Cena złota przekroczyła niedawno 1000 dol. za uncję. Oznacza to równocześnie, że wzrost ceny kruszcu wyrażony w złotych był od początku roku jeszcze wyższy. Ten szlachetny metal zaczyna być traktowany jak klasyczna lokata pozwalająca uciec przed utratą wartości na innych rynkach, czym wraca do swojej roli opisywanej w klasycznych podręcznikach. Co ciekawe, gdy na przełomie 2000/2001 notowane było przy poziomie 250 dol., często można było spotykać wyjaśnienie, że swoją historyczną rolę złoto już utraciło ze względu na nowe zasady rządzące ekonomią (wówczas boom internetowy).

Przy okazji osiągania rekordowych poziomów słyszymy ciekawe informacje w mediach - podobno złoto kupują banki centralne - zwłaszcza rosyjski. Na forach internetowych zamiera wymiana opinii o tym, jaki fundusz akcji kupić, ale często pojawiają się dyskusje na temat inwestycji w złote monety. No i wreszcie hit, który obiegł chyba niemal wszystkie media - fizyczna osoba kupiła od Mennicy Państwowej złoto o wartości 10 mln zł. Była to największa tego typu transakcja w historii Mennicy z osobą prywatną. Złoto - co podkreślono w sensacyjnym tonie - ładowano do samochodu wózkiem widłowym. Swoją drogą zadziwia mnie ta sensacja. Bo niby czym miałoby być ładowane - taczkami, ręcznie?

Niemniej jednak obecna sytuacja wokół tego kruszcu zaczyna odrobinę przypominać początek 2007 roku na rynku nieruchomości, gdy media podały informację, że jedna z agencji wystawiła do sprzedaży małą, ale ustawną kawalerkę w centrum Krakowa, za ponad 100 000 zł. Kawalerka okazała się kilkunastometrową piwnicą, no ale w szczycie manii, kto by o tym pamiętał.

Do pełni obrazu brakuje jeszcze tylko zmasowanej kampanii jakiegoś produktu finansowego (funduszu, certyfikatów, lokaty) powiązanego ze złotem, gdzie w materiałach promocyjnych znalazły by się zapewnienia o tym, że cena złota zawsze zyskuje i tego typu slogany - nie zawsze zgodne z rzeczywistością.

Do tego, gdyby jeszcze złoto weszło w najbardziej dynamiczną falę wzrostową, przyrastając o kilka procent w ciągu dnia, co zapewniłoby mu codzienną obecność w mediach, moglibyśmy być świadkami sytuacji, w której ludzie masowo tracą rozum i zaczynają inwestycje na kolejnym rynku, o którym nie mają pojęcia.