Nareszcie jakaś dobra wiadomość – ludzkość nie zostanie zniszczona przez superinteligentnego producenta spinaczy do papieru. No, chyba że ekonomiści znowu się pomylili.



Ale po kolei. Czy słyszeliście o paradoksie spinaczy? To myślowe ćwiczenie, które 15 lat temu zaproponował filozof Nick Bostrom, jeden z pionierów rozważań nad konsekwencjami pojawienia się sztucznej inteligencji. Szwed z Oksfordu kalkulował w sposób następujący: załóżmy, że powstaje sztuczna inteligencja (SI). Nie jest ona dziełem żadnego szwarccharakteru planującego zniszczenie naszej planety. Jej celem nie jest też wygranie wojny nuklearnej w służbie jednego z mocarstw ani nawet znalezienie skutecznego leku na raka. Zadanie SI dostaje skromniutkie i niewiążące się z żadnym ryzkiem. Ma produkować spinacze do papieru.