Prezydent i posłowie nie spieszą się z propozycjami dla zadłużonych w walucie. Dobra koniunktura gospodarcza i mocniejszy złoty zdejmują z polityków presję na szybkie działania.
Reklama
Dzisiaj mijają dwa lata, odkąd prezydent Andrzej Duda skierował do Sejmu projekt ustawy, która zobowiązuje banki do zwrotu klientom części spreadów walutowych pobranych od kredytów mieszkaniowych. Jeszcze wcześniej do laski marszałkowskiej trafiły pomysły posłów PO i Kukiz’15. Wszystkie podzieliły ten sam los – utknęły w sejmowej podkomisji. Ta miała zakończyć nad nimi prace do wakacji i rekomendować konkretne rozwiązania. Wszystko jednak wskazuje, że projekty jeszcze długo będą procedowane w Sejmie. Przyspieszyć bieg prac mogłoby wyjście prezydenta z nowym pomysłem, do którego jest namawiany przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego i prezesa NBP Adama Glapińskiego. Chodzi o opisywany już przez DGP specjalny fundusz, który pozwalałby na dobrowolną restrukturyzację kredytów walutowych.
– Dzisiaj uzasadnienie dla forsowania radykalnych rozwiązań na pomoc osobom z kredytami frankowymi spada. To zasługa korzystnej sytuacji na rynkach pracy i walutowym. Obciążenie ratą przeciętnego kredytu walutowego jest obecnie najniższe w historii – zwraca uwagę Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.
Złoty zyskuje wobec szwajcarskiej waluty. Dzisiaj za franka trzeba zapłacić ok. 3,72 zł – to zdecydowanie mniej niż w czarny czwartek 15 stycznia 2015 r. Wówczas szwajcarski bank centralny pozwolił na gwałtowne umocnienie swojej waluty. Ta momentalnie zaczęła się umacniać, na krótko nawet do ponad 5 zł. Później przez wiele miesięcy kurs oscylował wokół 4 zł. Dla polityków był to impuls do przygotowania rozwiązań legislacyjnych, które uwolniłyby frankowiczów od ryzyka kursowego i przynajmniej w części od strat poniesionych w związku z umocnieniem szwajcarskiej waluty.
Teraz sytuacja rynkowa odwraca się na korzyść kredytobiorców. Dodatkowo poprawiła się ich kondycja materialna. Przeciętny dochód gospodarstwa domowego rośnie szybciej niż średnia płaca. – To zmniejsza społeczną presję na polityków – mówi Bujak.

Reklama
Argumenty nie trafiają jednak do frankowiczów. Stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu pod koniec lipca skierowało do prezydenta list, w którym przypomina mu o obietnicach, jakie składał w kampanii.
Głowa państwa jest w kropce, bo sejmowe prace nad frankowymi projektami się przeciągają. Dwa tygodnie temu Jacek Sasin, przewodniczący Komisji Finansów Publicznych, zapewniał, że ruszą, jak tylko posłowie dostaną ostatnie dane, o które poprosili Komisję Nadzoru Finansowego. Z naszych informacji wynika jednak, że nadzór już 11 lipca przekazał parlamentarzystom, że nie może podać, jak projektowane ustawy wpłyną na kondycję konkretnych banków z portfelami kredytów walutowych. Takie dane objęte są bowiem tajemnicą.
Posłowie dostali z KNF tylko informacje o tym, jakie koszty projekty generują dla całego sektora. Prezydencki zwrot spreadów obciąży banki 9,1 mld zł, pomysł PO to przeszło 11 mld zł, a najbardziej radykalne rozwiązania forsowane przez Kukiz’15 będą kosztowały nawet 53 mld zł. Wszystkie projekty mogą być dla sektora problemem, dlatego poparcie dla nich wypowiedział w maju Komitet Stabilności Finansowej. Zasiadają w nim szefowie banku centralnego, nadzoru, Ministerstwa Finansów i Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. W ich zgodnej opinii zapowiedzi działań ustawowych i niepewność co do ich ostatecznych kosztów hamują gotowość kredytobiorców do dobrowolnych negocjacji z bankami na temat restrukturyzacji zobowiązań. Krytyczne opinie wobec znajdujących się w Sejmie projektów zgłosiły również resorty pracy i sprawiedliwości. Jak wskazują nasi rozmówcy z PiS, dzisiaj piłka jest po stronie Andrzeja Dudy.
