To zła wiadomość dla złotego. Nie zmusi ona jednak polskiej Rady Polityki Pieniężnej do podwyżek stóp. Nasza rada czeka na Europejski Bank Centralny.
Wieczorem – tak przynajmniej spodziewają się niemal wszyscy uczestnicy rynków – zostanie ogłoszona pierwsza podwyżka stóp Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) pod kierownictwem jego nowego szefa. Od kilku tygodni prezesem amerykańskiej Rezerwy Federalnej jest Jerome Powell. Zastąpił on na stanowisku Janet Yellen, która przez dwa lata dokonała pięciu podwyżek stóp procentowych. Od 2008 r. były one na poziomie zbliżonym do zera. Dziś górny pułap, w jakim Fed utrzymuje krótkoterminowe stopy na amerykańskim rynku, wynosi 1,5 proc. Dolny – 1,25 proc.
Za podniesieniem kosztu pieniądza za oceanem przemawia to, co dzieje się w tamtejszej gospodarce. Wzrost gospodarczy w końcówce minionego roku sięgnął 2,5 proc., najwięcej od połowy 2015 r. W tym roku może jeszcze przyspieszyć – za sprawą obniżek podatków przeforsowanych przez administrację prezydenta Donalda Trumpa. Rezerwa Federalna ma dwa cele: stabilność cen i pełne zatrudnienie. Oba są właściwie zrealizowane. Inflacja konsumencka jest w okolicach 2 proc. Z kolei stopa bezrobocia od kilku miesięcy wynosi 4,1 proc. Jest najniższa od początku tego tysiąclecia.
Reklama
Podwyżka będzie oznaczać, że krótkoterminowa stopa banku centralnego w Ameryce znajdzie się wyżej niż w Polsce. U nas od trzech lat Rada Polityki Pieniężnej utrzymuje główną stopę na poziomie 1,5 proc. Jakie będzie to miało konsekwencje dla naszego rynku? W krótkim terminie można się spodziewać lekkiego osłabienia złotego czy spadku cen obligacji. Według ekonomistów Pekao wiele będzie zależało od tego, czy Fed zdecyduje się również na zaostrzenie swojego nastawienia. Dotychczas członkowie FOMC zapowiadali na ten rok trzy podwyżki stóp. Niewykluczone, że teraz zasugerują, że może być ich więcej. Co trzy miesiące Fed przedstawia nowe prognozy makroekonomiczne. Wśród nich jest przewidywana przez poszczególnych członków komitetu ścieżka stóp procentowych. To właśnie ona może wskazywać, że podwyżki ceny pieniądza w USA będą następować szybciej.
Ameryka już wyprzedza Polskę. W strefie euro stopa zerowa / Dziennik Gazeta Prawna

Reklama
„Ryzyko korekty po kilkudniowym spadku rentowności obligacji prawdopodobnie wzrośnie, jeśli członkowie FOMC zasygnalizują możliwość więcej niż trzech podwyżek stóp procentowych w 2018 r.” – napisali analitycy Pekao we wczorajszym komentarzu. – Naturalne jest oczekiwanie, że po podwyżce stóp w Ameryce nasza waluta nieco ucierpi, niezależnie od tego, że decyzja FOMC jest spodziewana – mówi z kolei Grzegorz Ogonek, ekonomista Banku Zachodniego WBK.
Większe znaczenie będzie miało jednak to, co będzie się działo w dłuższej perspektywie. Wyższe stopy w USA niż w Polsce to dla zagranicznych inwestorów zachęta, by lokować wolną gotówkę nie u nas, ale za oceanem. Oprócz wyższego oprocentowania Stany Zjednoczone, mające rating wyższy niż nasz kraj, oferują większe bezpieczeństwo inwestycji. Stopniowo może to powodować ograniczanie napływu kapitału do naszego kraju, co będzie się przekładało na notowania waluty, papierów dłużnych czy akcji.
Przeciwdziałać temu może Rada Polityki Pieniężnej – podnosząc stopy również u nas. Na razie się na to jednak nie zanosi. Prezes NBP Adam Glapiński mówił niedawno, że biorąc pod uwagę nową projekcję inflacji i PKB, nie widzi powodów do podwyżki ani w tym, ani w przyszłym, a być może nawet w 2020 r.
– Nasza rada bardziej orientuje się na to, co robi Europejski Bank Centralny, a tam podwyżek nie zobaczymy co najmniej przez rok – mówi Grzegorz Ogonek. – O sytuacji w Stanach Zjednoczonych wspomina jeden członek RPP: Eugenusz Gatnar. Mówi, że zachowanie Fedu odzwierciedla światowy trend do normalizacji polityki pieniężnej i że Polska powinna się dostosować – dodaje ekonomista BZ WBK. Gatnar jest uważany w RPP za „jastrzębia” – zwolennika restrykcyjnej polityki pieniężnej. Większość członków rady nie podziela jego nastawienia.
Przedstawiciele Europejskiego Banku Centralnego coraz częściej opowiadają się za normalizacją polityki pieniężnej. Wcześniej jednak konieczne będzie zakończenie programu luzowania ilościowego. W jego ramach EBC skupuje z rynku co miesiąc obligacje o wartości 60 mld euro. Kolejnym krokiem powinno być zmniejszanie aktywów banku poprzez pozbywanie się obligacji. Dopiero w dalszej kolejności w grę mogą wchodzić podwyżki stóp (główna stopa EBC jest na poziomie zerowym).
W przeszłości zdarzyło się już, że stopy procentowe w Ameryce były wyższe niż w Polsce. Taka sytuacja miała miejsce od końca 2005 r. do jesieni 2007 r. W Stanach Zjednoczonych bank centralny kierowany wówczas przez Alana Greenspana podnosił koszt pieniądza systematycznie od wiosny 2004 r. Z kolei w Polsce stopy malały po podwyżkach, które towarzyszyły naszemu wejściu do Unii Europejskiej. Łagodząc swoją politykę, RPP starała się również przeciwdziałać szybkiemu umacnianiu się złotego. Sytuacja była odmienna od dzisiejszej. Inny był również poziom stóp: u nas były one w okolicach 4 proc. W Ameryce przekraczały 5 proc.