W kręgach inwestorskich słyszy się głosy, że inwestorzy indywidualni skazani są na porażkę w konfrontacji z większymi podmiotami na rynku giełdowym. Akcjonariusze mniejszościowi zapominają, że wspólnie często stanowią większość kapitału spółek i mogą decydować o ich losach, szczególnie podczas kluczowych walnych zgromadzeń. Drobni akcjonariusze zdecydowanie zbyt rzadko starają się korzystać z praw przypisanych udziałowcom. Skąd taka zachowawczość w działaniach mniejszości? Wynikać ona może z braku wiary w siłę pojedynczych akcjonariuszy. Do tego dochodzi brak poczucia odpowiedzialności za losy spółki. Niezrozumiałe są sytuacje, kiedy akcjonariusze na forach internetowych i w innych środkach masowego przekazu krytykują ruchy większych udziałowców bądź przedstawicieli zarządu, a gdy mogą je zmienić, kapitulują, nie biorąc chociażby udziału w Walnym Zgromadzeniu.

Przykładem takiej sytuacji jest WZA Swarzędza, podczas którego głosami głównego udziałowca spółka została postawiona w stan likwidacji. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby dysponował on pakietem 60 czy 70 proc. akcji. Tymczasem BZ WBK AM AIB był w posiadaniu 23 proc. akcji, a podczas zgromadzenia wspólników zarejestrował mniej niż połowę pakietu. Oznaczało to, że mniejszym udziałowcom, którzy de facto stanowią 77 proc. akcjonariatu, wystarczyłoby zaledwie kilka procent zarejestrowanych akcji, aby zablokować uchwałę o likwidacji (mogła przejść tylko większością 3/4 głosów). Co się jednak okazało? Mimo powszechnej krytyki planów likwidacji spółki przedstawionych przez zarząd, na NWZA pojawili się akcjonariusze, którzy dysponowali raptem 2 proc. kapitału wobec 77 proc. akcji będących w wolnym obrocie (w dużym stopniu należących do akcjonariuszy mniejszościowych).

Działania Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych w ciągu kilku ostatnich lat pokazują jednak, że określenie drobny inwestor nie musi oznaczać inwestora słabego. Przykładem mogą być m.in. działania, dzięki którym SII wprowadziło przedstawicieli mniejszości do rad nadzorczych, wywalczyło wyższe ceny w wezwaniach czy zablokowało niekorzystne dla mniejszości fuzje. Niestety, w mentalności mniejszych graczy wciąż tkwi złudne przekonanie, że 10, 20, 500 czy też nawet kilku tysięcy akcji, nie warto rejestrować na WZA, bo to i tak nie pomoże. Jeśli mniejszość chce decydować o swoich losach, musi zrozumieć odpowiedzialność, jaka ciąży na udziałowcu spółki publicznej. W innym przypadku większy gracz zawsze będzie silniejszy.