– Prezydent dostał w lipcu z MF projekt nowelizacji ustawy o wsparciu kredytobiorców. To alternatywa dla ustawy „spreadowej”. Jednak warunek jest taki, że prezydent powinien wycofać obecny projekt lub przynajmniej nie forsować jego wprowadzenia – twierdzi nasze źródło rządowe.
Czy ochłodzenie stosunków między głową państwa a PiS po zawetowaniu dwóch ustaw sądowych może utrudnić prace nad pomocą dla frankowiczów?
– To propozycja, z której wyborcy będą rozliczali prezydenta. Jednak niepewność wokół pomysłów nikomu nie służy. W PiS nie ma dzisiaj presji, aby szybko uporać się z kredytami walutowymi, a już na pewno nie metodami, które będą kosztowały banki miliardy, odbiją się na pozostałych klientach i narażą stabilność sektora finansowego – ocenia nasz rozmówca.
Nowy pomysł podarowany Andrzejowi Dudzie zakłada powołanie obok Funduszu Wsparcia Kredytobiorców, który istnieje w BGK, specjalnego Funduszu Restrukturyzacji Kredytów Walutowych. Funkcjonujące dzisiaj rozwiązanie nie spotkało się ze specjalnym zainteresowaniem kredytobiorców. O wsparcie funduszu, od jego startu w lutym 2016 r., zwróciły się zaledwie 664 osoby, a udzielona im pomoc to 14,8 mln zł. To niewiele, biorąc pod uwagę 600 mln zł, jakie czeka tam na wszystkich zadłużonych na zakup mieszkania.
– Zawiodła konstrukcja: pomoc jest zwrotna i daje ulgę właściwie tylko na czas problemów z ratami, a nie rozwiązuje np. problemu zadłużenia w walucie – tłumaczy nam pragnąca zachować anonimowość osoba z BGK.
Nowy fundusz będzie skierowany tylko do kredytobiorców walutowych. Według danych KNF na koniec maja wartość ich zobowiązań z tytułu zakupu mieszkania to 150 mld zł, z czego we frankach ok. 121 mld zł.
Do nowego funduszu banki mają włożyć ok. 3 mld zł w ciągu roku. Co kwartał miałyby wpłacać równowartość 0,5 proc. wartości portfela walutowego. Po wpłacie miałyby pół roku na przygotowanie dla klienta oferty restrukturyzacji kredytu. Jeśli pieniądze nie zostałyby wykorzystane, to mogłyby skorzystać z nich inne banki i ich klienci.
– Banki powinny takie oferty przygotowywać, żeby nie stracić środków na rzecz konkurencji. Żeby to zadziałało, muszą jednak zniknąć inne oferty polityków dla frankowiczów – twierdzi nasze źródło rządowe i przypomina, że KSF przygotował również wiele rekomendacji, które powinny wymusić na bankach przewalutowanie kredytów w porozumieniu z klientami.
Dlatego dzisiaj odpowiedzialni za politykę gospodarczą stoją na stanowisku, że problem należy rozwiązywać instrumentami nadzorczymi i regulacyjnymi, a nie legislacyjnym przymusem. Tym bardziej że nie jest pewne, czy kredytobiorcy skuszą się na zamianę frankowej hipoteki na złotową.
– Patrząc na perspektywy umocnienia złotego oraz na to, że stopy procentowe w Polsce mogą wzrosnąć bardziej i szybciej niż w Szwajcarii, może nie być wielu osób zainteresowanych przewalutowaniem kredytu – podkreśla Piotr Bujak.
Banki zaś nie spieszą się z ofertami, czekając na rozstrzygnięcia, jakie zapanują na linii prezydent – Sejm.