Po niedawnym zawarciu porozumienia między Iranem i Turcją w sprawie powołania wspólnego przedsiębiorstwa transportującego gaz do Europy projekt Nabucco nabiera realnych wymiarów. Na podstawie umowy Turcja będzie mogła tranzytować do Europy ponad 35 mld m sześc. irańskiego gazu. Z zapełnieniem tego gazociągu nie będzie więc problemu. Wcześniej surowiec dla Nabucco gwarantował tylko Azerbejdżan, którego zasoby były jednak niewystarczające dla opłacalności realizacji gazowej nitki o długości 3,3 tys. km.

Szanse na powstanie Nabucco są tym większe, że - po ostatnim kryzysie gazowym - Unia Europejska jest zdeterminowana do budowy nowych połączeń gazowych, które zapewnią dywersyfikację dostaw. W efekcie z 3,5 mld euro, wyasygnowanych z budżetu UE na strategiczne projekty energetyczne, najwięcej otrzyma właśnie Nabucco (250 mln euro, czyli ponad 3 proc. wartości inwestycji).

Kierunek czeski

Nabucco, który połączy Turcję z Austrią, przechodząc przez terytorium Bułgarii, Rumunii i Węgier, ma zacząć transportować gaz ziemny po 2013 roku. Błękitne paliwo z gazociągu, poprzez hub w Baumgarten (Austria), chce odbierać Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG). W tym celu spółka rozpoczęła już prace nad połączeniem rurociągowym przez Czechy lub Słowację. Który kierunek ostatecznie wybierzemy?

- Wybierzemy tańszy projekt - wyjaśnia Michał Szubski, prezes PGNiG.

Największe szanse ma kierunek czeski. Obecnie PGNiG współpracuje już bowiem na południu ze spółką Morawia, operatorem czeskiego gazociągu. Według zarządu PGNiG współpraca ta może przełożyć się na konkretne dostawy gazu do Polski, i to już w końcówce 2010 roku. Gaz płynąłby do kraju w okolicach Cieszyna. Początkowo ok. 0,5 mld m sześc. rocznie.

- W przypadku zbudowania tłoczni i możliwości korzystania z czeskiego magazynu gazu dostawy wzrosłyby do 1,3 mld m sześc. rocznie - podaje PGNiG.