Liczba upadłości w 2008 roku była o 8 proc. mniejsza niż rok wcześniej. Nie świadczy to jednak o tym, że sytuacja gospodarcza w ubiegłym roku poprawiła się.

- Procedury upadłościowe wymagają wiele czasu, więc należy z rezerwą interpretować pozytywny obraz tych statystyk. Faktem jest, że sytuacja finansowa wielu polskich firm jest dużo gorsza niż przed rokiem - mówi Marcin Siwa z Coface Polska.

W rzeczywistości firm, które zaprzestały działalności gospodarczej w ubiegłym roku z powodu kłopotów ze zbytem lub z dostępem do kredytów, jest dużo więcej.

- Liczba faktycznych bankructw jest większa, bo sporo wniosków o ogłoszenie upadłości jest odrzucanych przez sądy z powodu braków formalnych i umorzeń. Wiele firm, szczególnie małych, zamyka swoją działalność, nie przeprowadzając postępowania upadłościowego - przyznaje Marcin Siwa.

Faktem jest, że aby w Polsce zbankrutować, trzeba ponieść przynajmniej koszty postępowania sądowego. Dla wielu przedsiębiorców 1 tys. zł wpisowego w sytuacji, gdy ich firma bankrutuje, to kwota zbyt duża. Głównie więc względy formalne decydują o tym, że upadłości jest bardzo mało.

- Ze względu na długość procedur dotychczasowe dane o liczbie upadłości nie odzwierciedlają jeszcze pogorszenia koniunktury w Polsce. Można się spodziewać gwałtownego wzrostu liczby upadłości w tym roku, a szczególnie w drugiej połowie roku - twierdzi Marcin Piątkowski z Akademii im. Leona Koźmińskiego.

Zdaniem specjalistów, w przyszłym roku upadłości będzie więcej.

- Przedsiębiorcy mają co prawda większe rezerwy finansowe niż podczas kryzysu sprzed siedmiu lat, więc fala upadłości powinna być mniejsza niż wówczas, ale pamiętajmy, że nawet mniejsza liczba upadłości może mieć większy wpływ na gospodarkę, jeśli będą to bankructwa dużych przedsiębiorstw - mówi Łukasz Tarnawa, główny ekonomista banku PKO BP.

W takiej sytuacji może pojawić się efekt domina - bankructwo jednego dużego przedsiębiorcy pociąga za sobą całą serię mniejszych bankructw i kłopoty całej branży.

Ile upadłości może być ogłoszonych w tym roku?

- Skala będzie bardzo duża i możliwy jest nawet dwukrotny wzrost liczby bankructw w porównaniu z ubiegłym rokiem - mówi Ryszard Petru ze Szkoły Głównej Handlowej. Zgadza się z tym Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao.

- Myślę, że w tym roku liczba bankructw wzrośnie, choć nie przekroczy tysiąca - uważa Mrowiec. Według niego trzeba się niestety liczyć z tym, że przez najbliższe lata liczba bankructw będzie rosła, choć nie będzie to dotyczyło całej gospodarki.

- Najmniej upadłości będzie w przemyśle spożywczym i usługach konsultingowych i prawnopodatkowych. Ta ostatnia branża może mieć nawet większe obroty niż wcześniej, gdyż wiele przedsiębiorstw będzie poddanych restrukturyzacji lub fuzjom, a więc wzrośnie popyt na doradztwo w sprawie tego, jak ten trudny okres przetrzymać - uważa Marcin Piątkowski. A gdzie może być w tym roku najwięcej bankructw?

- Branżami najbardziej zagrożonymi upadłościami są budownictwo i handel hurtowy. Wiele firm budowlanych walczy o przetrwanie - mówi Marcin Siwa.

Już w ubiegłym roku rozpoczęło się postępowanie upadłościowe w 55 firmach związanych z budownictwem. Problemy właścicieli hurtowni mogą wynikać ze struktury finansowania ich działalności. Takie firmy mają duże obroty w relacji do posiadanych kapitałów. Opierają się głównie na kredycie kupieckim i bankowym. Utrudniony dostęp do tego rodzaju finansowania może doprowadzić do utraty płynności i bankructwa. Nawet dochodowa firma, która w terminie nie dostanie zapłaty za towar lub usługę, a której bank odmówi finansowania, może zbankrutować. Szacuje się, że właśnie taka jest przyczyna ok. 30 proc. bankructw na całym świecie.

OPINIA

Anna Maria Pukszto

radca prawny, partner w kancelarii Salans

Wciąż zbyt wiele osób mylnie utożsamia upadłość z upadkiem. Z upadłości można wyjść obronną ręką, bo obowiązująca ustawa - Prawo upadłościowe i naprawcze, obok ścieżki likwidacyjnej, umożliwia otwarcie upadłości ze ścieżką układową. Kluczem do sukcesu są proponowane sposoby restrukturyzacji zadłużenia. Jeśli nie spodobają się wierzycielom, układ nie zostanie przez nich przyjęty. Będzie to równoznaczne ze zmianą przez sąd ścieżki postępowania z układowej na likwidacyjną i wejściem do spółki syndyka. Typowe, wciąż preferowane przez dłużników propozycje układowe, to redukcja, rozłożenie na raty i odroczenie terminu zapłaty zobowiązań. Istnieją jednak sposoby restrukturyzacji, które pozwalają wierzycielom na przejęcie kontroli nad przedsiębiorstwem upadłego albo samym upadłym. W określonych przypadkach właśnie takie rozwiązanie jest najkorzystniejsze.