Produkowanie dla sieci handlowych może być sposobem nawet na rozwój firmy. Ograniczanie wydatków przez klientów sprzyja tańszym towarom, w tym również oferowanym pod logo Tesco, Carrefoura czy Auchan, bo są one tańsze średnio o 20 proc. od markowych odpowiedników.

Jak szacują sieci, sprzedaż produktów marki własnej rośnie w ostatnim czasie o kilka procent miesięcznie. Jeśli to tempo się utrzyma, to mogą sprawdzić się prognozy zakładające wzrost udziału marki własnej w sprzedaży detalicznej do poziomu 20-25 proc. Obecnie nie przekracza on 13 proc.

- Mamy 500 takich produktów. Docelowo chcemy je mieć we wszystkich głównych grupach asortymentowych - mówi Dorota Patejko z Auchan.

Na markę własną stawiają też polskie sieci handlowe - Społem, Marcpol czy Polska Grupa Supermarketów.

Najniższa cena wygrywa

To dobra wiadomość dla producentów, którzy szukają zbytu w obliczu ograniczonego popytu. Szczególnie tych, którzy nie widzą, co zrobić z niewykorzystanymi mocami produkcyjnymi, na zwiększenie których zdecydowali się dwa, trzy lata temu na fali dobrej koniunktury, zaciągając przy okazji kredyt.

Jak zaznacza Małgorzata Machnicka, główny analityk handlu detalicznego w PMR, produkowanie pod markami sieci handlowych może być opłacalne, ale tylko w przypadku większych firm.

- Tylko one dysponują odpowiednim zapleczem do obsługi wciąż rozwijających się sieci handlowych - podkreśla.

Podobnie uważa Krzysztof Półgrabia, prezes Grupy Pamapol, której najnowsza strategia rozwoju zakłada oprócz produkcji towarów pod własnymi markami również wytwarzanie produktów pod logo sieci handlowych. To ma zapewnić firmie wzrost przychodów w tym roku o 15-20 proc. Przychody ze sprzedaży produktów markowych mają wynieść 10-12 proc., natomiast z marek własnych oraz podprodukcji dla innych firm 25-30 proc.

- Wartość miesięcznych dostaw wynosi od 100 tys. zł w przypadku niewielkiej sieci do 2-3 mln zł w przypadku największych graczy - wylicza Krzysztof Półgrabia.

Jak dodaje, to szansa na wykorzystanie w pełni mocy produkcyjnych, co przełoży się na niższe koszty wytworzenia jednostkowego towaru.

- Bałbym się zainwestować pieniądze tylko po to, by rozpocząć produkowanie pod markami sieci. To zbyt duże ryzyko, tak jak zrezygnowanie z wytwarzania towarów pod własnym logo - zaznacza szef Pamapolu.

Wypadnięcie z obiegu na dwa, trzy miesiące to dla takich producentów bankructwo.

Firm zainteresowanych rozpoczęciem produkcji pod markami sieci jest coraz więcej. Coraz trudniej będzie zdobyć i utrzymać kontrakt. Naczelna zasada w tej branży się nie zmieniła - wygrywa ten, kto zaproponuje najniższą cenę na zamówiony przez sieć produkt.

- Bywa, że sieci za pośrednictwem podstawionego przez siebie gracza zbijaj± cenę do granic opłacalności. Jeśli podejrzewamy, że bierzemy udział w takim przetargu, lepiej się z niego wycofać - doradza producent.

W umowach na dostawę marki własnej obowiązuje bowiem gwarancja stałej ceny.

- Jej zmiana nie będzie możliwa wcześniej niż po 6-12 miesiącach - wyjaśnia Mariusz Bieniek z firmy Stella Pack, producenta i dystrybutora artykułów użytku domowego, współpracującej z sieciami od ośmiu lat.

- A trudno przewidzieć, jak w tym czasie będą kształtowały się ceny surowców czy kursów walut. Może się więc okazać, że trzeba będzie dokładać do interesu. Bo o wynegocjowanie podwyżki ceny w sieci niezwykle trudno - mówi Dominik Polak z firmy Pol-Mak, zajmującej się produkcją makaronu.