W opinii publicznej ugruntował się pogląd, że pełnię praw udziałowych, a w szczególności prawo do głosowania, posiada każdy akcjonariusz, nawet jeśli jego zaangażowanie w akcje jest symboliczne. Mówi o tym kodeks spółek handlowych: wystarczy mieć jedną akcję, aby wziąć udział w walnym zgromadzeniu. Każdy akcjonariusz ma prawo do zadawania pytań i decydowania w ten sposób o losach spółki. W szczególności zyskuje on prawo do wyrażania opinii odrębnych od zarządu spółki lub dominujących akcjonariuszy.

Czy ma to jakieś znaczenie, gdy inwestor ma promile promili kapitału zakładowego i nie jest w stanie przegłosować swojego stanowiska? Otóż ma, bo tylko obecność na WZA i zgłoszenie sprzeciwu do protokołu uprawnia do złożenia pozwu o uchylenie uchwały, która jest sprzeczna ze statutem bądź dobrymi obyczajami i godząca w interes spółki lub ma na celu pokrzywdzenie akcjonariusza.

Wydawałoby się, że procedura zaskarżania uchwał jest narzędziem, którym może się posłużyć każdy inwestor. Niestety, mówiąc o pełni fundamentalnych praw, w tym do złożenia pozwu o uchylenie, zapomina się o zaporowej dla wielu opłacie sądowej w wysokości 2 tys. zł za każdą zaskarżaną uchwałę. W sytuacji, w której rzeczywiste intencje zarządu widać dopiero po podjęciu kilku uchwał (jak w przypadku zaskarżonych przez SII uchwał WZA spółki Fon), i przy absurdalnym rozbijaniu zmian statutowych na każde zdanie z osobna, mając akcję za kilkanaście złotych, trzeba wydać wiele tysięcy na opłacenie pozwu. Pojawia się logiczna sprzeczność pomiędzy pełnią praw przyznanych na mocy kodeksu spółek handlowych a ich realizacją. Ustawodawca zabezpieczył interes spółek (i samych sądów) przed lawiną bezpodstawnych zarzutów, choć kodeks przewiduje dość dotkliwe sankcje finansowe za bezzasadne powództwo o uchylenie uchwały w postaci zasądzenia dziesięciokrotnej wysokości kosztów sądowych oraz wynagrodzenia jednego adwokata lub radcy prawnego. Ten zapis powinien być wystarczającym straszakiem dla akcjonariuszy, którzy, wykorzystując prawo, szukają dziury w całym. Jeśli opłaty sądowe nie zostaną zmienione, egzekwowanie przysługujących praw pozostanie skuteczne jedynie na papierze. Szczególnie że inwestor indywidualny musi pokrywać koszty z własnych pieniędzy, a po drugiej stronie ma najczęściej podmiot prawny, którego strategia polega na grze na zmęczenie, a realizowana jest przeważnie za pieniądze akcjonariuszy.