Poszkodowani przez koncern domagają się po 30 tys. zł. Wkrótce do sądów trafią indywidualne pozwy. Stowarzyszenie Osób Poszkodowanych przez Spółki Grupy Volkswagen AG – STOP VW od kilku miesięcy współpracuje z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) w sprawie afery spalinowej.
– Przekazaliśmy im kilkaset stron dokumentów, opinii prawnych oraz informacji prasowych. Na bieżąco przekazujemy kolejne informacje – mówi DGP Jędrzej Chmielewski, prezes STOP VW.
Pierwsze efekty są już widoczne. Chociaż do tej pory eksperci byli bardzo sceptyczni, to jednak UOKiK zdecydował się wszcząć postępowanie przeciwko koncernowi motoryzacyjnemu z Wolfsburga.
Reklama
– Przeanalizowane przez nas reklamy, oferty i dokumentacja zawierały informacje podkreślające ekologiczne walory samochodów grupy Volkswagen. Wskazywały, że emitowane przez nie ilości szkodliwych substancji mieszczą się w limitach normy Euro 5 – mówi Marek Niechciał, prezes UOKiK.
W ocenie prezesa Niechciała informacje podawane przez koncern mogły wprowadzać konsumentów w błąd, przez co mieli ograniczoną możliwość podjęcia świadomej decyzji o zakupie. Według Urzędu, działania koncernu mogą wiązać się m.in. z naruszeniem zbiorowych interesów konsumentów, przestrzeganiem norm środowiskowych oraz technicznych. Afera spalinowa dotyczy samochodów marek VW, Audi, Seat i Skoda produkowanych po 2008 r.

Reklama
UOKiK zakwestionował jednak działania koncernu odnoszące się do procesu rozpatrywania przez sprzedawców reklamacji z tytułu rękojmi lub niezgodności z umową / Dziennik Gazeta Prawna
Członkowie stowarzyszenia STOP VW chcą być stroną w tym postępowaniu i wierzą, że koncern będzie musiał zapłacić za wprowadzenie na polski rynek aut z oprogramowaniem fałszującym emisję spalin.
– Stanowisko UOKiK niewątpliwie pomoże polskim klientom walczącym w sądach. Dotyczy to zarówno pozwów zbiorowych, jak i indywidualnych – zaznacza Chmielewski. Pierwszy pozew zbiorowy został złożony do sądu pod koniec września ub.r. Do tej pory do stowarzyszenia zgłosiło się ponad 3 tys. osób posiadających w swoich pojazdach silniki, które nie spełniają normy Euro 5 i wyposażono je w oszukańcze oprogramowanie. Stowarzyszenie spodziewa się zebrać do 10 tys. zgłoszeń. Wkrótce do sądów wpłyną także indywidualne pozwy klientów, którzy czują się oszukani przez koncern.
Członkowie stowarzyszenia wnoszą o wypłatę odszkodowania w kwocie 30 tys. zł dla jednego klienta. Kwota ta została wyliczona przez rzeczoznawcę. Dla porównania w Kanadzie posiadacze feralnych modeli otrzymają rekompensaty w wysokości w przeliczeniu od 16,2 do 25,4 tys. zł. Według oficjalnych danych po naszych drogach może poruszać się ok. 140 tys. takich pojazdów, jednak członkowie STOP VW szacują, że może ich być znacznie ponad 200 tys.
Volkswagen Group Polska, oficjalny przedstawiciel koncernu na naszym rynku, problemu jednak nie widzi. Jak podkreśla Tomasz Tonder, rzecznik prasowy spółki, od grudnia 2015 r. prowadzone są działania informacyjne i naprawcze polegające na wymianie fałszującego oprogramowania.
– Warto zaznaczyć, że niemiecki Federalny Urząd ds. Ruchu Drogowego potwierdził w pełnym zakresie, w odniesieniu do wszystkich samochodów objętych akcją, że jej wykonanie nie powoduje zmian zużycia paliwa, osiągów czy poziomu hałasu – twierdzi Tonder. Jak zaznacza, samochody, których dotyczy akcja, są technicznie sprawne i bezpieczne oraz bez ograniczeń mogą poruszać się po drogach, bez przeszkód mogą być także sprzedawane na rynku wtórnym.
