Topolanek zastrzegł, że przed sfinalizowaniem porozumienia w sprawie obserwatorów muszą zostać rozwiązane pewne szczegóły techniczne, które pozwolą "usunąć ostatnie wątpliwości i zastąpić kryzys zaufania pewnością, że gaz, który Rosjanie chcą przesłać, a Ukraina chce przekazać, dotrze do celu". Nieco wcześniej szef czeskiego rządu ostrzegał, że osiągnięcie porozumienia w sprawie gazu jeszcze w piątek wydaje się nierealne.

Topolanek potwierdził też, że jest zgoda Ukrainy i "podobne zobowiązanie" Rosji w sprawie dopuszczenia do nadzoru ekspertów obu stron. W sobotę w Moskwie ma się odbyć spotkanie Topolanka z premierem Rosji Władimirem Putinem.

Na konferencji prasowej Juszczenko powtórzył także, że Ukraina nie kradła rosyjskiego gazu, płynącego przez jej gazociągi do państw europejskich - co zarzucała jej strona rosyjska - i zapewnił, że Ukraińcy w pełni rozliczyli się z Rosjanami z zadłużenia za paliwo dostarczone w ub.r.

KE: jest szansa, że w ciągu trzech dni rosyjski gaz pompowany przez Ukrainę trafi do odbiorców

Sprawa rozmieszczenia obserwatorów tranzytu surowca jest kluczowa dla dostaw rosyjskiego gazu do UE - od tego bowiem Rosja uzależniła ich wznowienie. W misji mają wziąć udział także przedstawiciele rosyjskiego Gazpromu i ukraińskiego Naftohazu.

Wcześniej Komisja Europejska (KE) ogłosiła, że rozpoczęcie pracy przez unijnych obserwatorów w Kijowie oznacza, że wszystkie warunki natychmiastowego wznowienia dostaw rosyjskiego gazu do UE przez terytorium Ukrainy zostały spełnione.

"Zespół obserwatorów UE rozpoczął pracę w centralnym punkcie rozdzielczym firmy Ukrtransgaz w Kijowie. To oznacza, że wszystkie warunki uzgodnione między przywódcami Unii Europejskiej, Rosji i Ukrainy zostały spełnione, by natychmiast wznowić dostawy gazu z Rosji przeznaczone dla europejskich klientów" - głosi komunikat KE.

Komisja podała, że unijny zespół liczy około 20 osób: przedstawicieli firm gazowych z krajów UE oraz urzędników Komisji Europejskiej. Jego szefem jest Filip Cornelis z Dyrekcji Generalnej KE ds. transportu i energii.

Zdaniem KE jest szansa, że w ciągu trzech dni rosyjski gaz pompowany przez Ukrainę trafi z powrotem do europejskich odbiorców.