Ogromne stężenia metali ciężkich w żużlu poołowiowym zgromadzonym na placu dawnej fabryki domów w Głogowie formalnie nie łamią przepisów.
Reklama

Arsen, ołów, kadm – to tylko niektóre metale ciężkie z odpadów magazynowanych na obrzeżach miasta. Dziurawe prawo na to pozwala.

Dawna fabryka domów na obrzeżach Głogowa, wybetonowany plac, na nim czarno-biała hałda pod wiatą niezakrywającą całości. To żużel poołowiowy – sklasyfikowany jako niebezpieczny odpad powstający w procesie produkcyjnym w pobliskiej Hucie Miedzi Głogów należącej do KGHM. Huta, nie chcąc ponosić kosztów składowania, sprzedaje go firmie Geran z Siemianowic Śląskich. To legalne.

Jak ustalił DGP, transport materiału, a także magazynowanie odpadów pozostawiają sporo do życzenia. Instytucje kontrolujące Geran przyznają, że wykrywały nieprawidłowości. Kontrola starostwa głogowskiego – m.in. w zakresie warunków przechowywania odpadów, a kontrola wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska – w ich ewidencji.

Zleciliśmy badanie zawartości metali ciężkich w żużlu. Okazało się, że jest ich tam tak dużo, że materiał nie spełniałby norm pozwalających na składowanie nawet w miejscu przeznaczonym na odpady niebezpieczne. Przepisy jednak nie są łamane, bo norm dla czasowego magazynowania nie ma, a taki charakter ma skład w Głogowie.

Plac sąsiadujący zresztą z polami uprawnymi od syndyka masy upadłościowej dawnej fabryki domów dzierżawi firma Geran. Jej przedstawiciele zapewniają, że wszystko odbywa się zgodnie z przepisami – ciężarówki przewożące odpady są wyposażone w plandeki, a materiał magazynowany na placu zabezpieczony.

Co innego twierdzą w rozmowie z nami kierowca wożący żużel oraz mieszkańcy, którzy zgłaszali na policji pylące ciężarówki kursujące między hutą a magazynem

Huta Miedzi Głogów KGHM, by nie ponosić kosztów składowania żużla poołowiowego – odpadu powstającego w procesie produkcyjnym – sprzedaje go firmie Geran z Siemianowic Śląskich. To zgodne z prawem. Jednak kontrole w Geranie wykazały pewne nieprawidłowości.

To się wżerało i piekło

Transport odpadów niebezpiecznych odbywa się na mocy międzynarodowych przepisów. Auta muszą być specjalnie oznakowane – i tak jest w tym przypadku, ale nie wiadomo, jak mają być zabezpieczone. – Rozporządzenie ministra środowiska z 2016 r. przewiduje m.in., iż w sposób uniemożliwiający rozprzestrzenianie się poza środki transportu, w szczególności wysypywanie, pylenie i wyciek, oraz ograniczający do minimum uciążliwość zapachową – mówi DGP mecenas Maciej Kiełbus, partner w kancelarii prawnej dr Krystian Ziemski & Partners.
Jak opowiada jeden z kierowców ciężarówki, który w firmie będącej podwykonawcą Gerana woził „wanny” z żużlem z huty na plac, często to teoria. – Z plandekowaniem jest tak, że trzeba wejść po drabince na górę, rozwinąć rolki i nie zawsze się chciało to robić, bo ten syf wywiewało na nas i człowiek to wdychał, czasem nam się nie chciało tego zabezpieczać – przyznaje. – Jak był pęd powietrza, jechało się powolutku, bo z Huty potrafili dzwonić z awanturą, że się pyli. Po pierwszym tygodniu pracy domyć się nie mogłem, to się w skórę wżerało, piekło i swędziało – wylicza.
O tym, że kurz przy trasie Huta – fabryka domów widać z daleka, mówią także mieszkańcy. – Ciężarówki zap...rzały, a za nimi całe chmury pyłu. Dzwoniliśmy na policję, żeby zgłosić zanieczyszczenia – mówi inny z naszych rozmówców, mieszkaniec pobliskiej wioski Czerna.
Firma Geran w stanowisku przesłanym do DGP twierdzi, że robi wszystko zgodnie ze sztuką i ma stosowne zezwolenia. „Ciężarówki, którymi transportowany jest żużel, są wyposażone w plandeki. Od chwili zakończenia ładowania do chwili rozładunku materiał jest przykryty. Z terenu huty wyjeżdżają pojazdy, na których ładunek jest zabezpieczony plandeką. Pojazdy, wracając na hutę, również mają powierzchnię ładunkową zakrytą plandeką” – zapewnia Geran. Podobnie Huta. – Kontrahenci KGHM posiadają stosowne pozwolenia na gromadzenie i/lub odzysk odpadów. Jest to niezbędny warunek współpracy – przekonuje Jarosław Twardowski, dyrektor departamentu Komunikacji w Polskiej Miedzi. Nieoficjalnie ustaliliśmy, że Geran był jedynym chętnym do odbioru niebezpiecznego żużla.

