Producenci apelują o pomoc. Ich zdaniem sprawą powinien zająć się nie tylko nasz rząd, ale też Komisja Europejska.
Ubiegły rok przyniósł zahamowanie dynamicznego wzrostu eksportu żywności do Czech. Sprzedaż zmalała o 0,4 proc., do 1,6 mld euro. W I półroczu br. trend spadkowy nabrał tempa: eksport zmalał o ponad 9,7 proc., do 620,7 mln euro. To problem dla polskich producentów. Tym bardziej że Czechy to obecnie trzeci największy odbiorca polskiego jedzenia – po Niemczech i Wielkiej Brytanii.
Eksperci zauważają, że powodem może być negatywna kampania wymierzona w naszą żywność. – Trwa nieprzerwanie już od kilku lat, a w ostatnim czasie przybrała na sile. Wcześniej miała wymiar czysto medialny. Od pewnego czasu natomiast włączyły się w nią rządowe służby kontroli żywności, które do czeskich sklepów wchodzą z listą polskich towarów. Z półek wybierają tylko te z kończącą się datą ważności, by potem w internecie ogłosić ich złą jakość – zauważa Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.
Reklama
Kampanię rozpoczął Andrej Babiš, były minister finansów, a zarazem właściciel koncernu Agrofert. Już w 2013 r. podczas jednego z telewizyjnych programów odmówił spróbowania polskiej kiełbasy – mówiąc „nie jem tego waszego gówna”. Dla niego polskie produkty spożywcze to bezpośrednia konkurencja – Agrofert jest liderem w sprzedaży drobiu i jajek na czeskim rynku. W tym czasie w mediach huczało o skandalu z solą drogową wykrytą w polskim jedzeniu. Co prawda – jak pisał w połowie września dziennik Hospodářské Noviny – polska sól nikogo nie zabiła (w odróżnieniu od czeskiego alkoholu z metanolem, który spowodował zgony kilkorga Polaków), ale przysłużyła się do szkalowania polskich produktów spożywczych. Do walki aktywnie włączyły się tabloidy, czeski Blesk dawał na przykład rady, jak sprawdzić kraj pochodzenia produktu i uniknąć tych z Polski.
Na Facebooku można znaleźć stronę „Nie kupujcie produktów spożywczych z Polski”. Jak deklaruje jej autor (producent morawskich win), powstała spontanicznie po przeczytaniu kilku artykułów z doniesieniami o tym, jak szkodliwe są produkty z kraju nad Wisłą. Wśród ostatnich wiadomości można znaleźć informację o szkodliwych polskich wafelkach w Tesco czy o keczupie, który ma mniejszą, niż deklaruje producent, zawartość pomidorów (polskim towarom wysyłanym na czeski rynek często zarzuca się, że mają niższą jakość od tych samych produktów oferowanych w innych częściach Europy).

Reklama
– Nasze towary sprzedajemy za pośrednictwem największych sieci handlowych, które oferują je w swoich sklepach w całej Europie. Zarzuty o różnicowaniu żywności są bezpodstawne – wyjaśnia Daniel Grzesiak, wiceprezes Zakładów Mięsnych Werbliński.
Ale kampania przeciwko polskim produktom poskutkowała. Z przeprowadzonego w tym roku badania GFK wynika, że niemal co drugi Czech (49 proc.) unika żywności pochodzącej z naszego kraju.
Dlatego, jak zauważa PFPŻ, należy jak najszybciej zacząć przeciwdziałać tym praktykom.
– Na nasilający się problem zwracamy uwagę polskiemu resortowi rolnictwa już od kilku lat. Ostatnio nastąpił przełom. Urzędnicy zainteresowali się sprawą. Poprosili jednak o więcej szczegółów. Do końca roku chcemy przesłać dokumenty z udokumentowanymi praktykami wymierzonymi w polską żywność w Czechach – podkreśla Andrzej Gantner.
Producenci uważają, że wsparcie rządu to już za mało. Ich zdaniem sprawą powinna zainteresować się Komisja Europejska. – Polskim producentom służby czeskie nie dają możliwości odwołania od wyników kontroli żywności. Takie szkalowanie na dłuższą metę może bardzo negatywnie przekładać się na nasze obroty. Nie mówiąc już o tym, że ucierpiałby na tym wizerunek polskich producentów. Istnieje też realna groźba, że podobne praktyki zaczną stosować inne kraje w celu obrony lokalnego rynku – wymienia jeden z czołowych producentów mięsa.
Producenci podkreślają, że dziś polska żywność jest jeszcze w stanie konkurować oprócz jakości też ceną. To jednak będzie się zmieniać. Ceny surowców, koszty pracy się zmieniają. Wkrótce zostanie tylko jakość.
Jak zauważają rodzimi producenci, to nie polska żywność jest najczęściej fałszowana i skażona w Czechach. Z badań tamtejszej inspekcji wynika, że wśród takich przypadków dominują lokalne wyroby (1576), polskie są na drugim miejscu (277), a na trzecim są słowackie (198).
Bruksela zauważa problem żywnościowej dyskryminacji
– Mamy coraz więcej dowodów na to, że ta sama żywność sprzedawana w niektórych krajach członkowskich UE jest gorszej jakości niż w innych. Dotyczy to dziesiątek, a może nawet setek produktów – powiedziała w poniedziałek unijna komisarz ds. konsumentów Vera Jourová. Podkreślała, że stosowanie przez producentów podwójnych standardów jest sprzeczne z zasadami rynku wewnętrznego.
Z powodu licznych skarg od konsumentów z państw Grupy Wyszehradzkiej, zwłaszcza Słowacji i Czech, Komisja Europejska przygotowała właśnie wytyczne dla krajowych organów na temat skutecznego egzekwowania unijnych regulacji dotyczących jakości jedzenia. Zaproponowano w nich m.in. kilkuetapową procedurę, która ma pomóc urzędom ds. żywności i ochrony konsumenta w ustaleniu, czy producenci nie naruszają prawa. KE zapowiedziała, że w razie potrzeby będzie wspierać państwa członkowskie przy inicjowaniu transgranicznych postępowań o stosowanie nieuczciwych praktyk handlowych przeciwko wytwórcom, którzy wprowadzają w błąd konsumentów co do faktycznych składników zawartych w ich żywności bądź sprzedają dokładnie pod tą samą marką różniące się jakością towary. Ponadto trwają prace nad wypracowaniem jednolitej metodologii do porównywania produktów spożywczych.
Równolegle Komisja usiłuje wywrzeć presję na tych producentach, co do których ma już twarde dowody, że na Wschód wysyłają słabszej jakości artykuły. HiPP, firma oferująca żywność dla dzieci (również w Polsce), zapowiedziała właśnie, że w ciągu kolejnych kilku miesięcy dostosuje receptury produktów sprzedawanych w krajach Europy Środkowej do tych dostępnych w Niemczech. Chorwacka agencja ds. żywności wykazała bowiem, że popularne słoiki z jarzynami i kurczakiem dostępne w lokalnych sklepach różniły się zawartością poszczególnych składników (np. oleju), smakiem czy zapachem od tych oferowanych na niemieckim rynku.