Podatek od zysków z kapitału był przedmiotem wielu komentarzy. Zniesienia czy nawet zawieszenia tej daniny jednak się nie doczekaliśmy. Zdrowy rozsądek podpowiadał, że temat należałoby uznać za zamknięty. Dalsze pastwienie się nad brakiem konsekwencji czy też przyzwoitości ze strony rządu mogłoby być odebrane nawet jako przejaw niechęci do rządzących. Jako wieloletni inwestor giełdowy wiem, że realnym problemom nie warto dodawać jeszcze politycznej otoczki.

Nie ukrywam, że zdziwiło mnie więc bardzo, gdy pod koniec ubiegłego roku Ministerstwo Finansów samo z siebie po raz kolejny powróciło do tematu podatku. Z reguły ktoś, kto nie dotrzymuje słowa, raczej nie stara się przypominać o tym fakcie drugiej stronie umowy. Wtedy mogliśmy to wytłumaczyć tym, że przedstawiony pomysł był próbą częściowego zadośćuczynienia zawiedzionym inwestorom. Nowa koncepcja reformy podatku miała polegać na przekazywaniu wartości naliczonego podatku od zysków kapitałowych na indywidualne konta emerytalne (IKE) inwestorów. Można było nawet mówić o zniesieniu podatku, korzyści z tego tytułu miały być odroczone w czasie i stanowić dodatkowe zabezpieczenie emerytalne. Fakt, iż koncepcja była pierwszą o charakterze pro inwestorskim, mógł tłumaczyć odwagę ministerstwa w jej prezentowaniu. Ale temat przepadł, a przynajmniej nie został rozwinięty.

Jakie były intencje kolejnego uaktywnienia się ministerstwa w sprawie podatku już w tym roku już nie zrozumiem. Warto zacytować słowa wiceministra Grabowskiego: W tym roku popyt konsumpcyjny zapewne się zmniejszy. Podatek Belki może się zaś przysłużyć do utrzymania jego poziomu. Jeżeli zostałby zniesiony, wzrosłaby skłonność do oszczędzania, a tym samym spadłaby konsumpcja, co potęgowałoby zagrożenia dla gospodarki w okresie jej spowolnienia. W tym roku nie ma ani możliwości likwidacji podatku Belki, ani jego zawieszenia.

Logika, jaka przyświecała panu ministrowi, to już jego tajemnica, a zaprezentowane następstwa, jakie mogłoby przynieść zniesienie podatku, pozostawiam ocenie czytelników. Oczywiście jest pewna swoboda w interpretacji zjawisk makroekonomicznych. Mimo tego tendencyjna interpretacja, jaką, w mojej ocenie, zaprezentował wiceminister, świadczy, jakie jest podejście rządu do tej kwestii.