Zasadnicza różnica

Auta wiozą żużel na plac dawnej fabryki domów. Wysypują. – Syf taki leci, że udusić się można – mówi kierowca. Bez masek ochronnych oddychać się nie da.
Po odpad w niezmienionej formie przyjeżdżają inne ciężarówki – kontenery, zabierają towar do portów. Jak wynika z naszych informacji, płynie on m.in. do Chin, które mają technologie odzyskiwania metali z żużla.
„Celem zakupu odpadów jest odzysk metali zawartych w tychże odpadach. Kwestia tego, w jaki sposób następuje ten odzysk, stanowi tajemnicę handlową” – czytamy w piśmie Gerana. Spółka podkreśla, że żużla nie składuje, tylko zbiera i magazynuje, a to dwa różne pojęcia z punktu widzenia przepisów.
Składowanie jest obwarowane prawnie i jest rozwiązaniem ostatecznym – tzn. odpady na składowisku zostają, gdy nie da się ich przetworzyć. Magazynowanie jest czasowe i nie ma takich obwarowań środowiskowych, jak dopuszczalna zawartość metali ciężkich. Obecnie odpady magazynuje się do trzech lat, a wkrótce po wejściu w życie nowelizacji ustawy o odpadach – do roku. Tyle że czas liczy się dla jednej partii odpadu. Gdy przyjedzie kolejna, czas biegnie od nowa, a magazyn może funkcjonować latami.

Były nieprawidłowości

Alina Gralińska, naczelniczka wydziału ochrony środowiska w głogowskim starostwie, które wydało Geranowi zgodę na zbieranie odpadów, przyznaje, że choć nie jest dokładnie określone, jak powinno wyglądać „zbieranie”, to kontrole były prowadzone. I wykryto nieprawidłowości. Chodziło m.in. o wody opadowe, które spływały do studzienki kanalizacyjnej, choć nie powinny. – Wezwaliśmy firmę do usunięcia naruszeń – opowiada jeden z pracowników, który brał udział w kontroli. Starostwo dostało informację i zdjęcia, że kanalizacja została naprawiona. Dopytywaliśmy, czy urzędnicy sprawdzili to osobiście – kazano nam czekać na odpowiedź pisemną. Do zamknięcia tego wydania nie otrzymaliśmy jej.
Kontrole dolnośląskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska dotyczące odpadów wytwarzanych przez Hutę Miedzi Głogów nie wykazały nieprawidłowości, ale legnicka delegatura WIOŚ, która kontrolowała Geran, pewne nieprawidłowości w tej spółce zauważyła. – W oparciu o dane z kontroli w 2016 i 2017 r., a także w oparciu o ustalenia kontroli w Hucie Miedzi Głogów stwierdzono, że Geran prowadzi ewidencję odpadów niezgodnie ze stanem rzeczywistym. Nie zostały w niej zaewidencjonowane wszystkie ilości odpadów niebezpiecznych przekazanych przez Hutę – mówi DGP zastępca dolnośląskiego wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska Mariusz Wojewódka. – Stwierdzono także, że dane zawarte w okazanych w czasie kontroli dokumentach za 2015 i 2016 r. co do ilości zebranych przez spółkę odpadów są niezgodne z rzeczywistą ich ilością przyjętą od Huty. Nie ustalono też dalszego postępowania z odpadami, bo spółka tych informacji nie podała – dodaje.