UOKiK zakwestionował jednak działania koncernu odnoszące się do procesu rozpatrywania przez sprzedawców reklamacji z tytułu rękojmi lub niezgodności z umową.
– Przedsiębiorca podjął działania, które mogły mieć wpływ na dochodzenie przez konsumentów roszczeń wynikających z tytułu rękojmi albo niezgodności z umową – dodaje Marek Niechciał.
Sprawie afery spalinowej Urząd przyglądał się od 14 października ubiegłego roku. Wówczas była to jednak procedura wyjaśniająca, która miała odpowiedzieć na pytanie, czy istnieją przesłanki do wszczęcia postępowania przeciwko koncernowi. Jeśli UOKiK dojdzie do wniosku, że koncern naruszył zbiorowe interesy konsumentów, na polskiego przedstawiciela firmy może zostać nałożona kara pieniężna w wysokości maksymalnie do 10 proc. obrotu z roku poprzedzającego sankcje. Volkswagen Group Polska nie chce ujawnić wysokości obrotu spółki. Nie odpowiedział również na nasze pytania dotyczące wypłaty ewentualnych odszkodowań ani tego, czy na ten cel ma zabezpieczone środki.
W lipcu ubiegłego roku informowaliśmy, że Vera Jourová, komisarz Unii Europejskiej ds. wymiaru sprawiedliwości, konsumentów i równouprawnienia płci, wystąpiła do grup i organów konsumenckich państw członkowskich w celu wspólnego wywarcia presji na niemiecki koncern motoryzacyjny. Na początku grudnia 2016 r. wszczęta została zaś procedura naruszenia unijnego prawa względem kilku państw, które złamały przepisy UE dotyczące homologacji aut (zawarte w dyrektywie 2007/46/WE oraz rozporządzeniu nr 715/2007). Bruksela miała pretensje do Czech, Grecji i Litwy o to, że nie wprowadziły w przepisach kar dla producentów aut, którzy łamią unijne prawo. Lucia Caudet, rzecznik prasowa Komisji Europejskiej ds. wewnętrznego rynku, przemysłu i sektora MSP, tłumaczyła wówczas, że państwa członkowskie muszą zapobiegać oszustwom i karać za nie producentów. Prawo unijne nakłada na nie też obowiązek stworzenia systemu sankcji zniechęcających przemysł motoryzacyjny do łamania przepisów dotyczących homologacji.
– Jeśli doszło do takiego prawa jak w przypadku tzw. defeat devices, przepisy wymagają nałożenia kar przez państwo członkowskie, które dopuściło dany model do sprzedaży – mówiła Caudet. Między innymi dlatego Maciej Grelowski, ekspert gospodarczy BCC, uważa, że postępowanie przeciwko VW rozpoczęte przez UOKiK jest bardzo pozytywnym zjawiskiem.
– Urzędnicy nareszcie odrzucili swoje dotychczasowe obawy i postanowili wystąpić w imieniu obywateli, oskarżając międzynarodowy koncern – ocenia Grelowski. Jego zdaniem zainteresowanie polskiego urzędu aferą spalinową może odbić się szerokim echem w całej Europie i pociągnąć za sobą lawinę spraw wytaczanych przez urzędy ochrony konkurencji pozostałych państw członkowskich.
– A to może oznaczać dla niemieckiego koncernu poważne kłopoty finansowe, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak wysokie odszkodowania ustalono już dla niego w Ameryce Północnej – dodaje Grelowski.
Jak na razie producent VW twierdzi jednak, że tzw. afera dieselgate nie odbiła się negatywnie na sprzedaży samochodów z grupy. Jak podaje Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar, w styczniu tego roku koncern osiągnął 11,75 proc. udziału na naszym rodzimym rynku. W tym czasie w Polsce zarejestrowano ponad 3,4 tys. samochodów osobowych marki Volkswagen (to o 29,8 proc. więcej niż przed rokiem).