W Niemczech nieoczekiwanie spadły zamówienia w przemyśle. Możemy dostać rykoszetem.
Jeśli Niemcy spowalniają, to i my / Dziennik Gazeta Prawna
Wartość zamówień była w czerwcu o 4 proc. mniejsza niż miesiąc wcześniej – podał Destatis, urząd statystyczny w Wiesbaden. To najsłabszy wynik od półtora roku. W skali roku zmniejszył się o 0,8 proc. To z kolei najsłabszy wynik od czerwca 2016 r.
Reklama
Pogorszenie było wywołane przede wszystkim przez zamówienia z zagranicy. One w skali miesiąca zmniejszyły się o prawie 6 proc. – Tego spadku można było się spodziewać. To efekt sankcji handlowych ze strony Stanów Zjednoczonych – uważa Marcin Luziński, ekonomista Banku Zachodniego WBK. Według niego to może być przejściowa zadyszka. Warunek: Stany i Unia Europejska porozumieją się w sprawie warunków handlu i cła zostaną zniesione. – Ostatnie doniesienia o rozmowach Donalda Trumpa i Jeana-Claude’a Junckera były dość optymistyczne – wskazuje Luziński.
Do spotkania amerykańskiego prezydenta z szefem Komisji Europejskiej doszło pod koniec lipca. Waszyngton zobowiązał się do ponownego przeanalizowania ceł na aluminium i stal oraz zapowiedział powstrzymanie się przed nałożeniem taryf na samochody. Te ostatnie cały czas są jednak przedmiotem analiz w USA.

Reklama
– Wyniki niemieckiego przemysłu od kilku miesięcy są poniżej oczekiwań – zwraca uwagę Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. Słabsze półrocze ma za sobą właściwie cała strefa euro. Znajduje to odbicie w notowaniach wspólnej waluty. Po wczorajszych danych o zamówieniach w Niemczech kurs euro zbliżył się do 1,15 dol. Ostatni raz był na takim poziomie w połowie minionego roku. Od początku roku euro straciło w stosunku do dolara 3,7 proc.
Korzystne dane z naszej gospodarki sprawiają, że złoty w ostatnich tygodniach zyskuje na wartości w stosunku do euro. Wczoraj wspólna waluta kosztowała u nas 4,26 zł. W zestawieniu z dolarem złoty nie jest tak mocny (kurs przekracza 3,68 zł).
Niemcy to nasz największy partner handlowy. Jak wynika z danych GUS, w pierwszych pięciu miesiącach tego roku do tego kraju trafiło 27,8 proc. polskiego eksportu. Rok wcześniej udział zachodniego sąsiada był o 0,4 pkt proc. mniejszy. W dużej mierze sprzedajemy tam nie gotowe produkty, ale wyroby, które po przetworzeniu trafiają dalej – na Daleki Wschód, a także za ocean. Choć bezpośrednio sprzedajemy do USA niewiele, to będąc częścią, jak określają to ekonomiści, globalnego łańcucha dostaw, również odczujemy negatywne skutki amerykańskich ceł.
Eksportowe osłabienie przemysłu niemieckiego w krótkim czasie może się przełożyć na koniunkturę i u nas. Jeśli zadyszka w Niemczech potrwa dłużej, to spowolnienie wzrostu gospodarczego w Polsce może być mocniejsze, niż spodziewali się dotąd analitycy. Chociaż oficjalnych danych jeszcze nie ma, to powszechne oczekiwanie jest takie, że w całym I półroczu wzrost PKB w Polsce przekroczył 5 proc.
Marcin Luziński zwraca uwagę, że w tym tygodniu Niemcy publikują jeszcze dane o produkcji przemysłowej w czerwcu i o sprzedaży za granicę. I oczekuje, że – inaczej niż w przypadku zamówień – one mogą się okazać wyraźnie lepsze niż w poprzednich miesiącach. Przypominałoby to sytuację Chin – także dotkniętych amerykańskimi cłami. Tuż przed tym, jak obostrzenia weszły w życie, nastąpiła kumulacja wysyłki towarów do USA. W efekcie w czerwcu Państwo Środka pierwszy raz w tym roku miało ponad 40 mld dol. nadwyżki handlowej. Wyniki lipcowe poznamy jutro.