeczenie TSUE otworzy jednak przewoźnikom drogę do ubiegania się o zwrot kar nałożonych na podstawie niezgodnych z prawem unijnym przepisów. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.