Od 16 marca przedsiębiorcy będą mogli składać wnioski w konkursie o unijne dotacje na inwestycje w odnawialne źródła energii. To pierwszy konkurs tego typu w historii funduszy w Polsce. Firmy, które przygotowują się do złożenia wniosków, są zaskoczone wymogami. Unijnych dotacji na OZE z programu Infrastruktura i Środowisko nie można dostać, jeśli technologia, którą użyje się np. podczas budowy farmy wiatrowej, istnieje krócej niż trzy lata.

- Albo kłamać we wnioskach o dotacje, albo kupić za granicą używane elektrownie wiatrowe, które będą o połowę mniej efektywne niż te, w których są stosowane najnowsze rozwiązania technologiczne - mówi GP przedstawiciel dużego inwestora z kapitałem zagranicznym.

Kłopoty z dostawami

Aby kupić nowe urządzenie do energetyki wiatrowej, trzeba czekać wiele miesięcy na dostawę od producenta. Większość firm, która będzie starała się o unijne dotacje, ma już zaklepane miejsce w kolejce. Teraz czeka tylko na uruchomienie konkursów i pozyskanie środków unijnych na zakup urządzeń.

Skąd w zasadach dystrybucji funduszy unijnych wzięło się tak absurdalne rozwiązanie? Jak wyjaśnia Anna Konik-Żurawska, rzecznik prasowy Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, obowiązuje ono od dawna.

- Zgodnie z przyjętą linią demarkacyjną pomiędzy programem Innowacyjna Gospodarka a programem Infrastruktura i Środowisko inwestycje w odnawialne źródła energii, które będą stosowały technologie młodsze niż trzy lata, mogą otrzymać wsparcie w ramach POIG - mówi Anna Konik-Żurawska.

Dodaje, że w grę wchodzą takie działania jak 4.4 czy 4.5.1 - dotacje na nowe inwestycje.

- W obu działaniach wspierane są nowe inwestycje przewidujące zakup lub wdrożenie nowych rozwiązań technologicznych, które muszą prowadzić do powstania i wprowadzenia na rynek nowego lub zasadniczo ulepszonego produktu - mówi rzecznik MRR.

Informacje za późno

- Szkoda, że dopiero teraz okazuje się, że możemy ubiegać się o dotacje w innym programie niż Infrastruktura i Środowisko - mówi przedstawiciel zagranicznego inwestora.