GRAPE | TŁOCZONE Z DANYCH
Reklama
„Nie dzwoń do mnie przed 10, bo rano nie nadaję się o tej porze w ogóle do pracy”. „O 22? Zwariowałeś? O tej porze, to ja zazwyczaj śpię!”. Jedni z nas są sowami, inni skowronkami, ale każdy z nas ma swój własny cykl godzin pracy i odpoczynku. Tak zwane cykle dobowe są znane od wielu lat, choć ich mechanizm nie jest jeszcze do końca rozpoznany (m.in. rok temu trzej badacze odpowiedzialni za wyjaśnienie molekularnego pochodzenia tych cykli otrzymali medycznego Nobla). I na te stabilne cykle dwa razy do roku narzucamy rewolucję, zmieniając czas z letniego na zimowy albo odwrotnie. Jak wczoraj. Zegarki przestawione, dzień wydaje się dłuższy – wszystko fajnie, ale jakie korzyści z tej powracającej rewolucji?
Zmiana czasu na letni to o godzinę wcześniejsza pobudka do pracy (minus) i godzinę więcej słońca po powrocie do domu (plus). Jaki jest efekt netto? Kountouris (Imperial College of London) i Remoundou wykorzystali 30 lat indywidualnych danych o poziomie satysfakcji wśród Niemców i poziom zadowolenia obniża się zawsze w dniach bezpośrednio po zmianie czasu. Jak bardzo? Gdy stracimy pracę, zadowolenie obniża się ok. 10 razy bardziej. Tylko 10 razy, więc efekt dwukrotnej zmiany czasu w roku wydaje się dość duży. Co więcej, pracownicy, którzy pracują w bardziej sztywnych godzinach, deklarowali znaczniejszy spadek zadowolenia z życia. Poza mniejszą satysfakcją respondenci wskazywali również na mnóstwo negatywnych uczuć, takich jak złe samopoczucie lub gniew. Gdy złe samopoczucie przeliczyć na pieniądze, indywidualna wycena kosztów zmiany czasu to średnio ekwiwalent 200 euro na osobę.
Jak długo pozostajemy w depresji po zmianie czasu? Ile czasu potrzeba, by dostosować się do nowego harmonogramu? Na to pytanie częściowo odpowiadają Jin i Ziebart (Cornell), którzy badali dane amerykańskie. Po pierwsze, spadek zadowolenia z życia nie przekłada się na twarde wskaźniki zdrowia (np. liczbę hospitalizacji, niezależnie od przyczyn; odnotowano niewielki wzrost liczby urazów, ale tylko w dzień po zmianie czasu). Po drugie, zadowolenie wraca do wcześniejszych poziomów ok. tygodnia po zmianie czasu. Łącząc te wyniki z badaniami Kountourisa i Remoundou (tak, pamiętamy, że jedne są na Niemcach, a drugie na Amerykanach), zmiana czasu unieszczęśliwia nas głęboko, ale krótkotrwale.
Czy to, że przez tydzień po letniej zmianie czasu chodzimy jacyś tacy nieszczęśliwi, ma realne konsekwencje? Można się spodziewać, że osoby pozbawione snu osiągają gorsze wyniki lub dokonują złych wyborów. Jednak dowody empiryczne sugerują, że nic takiego się nie dzieje. Herber i jego współpracownicy (Uniwersytet w Bramberg, Niemcy) przeanalizowali odpowiedzi uczniów na egzaminie PISA w Europie i stwierdzili, że uczniowie wykonujący test przed zmianą czasu i po niej uzyskali podobne wyniki. Schaffner i jego współautorzy (Queensland University of Technology, Australia) potwierdzają te wyniki na quasi-eksperymentalnym projekcie, w którym różnice w zmianach czasu wynikały z różnic w ustawodawstwie. Za każdym razem respondenci równie dobrze radzili sobie pod względem zdolności poznawczych przed zmianą i po niej. Nie wydaje się też, by istniała jakakolwiek różnica w podejściu do ryzyka.
Literatura na temat możliwych skutków nie jest jednak rozstrzygająca. Naukowcy z University of Washington stwierdzili, że sędziowie są bardziej skłonni dawać dłuższe wyroki przestępcom w tydzień po zmianie czasu, a Smith (Miami University) wskazuje wzrost liczby wypadków samochodowych po zmianie na czas letni. To ponad 30 dodatkowych zgonów rocznie (ok. 3 proc.), co przy konwencjonalnej wycenie ekonomicznej życia (na potrzeby modeli i odszkodowań) daje rocznie koszt ładnych paru milionów dolarów. Podsumowując koszty, zmiana czasu wpływa na zadowolenie z życia, ale jeśli nie jesteś kierowcą, więźniem czekającym na wyrok lub... właścicielem baru, to koszty są stosunkowo niewielkie.
A korzyści? Argument, który pojawia się raz na jakiś czas, polega na tym, że czas letni pomaga zaoszczędzić energię elektryczną. Literatura na ten temat jest bardzo daleka od jednoznaczności, a niektóre oszacowania wskazują nawet na wzrost zużycia energii. Havranek, Herman i Irsova z Uniwersytetu Karola w Pradze porównali wyniki badań z kilkudziesięciu krajów świata i korzyści wydają się proporcjonalne do odległości od równika. Dla Polski żadnych badań w czasopismach międzynarodowych nie opublikowano (hm...), ale można się spodziewać, że ten efekt znajdzie się między oszczędnościami odnotowanymi w Czechach i Danii, czyli ok. 100 mln euro rocznie.
Nie bez znaczenia są także efekty sieciowe: bycie w tej samej strefie czasowej, co inne kraje europejskie. Czy warto wynająć firmę konsultingową w Indiach, jeśli pracownicy śpią, gdy potrzebna jest pilna porada w Europie albo USA? Christen (WIWO) potwierdza tę intuicję, wykorzystując dane z międzynarodowych korporacji. Porównując źródła przychodów (wewnętrzne transakcje pomiędzy filiami i wydziałami oraz zewnętrzne z osobnymi firmami), wskazuje, że im więcej godzin strefowych dzieli filię od central korporacji w Stanach Zjednoczonych, tym większa jest rola sprzedaży klientom zewnętrznym, a mniej biznesu wewnątrz korporacji. W polskim kontekście można sobie wyobrazić, że przy braku synchronizacji czasu z Europą Zachodnią pracownicy wielu firm i tak musieliby przychodzić o tej samej porze do pracy, tylko godzina na ich zegarkach byłaby późniejsza.
Czy rewolucja zegarowa dwa razy do roku ma ekonomiczny sens? Gdy mowa o kosztach – lądujemy na milionach euro czy dolarów. Gdy mowa o korzyściach – podobnie. Rachunek netto jest zatem prawdopodobnie bliski zeru i raczej nie da się z nauki zwanej ekonomią wycisnąć poważnych argumentów na rzecz zmieniania zegarów. No, ale za brexitem też argumentów ekonomicznych nie było. Ani za cłami. Ale to już temat na całkiem osobną opowieść... ⒸⓅ
Dziennik Gazeta Prawna