Od października ubiegłego roku już około 8,7-9 tys. pracowników firm z branży motoryzacyjnej objęły lub obejmą redukcje zatrudnienia - wynika z szacunków AutomotiveSuppliers.pl, firmy monitorującej ten rynek.

Ta liczba rośnie, bo licząc od października, pod koniec listopada pierwsze zapowiadane zwolnienia dotknęły ponad 2,2 tys. pracowników, a w grudniu było to już około 6 tys. redukowanych miejsc pracy.

- W styczniu nie było widać żadnych sygnałów, żeby redukcje miały wyhamować. Dostajemy kolejne informacje o cięciu zatrudnienia - mówi Rafał Orłowski, z AutomotiveSuppliers.pl.

Jego firma szacuje, że na koniec III kwartału branża motoryzacyjna zatrudniała 195 tys. osób, a GUS nie podał pełnych danych potrzebnych do określenia zatrudnienia na koniec roku. Na razie podsumował tylko kategorię firm, które deklarują, że zajmują się produkcją pojazdów i przyczep. Z tych danych wynika, że na koniec 2008 roku zatrudnienie minimalnie wzrosło do 134 tys. osób. Do tego trzeba dodać 60 tys. zatrudnionych w firmach współpracujących, których redukcje już dotykają.

- Nie podejmuję się szacowania skali zwolnień w 2009 roku - mówi Rafał Orłowski.

Jeśli spojrzeć na dane historyczne i zestawić z sytuacją na rynku, można zakładać, że redukcje obejmą nawet 10-20 proc. zatrudnionych.

W 2000 r., a więc po najlepszym pod względem sprzedaży nowych aut 1999 r. (632 tys. sprzedanych aut) według GUS przy produkcji pracowało 97 tys. osób. Potem przyszło gwałtowne załamanie sprzedaży w Polsce i za granicą, co zaowocowało spadkiem zatrudnienia do 82 tys. W tym czasie na produkcję w większym stopniu wpływał popyt lokalny, bo na rynku był głównie Fiat i FSO. Po kryzysie na naszym rynku w latach 2003-2004 zakłady uruchomiły m.in. Opel czy Volkswagen, a Fiat zaczął produkcję pandy. Efektem był zarówno wzrost zatrudnienia, jak i produkcji. Obecnie około 97 proc. aut trafia na eksport (głownie do UE) i to sytuacja na rynkach zachodnich będzie determinowała poziom zatrudnienia w Polsce. Dane za 2008 rok pokazały największy od 1993 r. spadek liczby aut zarejestrowanych na Starym Kontynencie. Prognozy PricewaterhouseCoopers na 2009 rok zakładają nawet 12-proc. spadek w Europie. Może to dać 10-proc. spadek produkcji w Polsce.

Dostawcy komponentów spodziewają się o 20-30 proc. niższych zamówień niż w 2008 roku.

- Plany wytworzenia 51 tys. zestawów montażowych są wciąż aktualne - mówi Ryszard Kowalski, rzecznik FSO.

Problemem FSO będzie zaprzestanie produkcji lanosa. W 2008 roku z taśm zeszło 47 tys. tych aut. W tym roku zostanie tylko produkcja aveo, która ma wynieść 46,5 tys. sztuk, wobec 43 tys. w 2008 r. Kryzys w mniejszym stopniu dotyka Fiata.

- Planujemy wyprodukować tyle samo aut, ile w 2008 roku, czyli pół miliona - mówi Bogusław Cieślar, rzecznik Fiata.

Volkswagen i Opel nie podają swoich prognoz dotyczących produkcji i potencjalnej redukcji zatrudnienia. Spółki MAN w Polsce chcą zmniejszyć zatrudnienie o 450 osób.

OPINIA

RAFAŁ KRAWCZYK

ekspert ds. motoryzacji w nowojorskim PricewaterhouseCoopers LLP

Skala zwolnień w amerykańskiej branży motoryzacyjnej zależy przede wszystkim od przyszłości wielkiej trójki z Detroit: General Motors, Forda, Chryslera. W przypadku likwidacji wszystkich trzech producentów, szacunki mówią o redukcji zatrudnienia od 2,5 do 3 milionów osób. Producenci wielkiej trójki zatrudniali pod koniec roku 240 tys. osób. Wraz z dostawcami części branża produkcji motoryzacyjnej w USA zatrudniała łącznie ok. 800 tys. osób. Szacunki odnośnie do pozostałych 1,7 miliona zwolnień (do sumy 2,5 mln) to tzw. efekt mnożnikowy lub spirali wynikający ze spadku siły nabywczej zwalnianych pracowników branży motoryzacyjnej, która pociąga za sobą zwolnienia w innych branżach. Na szczęście pomimo wyraźnie czarnych chmur nad Detroit taki scenariusz nie wydaje się jednak najbardziej prawdopodobny. Za to sam proces spadku zatrudnienia w motoryzacji nie jest niczym nowym dla Detroit ani dla całej amerykańskiej motoryzacji. Średnio w latach 1999-2008 zatrudnienie zmniejszało się ok. 4 proc. rocznie.