"Wyjście z kryzysu będzie bardzo brutalne. W pewnym momencie wszyscy powiedzą - to koniec, dotknęliśmy dna i wszyscy przyłożą się do wznowienia" - powiedział Seilliere. "Nie ma powodów, by to nie miało miejsca w ciągu 2010 roku, ale nie należy robić z końca 2009 roku jakiegoś absolutu. Nikt nie jest zdolny przewidzieć daty końca kryzysu, bo nikt jeszcze nie wie, czy już dotknęliśmy dna" - dodał.

Według Seilliere'a rok 2009 będzie dla firm i państw europejskich bardzo ciężki, gdyż za kryzysem finansowym i gospodarczym przyjdą poważne konsekwencje socjalne, jak spodziewana redukcja zatrudnienia o 5 mln miejsc pracy w UE. "Napięcia socjalne są nieuniknione, one są wpisane w kryzys" - przyznał. "Ale z drugiej strony w środowisku przedsiębiorców jest wiele nadziei, bo taki jest też temperament tej grupy, że kryzys się skończy, gdy tylko giełdy się odbiją" - dodał.

Seilliere za "absolutnie konieczne" uznał podejmowane przez UE i kraje członkowskie działania antykryzysowe, w tym przyjmowanie planów pobudzania gospodarki, nawet jeśli zwiększają one deficyty budżetowe.

"Jesteśmy przekonani, że kraje robią to, co muszą, odpowiadając na kryzys poprzez plany finansowe i pobudzania gospodarki. To absolutnie konieczne i wszystkie kraje europejskie, które mogą, właśnie tak powinny odpowiedzieć na kryzys" - dodał.