Witaminy kontra ołów

Rozmówca pracujący przy odpadach mówi, że raz do roku firma funduje pracownikom badania: przekroczenia ołowiu w badaniach są. Dostaje na to witaminy. Jeden z kierowców, który dawniej woził żużel, też miał w organizmie za dużo ołowiu. Lekarz go pyta, czy jest wędkarzem. Odpowiada, że tak. „To pan robi ołowiane odważniki na wędkę, często bierze do ust i dlatego ma pan tyle ołowiu” – usłyszał od lekarza.
Głogów jest jednym z europejskich rekordzistów, jeśli chodzi o zanieczyszczenie arsenem – normy w powietrzu są przekroczone nawet pięciokrotnie. Nikt nie potrafi wyjaśnić, skąd się biorą. Mieszkańcy uważają, że winna jest działalność huty.
W DGP piszemy o tym od lutego.
Zbadaliśmy niebezpieczny żużel z Głogowa
Analizę próbki materiału magazynowanego w dawnej fabryce domów w Głogowie, czyli żużla poołowiowego, pod kątem zawartości metali ciężkich zleciliśmy laboratorium i2 Analytical Ltd. w Rudzie Śląskiej. Wyniki: zawartość w mg/kg: arsenu 18 tys., baru 48, kadmu 1700, chromu 120, kobaltu 1400, miedzi 100 tys., ołowiu 55 tys., rtęci 2,8, molibdenu 990, niklu 550, cyny 2500 i cynku 130 tys.
Co oznaczają te liczby? Ekspert Jacek Pietrzyk z firmy Atmoterm, zajmującej się działalnością informatyczną i doradczą w sprawach ochrony środowiska, wskazuje na rozporządzenie ministra gospodarki z 2015 r. o dopuszczeniu odpadów, w tym niebezpiecznych (a takim jest żużel poołowiowy), do składowania na składowiskach. Dopuszczalne wartości dla metali ciężkich opisane w nim są o wiele niższe niż te, które uzyskano w badaniu. Niektóre nawet kilka tysięcy razy (w próbce zawartość kadmu w mg na kilogram wyniosła 1700, na składowisku może mieć 5 mg/kg; ołowiu było 55 tys. mg/kg w rozporządzeniu dopuszczalna graniczna wartości wynoszą 50 mg/kg) . – To pokazuje na paradoks prawny. Materiał ten nie byłby dopuszczony do składowania na składowisku odpadów niebezpiecznych bez uprzedniego przetworzenia, tymczasem jest dopuszczony do zbierania i czasowego magazynowania, którego restrykcyjne normy jak dla składowania nie dotyczą i znowelizowana właśnie ustawa o odpadach wcale tego nie zmieni – powiedział DGP.
Wyniki pokazaliśmy też dolnośląskiemu Wojewódzkiemu Inspektoratowi Ochrony Środowiska we Wrocławiu. – Z badań wynika, że próbka zawierała m.in. 1,8 proc. arsenu, 10 proc. miedzi, 5,5 proc. ołowiu, 13 proc. cynku, 0,17 proc. kadmu. Ze względu na zawartość metali należy uznać, że stanowi to odpad niebezpieczny. Zawartość metali nieznacznie odbiega od zawartości metali w żużlach o kodzie 10 04 01* (gwiazdka oznacza odpad niebezpieczny – red.) powstających w Hucie Miedzi Głogów. Żużle o tak dużej zawartości miedzi zawracane są przeważnie do procesu produkcyjnego, bo obecnie przerabiany w hutach koncentrat ma od 12–30 proc. miedzi – mówi DGP zastępca dolnośląskiego wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska Mariusz Wojewódka.