Ekonomiści nie mają wątpliwości: w pierwszych tygodniach przyszłego roku nie mamy co liczyć na umocnienie złotego. Strach inwestorów przed rynkami wschodzącymi, niska płynność na rynku i wchodzenie gospodarki w okres silnego spowolnienia nie będą sprzyjały polskiej walucie. Ale to tylko na początku roku. W II połowie nasza waluta powinna odrobić straty.

Osłabienie może się utrzymać

Osłabienie złotego, z którym wchodzimy w rok 2009, może potrwać nawet trzy, cztery miesiące. Według ekonomistów nie ma co liczyć na powtórkę z ostatnich lat, kiedy to złoty znacznie się umacniał do euro i dolara na początku roku.

- Sądzimy, że na koniec I kwartału za euro trzeba będzie płacić około 4,14 zł. W całej I połowie roku zdecydowanie powyżej 4,10 zł. Jest wiele czynników, które będą wpływały na kształtowanie się kursu złotego, np. rozwój sytuacji na światowych giełdach. Najważniejsze, że w I połowie roku będziemy prawdopodobnie widzieli osłabienie wzrostu krajowej gospodarki - mówi Agnieszka Decewicz, analityk Pekao.

Złotemu nie pomoże brak stabilizacji na rynkach finansowych, a tak prawdopodobnie będzie na początku roku. Dopóki sytuacja się nie uspokoi, możemy oglądać takie szarpnięcia kursem, jak w ostatnich tygodniach grudnia.

- Bez stabilizacji na rynkach fundamenty gospodarki, które ciągle są niezłe, nie będą miały znaczenia. W obecnej sytuacji następuje zamykanie wszystkich inwestycji na różnych rynkach i ucieczka w gotówkę. Zakładam jednak, że nie powinno to trwać miesiącami - mówi Marcin Kiepas, analityk X-Trade Brokers.

Płynność rynku to klucz do ustabilizowania kursu w pierwszych tygodniach i miesiącach 2009 roku.

- Powinna się ona poprawić w 2009 roku. Jeżeli tak się nie stanie, to przez dłuższy czas złoty może być słabszy, niż oczekujemy - mówi Agnieszka Decewicz.

Według Marcina Kiepasa złotówka traci dziś m.in. ze względu na małą płynność rynku.

- W takiej sytuacji gwałtowne ruchy nie są rzadkością. Zazwyczaj kurs podąża z większą siłą w kierunku, który został wytyczony kilka tygodni wcześniej. W naszym przypadku był to spadek wartości złotego - mówi Marcin Kiepas.

Radzi, by nie wyciągać na tej podstawie wniosków na przyszłość.

- Dopiero styczeń da odpowiedź na pytanie, w jakim kierunku podąży złoty - mówi analityk X-Trade Brokers.

Złoty powinien zyskać

Z wypowiedzi analityków wynika, że ten kierunek będzie dla złotego pozytywny. Średnia z prognoz ekonomistów to niespełna 3,90 zł za euro. Według ekspertów jest duża szansa, że złoty odrobi straty z końca 2008 roku, bo polska gospodarka, mimo drastycznego spowolnienia, i tak będzie błyszczeć na tle innych krajów z grupy rynków rozwijających się i pogrążonej w recesji Europy Zachodniej.

- Przyszły rok będzie rokiem powrotu do procesów aprecjacyjnych dla złotego. To, że za rok złoty będzie silniejszy niż obecnie, jest bardzo prawdopodobne. Ale w jakim stopniu - taka prognoza to już znacznie trudniejsze zadanie - mówi Marcin Kiepas.

- Spodziewamy się dalszego umocnienia złotego, ale to się opiera na założeniu, że nasz wzrost gospodarczy będzie relatywnie wysoki na tle innych krajów. Dlatego kapitał powinien płynąć w naszym kierunku - mówi Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK.

Eksperci jeszcze w jednym są zgodni: osłabienie złotego, jakie mieliśmy w ostatnich tygodniach, nie jest spowodowane czynnikami fundamentalnymi. Nasza waluta straciła przez spekulacyjną grę i jej wartość wobec euro jest znacznie wyższa.

- Biorąc pod uwagę tylko czynniki fundamentalne, euro powinno kosztować jakieś 3,5 zł - mówi Ryszard Petru, ekonomista z SGH.

- Nawet jeśli prognozowany na przyszły rok wzrost gospodarczy w Polsce wyniesie około 2 proc. PKB, to po zestawieniu go ze wzrostem w USA czy strefą euro będzie to bardzo dobry wynik. Euro powinno kosztować około 3,6 zł, są do tego podstawy fundamentalne, nawet mimo niższej produkcji - mówi Marcin Kiepas.

- Wydaje się, że kurs równowagi dla polskiej gospodarki jest gdzieś w przedziale 3,5-3,8 zł za euro. W kierunku tego przedziału powinniśmy zmierzać w trakcie przyszłego roku - dodaje Piotr Bujak.

ERM2 pomoże złotemu

Dla złotego sprzyjające może być także wprowadzenie go do korytarza ERM2 - poczekalni przed wejściem do strefy euro. Nasza waluta zyskałaby wówczas coś w rodzaju administracyjnej kotwicy, która zadziałałaby stabilizująco na rynek.

- Wejście do ERM2 zwiększy atrakcyjność polskiej gospodarki w oczach inwestorów. Nasza wiarygodność wzrośnie, bo perspektywa przyjęcia euro będzie bardziej realna. To będzie umacniało złotego - mówi ekonomista BZ WBK.

- Wprowadzenie złotego do ERM2 będzie dobrze przyjęte przez inwestorów. Będzie to raczej czynnik wzmacniający i stabilizujący i wątpię, czy spekulanci będą skłonni do ataku na polską walutę - dodaje Marcin Kiepas.

Jeśli nic dramatycznego nie wydarzy się w gospodarce, rząd powinien wprowadzić złotego do ERM2 w I połowie 2009 r.

Ekonomiści dodają, że oprócz czynników gospodarczych poważnym znakiem zapytania są negocjacje polityczne w sprawie ERM2. Jak dotąd rządząca PO i opozycyjny PiS nie doszły do porozumienia w sprawie zmiany konsytucji, bez której wprowadzenie złotego do korytarza może być bardzo ryzykowne.

Prawdopodobnie w II półroczu będziemy już po cyklu obniżek stóp procentowych. Sam proces obniżek zapoczątkowany przez Radę Polityki Pieniężnej w listopadzie 2008 r. nie powinien złotemu znacząco zaszkodzić. Ekonomiści zwracają uwagę na fakt, że nawet obniżenie głównej stopy procentowej NBP do 4 proc., z obecnych 5 proc., nie zmniejszy dysparytetu ze stopami np. w strefie euro.

- I dlatego obniżki mają drugorzędne znaczenie dla kształtowania się kursu walutowego. Różnica w wysokości stóp nadal będzie działać na korzyść złotego. Przy stabilnych rynkach finansowych kapitał będzie płynął do Polski - mówi analityk X-Trade Brokers.