Kreatywna księgowość, podawanie nierzetelnych danych w sprawozdaniach finansowych i ukrywanie informacji istotnych dla inwestorów – to kolejne zarzuty, jakie KNF stawia spółce windykacyjnej.
Niemal każdy dzień przynosi nowe fakty w sprawie spółki GetBack, która w ostatnich tygodniach niemal utraciła płynność i stanęła na krawędzi bankructwa. Pod wpływem kolejnych informacji coraz więcej osób skłonnych jest określać problemy związane z windykacyjną spółką mianem największej afery na polskim rynku kapitałowym. W DGP opisywaliśmy liczne zawiadomienia, jakie Komisja Nadzoru Finansowego skierowała do Prokuratury Regionalnej w Warszawie. Kaliber stawianych zarzutów jest potężny: od działania na szkodę spółki i podejrzeń wyrządzenia jej szkody majątkowej wielkich rozmiarów, przez łamanie ustawy o rachunkowości po podawanie nieprawdziwych informacji w raportach okresowych i sprawozdaniach finansowych. KNF nie ujawnia treści tych zawiadomień, zasłaniając się tajemnicą, ale dokłada do nich kolejne zarzuty wobec GetBacku.
Eksperci nadzoru pokazują w opublikowanym wczoraj komunikacie mechanizm manipulacji w spółce, który miał polegać na kupowaniu i sprzedawaniu tych samych portfeli wierzytelności. Efekt tego zabiegu był taki, że na papierze wyniki GetBacku wyglądały świetnie. Spółka w ten sposób miała – zdaniem KNF – unikać wynikającej z przepisów wyceny bilansowej części posiadanych pakietów wierzytelności. Jej przeprowadzenie prowadziłoby do obniżenia wartości tych portfeli oraz wyniku finansowego w 2017 r.
Reklama
KNF tak opisuje szczegóły procederu: – Emitent przeprowadzał, przed końcem poszczególnych okresów sprawozdawczych, operacje sprzedaży, których przedmiotem były portfele wierzytelności należące do jego grupy kapitałowej, z podmiotami niewchodzącymi w skład grupy kapitałowej GetBack. Miało to na celu rozpoznanie w rachunku zysków i strat sprawozdań finansowych spółki oraz jej grupy kapitałowej zysków z przeprowadzonych operacji sprzedaży, w miejsce strat, które wynikłyby z wyceny bilansowej sprzedawanych portfeli wierzytelności. Następnie, przed końcem innego okresu sprawozdawczego, sprzedane portfele ze zmienionymi danymi identyfikacyjnymi były odkupywane zwrotnie przez podmioty z grupy kapitałowej emitenta. Portfele te, jako nowo nabyte, wyceniane były według wartości wynikającej z ceny zakupu.
Zdaniem nadzoru korzyści nie przyniesie GetBackowi także zakup od Altus TFI w sierpniu ubiegłego roku innej spółki windykacyjnej EGB Investments (za 209 mln zł). Niezbędny będzie bowiem odpis aktualizujący wartość EGB ujętą w skonsolidowanych aktywach.

Reklama
Z informacji DGP wynika, że w sprawie tej transakcji KNF złożył zawiadomienie do prokuratury, podejrzewając zarząd GetBacku o wyrządzenie spółce znacznej szkody majątkowej. Grozi za to kara pozbawienia wolności od roku do 10 lat.
Na liście zarzutów pod adresem wrocławskiego windykatora znalazło się również podawanie nierzetelnych informacji w skonsolidowanym raporcie półrocznym za pierwsze półrocze 2017 r. oraz w księgach rachunkowych.
Ponadto KNF wszczęła postępowanie administracyjne, które może się zakończyć nałożeniem na GetBack kary za to, że nie przekazywał do publicznej wiadomości poufnych informacji związanych z obsługą wyemitowanych obligacji.
W sprawie wciąż rozwojowy jest wątek ponad 9 tys. osób, które nabyły od banków, domów maklerskich i innych pośredników obligacje GetBacku. Część z nich twierdzi, że padła ofiarą missellingu, czyli były im oferowane instrumenty finansowe niepasujące do akceptowanego przez nich profilu ryzyka. Często przedstawiano te instrumenty jako równie bezpieczne jak lokata bankowa.
Obligatariusze łączą się w stowarzyszenia i zapowiadają walkę o odzyskanie zainwestowanych pieniędzy oraz pozwy wobec pośredników.
KNF poinformowała wczoraj, że rynek obligacji korporacyjnych znacząco rośnie zarówno pod względem wartości, jak i liczby emisji. Banki zaś nie powinny być zaangażowane w oferowanie tego typu produktów swoim klientom.