Szykuje pan apel do płatników netto z prośbą o dorzucenie się do unijnej kasy, bo budżet ma dziurę szacowaną na 12 mld euro. Jest aż tak źle?

To nie jest wołanie na puszczy, ale normalna procedura przewidziana w sytuacji, gdy brakuje środków w budżecie rocznym. Z reguły już przy jego negocjacji ustala się, że gdy zabraknie pieniędzy i ta dziura jest udokumentowana, to kraje członkowskie asygnują dodatkowe fundusze. Działamy zgodnie z regułami. