Skoro przepisy i tak dopuszczają projektowanie budynków w bliskiej odległości od granicy lasu, to naprawdę nie ma już aż tak dużego znaczenia, czy będzie to 12 metrów czy 4. Natomiast przepis o odległości, w ostatecznym brzmieniu rozporządzenia, można interpretować dwojako – jako zezwalający na bliższą zabudowę lub nie. Dlatego wspólnie zastanowimy się z ministrem Jerzym Kwiecińskim, jak będzie można rozwiązać ten problem – zapowiedział minister Andrzej Adamczyk, szef resortu infrastruktury.
Reklama



Chodzi o nowelizację rozporządzenia ministra infrastruktury i budownictwa w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie (Dz.U. z 2017 r. poz. 2285 ze zm.), która weszła w życie 1 stycznia. Dodano w nim do par. 271 nowy ustęp 8a pkt 1, który miał umożliwić sytuowanie budynków (głównie jednorodzinnych, nieposiadających pomieszczeń zagrożonych wybuchem) w odległości 4 metrów od granicy lasu (jeśli ta przebiega przez sąsiednią działkę).
Punkt 2 tego ustępu pozwala na budowę bezpośrednio przy lesie, jeśli granica znajduje się na działce, na której będzie realizowana inwestycja, oraz gdy zostaną spełnione wymagania takie jak: odpowiednia klasa pożarowa budynku, przeznaczenie terenu w (obowiązującym lub uchylonym) miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego pod cele niezwiązane z gospodarką leśną. Jednak w projekcie, prawie do samego końca procesu legislacyjnego, pkt 1 był oddzielony średnikiem od pkt 2. Jednak kiedy projekt skierowano do notyfikacji, średnik zastąpiono przecinkiem. Ta z pozoru niewielka zmiana miała – jak zwrócił uwagę DGP w tekście opublikowanym we wtorkowym wydaniu – ogromne znaczenie dla merytorycznej wersji przepisu.
Okazało się, że treść z punktów 1 i 2 należałoby odczytać łącznie. W konsekwencji w życie wszedł przepis, który pozwala projektować budynki w odległości mniejszej niż 12 metrów tylko wtedy, gdy tak przewiduje lub przewidywał miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. A to oznacza, że jedyną możliwością zbliżania się do lasu na odległość mniejszą niż 12 metrów jest wystąpienie do ministerstwa z wnioskiem o odstępstwo od przepisów techniczno-budowlanych. Czyli dokładnie tak, jak w starym stanie prawnym.
Po wejściu w życie rozporządzenia doszło do rekonstrukcji rządu. Budownictwo przeszło spod resortu i infrastruktury pod kompetencje ministra inwestycji i rozwoju. Resort ten zapewnił DGP, że nie zamierza nowelizować rozporządzenia, bowiem ostateczne brzmienie przepisu jest zgodne z intencjami. Wczoraj, podczas świątecznego spotkania z dziennikarzami, minister infrastruktury zadeklarował, że postara się rozwiązać problem.
Co ciekawe, jest to możliwe bez konieczności nowelizacji rozporządzenia (prace nad ostatnią zmianą trwały dwa lata).
– Jeśli intencja prawodawcy była odmienna od treści, którą można odczytać z tak zredagowanego przepisu, to konieczna jest stosowna interwencja legislacyjna. W zależności od tego, na jakim etapie prac powstał błąd, zasadne będzie sprostowanie go w drodze obwieszczenia – mówi prof. dr hab. Tomasz Bąkowski z Uniwersytetu Gdańskiego, który wyjaśnia, że tryb sprostowania błędu dotyczy przypadków, w których brak tożsamości zachodzi pomiędzy tekstem opublikowanym, a tekstem przekazanym do opublikowania. – Jeżeli zaś decyzje co do zastosowania takich a nie innych znaków interpunkcyjnych zostały podjęte z pełną świadomością prawnych konsekwencji, wówczas z redakcyjnego punktu widzenia pozostaje jedynie problem niegramatycznego sformułowania przepisu – dodaje prof. Bąkowski.