Śnieżnobiałe uśmiechy bohaterów gospodarki XXI w. skrywają ich trudne osobowości. A jednak to ich rynek wycenia najwyżej.
Czy znasz jakiegoś homo oeconomicusa? Człowieka tak bardzo racjonalnego, że – jak w smithowskim ideale – zajęty jest on wyłącznie zimnym rachunkiem zysków i strat oraz dążeniem do polepszenia wyłącznie własnego życia? Zastanów się, zanim odpowiesz: nie. Bo czy na pewno nie należysz do tej grupy ludzi (to wciąż duża grupa), która taką charakterystykę przypisuje przedsiębiorcom? Aż 75 proc. Polaków ankietowanych na potrzeby raportu „Wizerunek przedsiębiorcy” Polskiej Rady Biznesu z 2016 r. uznało, że przedsiębiorca „mało płaci pracownikom, bo sam chce zarobić”. Ot, wyrachowany egoista, który nie zważając na dobro innych, zdobywa fortunę przeznaczaną potem na nowe ferrari, dom na Majorce i łapówki. Czy więc i ty wierzysz w to, że listy najbogatszych ludzi świata pełne są bezdusznych maszyn liczących, które dla niepoznaki wdziewają ludzką skórę?
Jeśli nie, to świetnie. Ale i przekonanie, że przedsiębiorcy to ludzie, jak wszyscy, nie jest trafne. Jeśli zaś tak, spójrz na Elona Muska, twórcę m.in. marki Tesla (samochody elektryczne) i SpaceX (loty w kosmos). Czy istnieje lepszy kandydat na wzorowego homo oeconomicusa niż ten genialny inżynier, który w ciągu 23 lat działalności biznesowej tak konsekwentnie mnożył swój majątek, że stał się w końcu – wedle „Forbesa” – właścicielem 20 mld dol. To właśnie on sprawi, że zmienisz zdanie. Wystarczy, że przejrzysz na portalu YouTube.com wywiady telewizyjne i filmy wideo z nim w roli głównej i przeczytasz jego tweety.