Tłuściec miał wejść w erę 2.0. Dotacja na szerokopasmowy internet była, firma do położenia światłowodów też. Plany rozbiły się o rzeczywistość.
Reklama



- Zostaliśmy podwójnie internetowo wydojeni. Dwa razy słyszeliśmy już, że będzie szybki internet i ciągle w tej cyfrowej dziurze tkwimy - sołtys Czesław Węgrzyniak zapala się zapytany o informatyzację wsi. Jako sołtys bloger podkreśla, że internet to przyszłość. - Może i my jesteśmy wsią, ale ludzie nie chcą mieć inaczej niż w wielkim mieście. I się ucieszyli, gdy w 2012 r. usłyszeli, że z dotacji UE dostaną szybką sieć szerokopasmową - wspomina.
Początkowo wszystko szło zgodnie z planem. W poprzedniej perspektywie unijnej specjalnie dla takich miejscowości jak liczący niespełna 500 mieszkańców Tłuściec w gminie Międzyrzec Podlaski zaprojektowano dotacje z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka działanie 8.4. Czyli na zapewnienie internetu „ostatniej mili” dla terenów, gdzie operatorom nie opłacały się takie inwestycje.
POIG 8.4 pomyślano tak, że dzięki dopłacie z Unii, nawet jeżeli na miejscu trzeba zainwestować więcej w infrastrukturę, to dla lokalnych operatorów będą to kontrakty interesujące, bo pozwolą zdobyć klientów bez walki o nich z dużymi graczami.
I taki mały, szerzej nieznany operator - spółka Advanced Technology Solutions z Warszawy zdobyła dofinansowanie w wysokości 2 mln 738 tys. zł na inwestycję wycenioną na 3 mln 222 tys. zł. Miała do sieci podłączyć 130 niedużych, małych i wręcz malutkich miejscowości w okolicach Białej Podlaskiej. A wśród nich także Tłuściec.
- Pewnie, że się ucieszyliśmy - wzdycha sołtys. - Choć nie było w planach wybudowanie sieci docierającej do każdego domu, ale na 100 gospodarstw internet miał być dociągnięty do 40 - mówi.
Założenia dotacyjne szybko zderzyły się z rzeczywistością. Firma miała budować sieć internetową, korzystając ze słupów energetycznych, bo to metoda najszybsza. Ale lokalny operator - PGE Dystrybucja S.A. - wyraził zgodę na podwieszenie kabla światłowodowego tylko na słupach „napowietrznych linii niskiego napięcia”, a więc sieć mogła przebiegać wyłącznie wzdłuż drogi krajowej Warszawa - Terespol, a domy położone dalej miały zostać cyfrowo wykluczone. Bo - jak tłumaczyła firma Advanced Technology Solutions w pismach do Centrum Projektów Polska Cyfrowa, czyli instytucji będącej operatorem dotacji na informatyzację - „nie było i w dalszym ciągu nie ma możliwości doprowadzenia kabla światłowodowego” do wszystkich. ATS wyłożyła własne środki i położyła 1,5 km kabla światłowodowego w pasie drogi gminnej. Jak zapewniała, była gotowa podłączać kolejne gospodarstwa. Ale zabrakło chętnych, tzn. nie znalazło się naraz co najmniej 10 gospodarstw, które podpisałyby umowę na co najmniej dwa lata, a bez tego firmie nie opłacało się dokończyć inwestycji.
I tak oto dotacje wydano, projekt rozliczono, a ostatecznie w Tłuśćcu sieć dotarła do co dziesiątego domu. - Ludzie chcieliby mieć internet. Więc zacząłem pisać do CPPC, by interweniowało w naszej sprawie - opowiada sołtys.
CPPC w piśmie do Ministerstwa Cyfryzacji, w którym tłumaczy lokalną sytuację, pisze tak: „W tej sytuacji firma Advanced Technology Solutions Sp. z o.o. wstrzymała dalszą inwestycję z uwagi na brak uzasadnienia ekonomicznego, tj. brak możliwości inwestowania w obszar, który nie będzie generował przychodów”.
Anna Chodasiewicz, szefowa firmy zapewnia, że ATS zrobiła wszystko, co mogła. - Ludzie oczekują, że skoro spółka dostała dotację, to mają mieć internet za darmo. Ale dotacja wynosiła 70 proc. kosztów i to tych kwalifikowanych, a nie jest takim ani VAT, ani koszty pracowników, reklamy, operatów szacunkowych, wynajmu słupów energetycznych czy pasa drogowego – mówi. Tłumaczy, że program 8.4 nie miał na celu dostarczania ludziom internetu za darmo, tylko zbudowanie sieci. – Przedsiębiorca świadczy usługi dostępu do internetu płatnie. I to jest kością niezgody. Część osób w Tłuśćcu żąda doprowadzenia do ich domów światłowodu, ale nie chcą podpisać umowy na korzystanie z internetu i płacić za niego.
Tłuściec nie jest wyjątkiem. – Lubelskie. Oj, mamy z nim problem. To trudne tereny inwestycyjnie, małe zagęszczenie ludności i słaba infrastruktura. Firmom telekomunikacyjnym średnio opłaca się tam inwestować – przyznaje Wanda Buk, szefowa CPPC. – I, co ważne, nie są to tylko problemy z poprzedniej perspektywy unijnej. Podobnie i teraz brakuje nam tu chętnych – dodaje.
Patrząc na dane Urzędu Komunikacji Elektronicznej, spostrzegam, że lubelskie na tle kraju pod względem zasięgu internetu szerokopasmowego wypada słabo. Na 4019 wszystkich miejscowości w 2119 nie ma ani jednego własnego węzła dostępowego. Ale o skali problemu najwięcej mówią inne dane: odsetek budynków z dostępem do usług internetu stacjonarnego o przepustowości co najmniej 30 Mb/s. W skali kraju do takiej sieci podłączonych jest 32 proc. domów, ale są takie regiony jak północne Podlasie, wschodnie Mazowsze i północna Lubelszczyzna, gdzie tzw. penetracja często nie sięga nawet 5 proc.
- Braliśmy po uwagę wnioski z poprzedniej perspektywy, planując nowe konkursy na budowę internetu - zapewnia Buk. - Ale to, co w teorii jest świetne, często rozbija się o lokalne problemy - tłumaczy szefowa CPPC. Według niej w województwie lubelskim właśnie koszty budowy sieci są największym problemem. Chodzi np. o opłaty w pasach drogowych na rzecz samorządów oraz właścicieli działek.
W pismach do CPPC wyliczała, że jeżeli za użyczenie jednej działki firma musi zapłacić nawet 15 tys. zł odszkodowania, to taka inwestycja już się nie kalkuluje. - I właśnie nad lepszą współpracą z samorządami i mieszkańcami w tym regionie teraz pracujemy. Jesteśmy po cyklu spotkań z marszałkiem, samorządowcami i firmami. Rozważamy nawet zmianę zasad współfinansowania inwestycji dla tego regionu, tak by były bardziej zachęcające dla firm - zapewnia Buk.
Jeżeli to się nie uda, to prorocze okażą się prognozy UKE. Analitycy urzędu szacują, że do 2020 r. w regionie liczba budynków w zasięgu sieci wzrośnie o ok. 7500, czyli zaledwie 1,2 proc. ogółu.
Tłuściec z sołtysem blogerem wciąż będzie cyfrową białą plamą.