- Niestety, trzeba przyznać, że w budownictwie w niektórych obszarach jest niski poziom konkurencyjności, co oczywiście negatywnie wpływa na sytuację inwestorów i konsumentów. Po raz pierwszy w naszym kraju, w sposób naukowy zbadano poziom konkurencyjności w budownictwie.

Te badania opublikujemy w poniedziałek, ale już dzisiaj mogę powiedzieć, że jest wiele problemów. Są obszary niskiej konkurencyjności, gdzie rzeczywiście są warunki do zawierania takich dla klientów porozumień.

Do tej pory żyliśmy w świecie ułudy, że rynek wszystko za nas załatwi. Tymczasem trzeba przyznać, że rynek materiałów budowlanych nie jest ściśle regulowany, co może samo w sobie nie jest złe, ale w zestawieniu z niską konkurencją w niektórych działach może być groźne.

O jakich, mało konkurencyjnych działach mówimy?

- Mogę jedynie powiedzieć, że przeprowadzone badania ekonometryczne pokazują, że w niektórych działach produkcji materiałów budowlanych występuje daleko posunięta zbieżność cenowa. Dotyczy to czasem wykonawstwa, ale dla odmiany bardzo duża konkurencja jest wśród producentów ceramiki budowlanej, płyt gipsowych czy armatury sanitarnej.

Koncentracja produkcji cementu budzi w Polsce wiele kontrowersji, ale to jest problem nie tylko w naszym kraju. Często ta niska konkurencja lokalnie wynika z obiektywnej sytuacji, bo nie można niektórych produktów wozić na duże odległości. Rzeczywiście największa konkurencja jest tam, gdzie producenci są rozdrobnieni, gdzie jest wiele małych prywatnych firm. Tam o jakimkolwiek porozumieniu nie ma mowy.

Mamy spowolnienie w budownictwie mieszkaniowym, ale nadal czekają nas duże inwestycje drogowe i duże przetargi.

- No właśnie. Te zaburzenia konkurencji występują też, gdy jest duży rynek inwestora, czyli właśnie przy tego rodzaju przetargach. Dlatego zdecydowaliśmy się na zmianę dotychczasowych zasad i zamiast jednego dużego przetargu organizujemy teraz kilka mniejszych. To zwiększy konkurencję między firmami i mam nadzieję pozwoli ograniczyć koszty.