Im bardziej nowy prezydent Stanów Zjednoczonych będzie zwiększał deficyt budżetowy, tym mocniej Rezerwa Federalna może podnosić stopy procentowe. To odbije się zaś na innych rynkach, także na polskim.
Rozpoczynający w przyszłym tygodniu urzędowanie w Białym Domu Donald Trump nie ukrywa, że chce zdynamizować wzrost gospodarczy w Stanach Zjednoczonych. Deklarował zwiększanie wydatków na infrastrukturę i cięcia podatków. Problem w tym, że gospodarce raczej to nie pomoże. Ekonomiści oceniają, że albo już osiągnęła ona stan pełnego zatrudnienia, albo jest blisko tego poziomu. Większy deficyt przysłuży się więc głównie podwyższeniu inflacji. To zaś może skłonić bank centralny w USA do szybszych, niż dotąd się spodziewano, podwyżek stóp procentowych.
– Zakładamy, że w drugiej połowie tego roku stopy w USA zostaną dwukrotnie podniesione o 25 punktów bazowych. W przyszłym roku nastąpi przyśpieszenie zacieśniania polityki pieniężnej: zobaczymy cztery podwyżki, w sumie o 100 punktów bazowych – mówi Michał Dybuła, główny ekonomista Banku BGŻ BNP Paribas.