Dziś krótki test z wiedzy o świecie współczesnym. Nagrodą mogą być skarpety pod choinką. Za każdą pozytywną odpowiedź obdarowany zostaniesz Ty, Drogi Czytelniku. Za każdą złą – wybrana bliska osoba. Dlaczego taka nagroda? Bo kolejne rządy nie rozwiązały problemu zmowy producentów pralek z producentami skarpet. Te ostatnie, jak znikały w praniu, tak znikają.



Przejdźmy do pytań. W 1979 r. Centralna Agencja Wywiadowcza ogłosiła przetarg na outsourcing usług sprzątających w swoich biurach. Wygrała go mała, ale dobrze zorganizowana firma. Jej pracownikom niczego nie można było zarzucić – sprzątali dokładnie i sumiennie. I nigdy nic nie zginęło. Dziwić mogło tylko jedno: dawniej wieczorem przychodziła do biura mówiąca wyłącznie po hiszpańsku senora, która miała na imię no hablo inglés. A teraz zjawiali się wysportowani młodzi poligloci. Później okazało się, że także mieli świetną, fotograficzną wręcz pamięć. Szczególnie interesowała ich zawartość koszy na śmieci koło niszczarek oraz kserokopiarek.
Reklama
Prawda czy fałsz? Prawda. Może nie w 1979 r. i nie w CIA, ale ta forma szpiegostwa, w tym przemysłowego, jest powszechnie znana i była wielokrotnie opisywana.

Reklama
Drugie pytanie jest bardzo łatwe i dotyczy przetargów na oprogramowanie antywirusowe. Są one ogłaszane od wielu lat przez polskie firmy i urzędy centralne, a jedynym kryterium jest cena. Tymczasem w październiku tego roku dziennik „Wall Street Journal” opisał wydarzenia, które miały miejsce za oceanem. Trzy lata temu hakerzy współpracujący z izraelskimi służbami specjalnymi włamali się do sieci komputerowej jednej z największych firm produkujących oprogramowanie antywirusowe. Kiedy zaczęli analizować działanie różnych modułów tego oprogramowania, odkryli, że część odpowiedzialna za poszukiwanie na dyskach klientów złośliwego kodu oraz zainfekowanych plików sprawdzała nie tylko sygnatury wirusów, ale również to, czy dane pliki nie miały sygnatur „tajne łamane przez poufne”. Jest w tym pewna logika, może twórcy tego oprogramowania uznali, że służby specjalne i administracja rządowa to rodzaj wirusa, i to mocno złośliwego. Należy więc go kontrolować, aby się nie rozprzestrzeniał po świecie.
Izraelskie służby poinformowały o swoich przypuszczeniach służby amerykańskie i rozpoczęła się operacja kontrwywiadowcza. Ale chyba nie wszystko przebiegało dokładnie tak, jak zaplanowano, bo w 2015 r. współpracujący z Amerykanami Wietnamczyk postanowił popracować w domu. Dokumentacja i oprogramowanie pojawiły się na jego domowym komputerze. A gdy komputer został podłączony do internetu... zainstalowany tam program antywirusowy wysłał próbki wirusów do kwarantanny.
Pytanie nie brzmi prawda czy fałsz, bo wiedzę o całym tym zamieszaniu dziennikarze otrzymali ze źródeł zbliżonych do amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Krajowego. Znamy więc tylko część prawdy oficjalnej. Pytanie brzmi, jak nazywa się firma produkująca to szpiegujące oprogramowanie antywirusowe. A jeżeli w związku z tym, że jej oferta była najtańsza, masz zainstalowany taki program na swoim komputerze, to napisz list z prośbą o prezent. Napisz w nagłówku słowo „tajne” albo „poufne” i wiedz, że zostanie odczytany. Przez Dziadka Mroza.
Idźmy dalej. W pobliżu jednego z amerykańskich uniwersytetów uruchomiono nowoczesną kawiarnię, pierwszą z nowo powstałej sieci Coffee Free. Kawa jest wyjątkowo dobra i wyjątkowo tania. Sieć zamierza szybko podbić rynek, konkurując z największymi. Niską cenę kawy można było uzyskać, wprowadzając dużo elementów podpatrzonych w japońskich samoobsługowych kawiarniach. Wyeliminowano możliwość płacenia gotówką, a dodatkowe zniżki zapewnia zalajkowanie kawiarni w sieciach społecznościowych. Wprowadzono nawet pojęcie addytywności bonusów – im więcej lajków, tym większy bonus. Po sukcesie pilotażowych kawiarni akcje spółki mają zostać wprowadzone do obrotu na rynku Nasdaq.
Pytanie trzecie: na czym polega model biznesowy sieci Coffee Free? Może wprowadzono możliwość płacenia kryptowalutami lub tokenami z gier? Niezły pomysł, wrócę do niego w jednym z kolejnych felietonów, już w przyszłym roku. Ale odpowiedź jest inna.
Zyski spółka osiąga ze zbierania informacji o klientach. Darmowy internet oraz bonusy za opinie w sieci pozwalały dopasować dane pozyskane z komputerów do kont użytkowników w sieciach społecznościowych. Możliwość zapłacenia kartą pozwalała na pozyskanie numeru karty. A i kodem PIN nie można pogardzić (system luster i kamer). Jednorazowe naczynia przed utylizacją trafiają do firmy sprzątającej. Małej, ale dobrze zorganizowanej. Takiej, która potrafi pobrać odciski palców z kubków i zanalizować kod genetyczny.
Wszystkie te informacje w cenie dofinansowania do kawy. Wybór uniwersytetu jako miejsca pozyskiwania danych nie był przypadkowy. Ci młodzi, zupełnie teraz beztroscy ludzie w przyszłości będą stanowili elitę. Zajmą ważne miejsca w administracji i korporacjach. Dokładna wiedza o nich będzie bezcenna. Możemy sobie wyobrazić, że za kilka lat o odmowie przyjęcia kogoś do pracy... będzie decydowało prawdopodobieństwo, że zachoruje on na jakąś poważną chorobę. Bo to oznacza straty. Firma inwestuje w takiego młodego człowieka, szkoli go, przyucza, poświęca mu zasoby. A on później się leczy, jest zestresowany, nieproduktywny i obciąża fundusz socjalny.
To jest nieetyczne, słusznie oburzasz się, Drogi Czytelniku. Ale czy nie zainwestowałbyś w ich akcje? Może okażą się takim sukcesem jak tylko nieco mniej nieetyczne Alphabet (dawniej Google), Facebook czy Twitter.
Zyski spółka ma ze zbierania danych o klientach. Płacenie kartą pozwala na pozyskanie jej numeru. A i kodem PIN nie można pogardzić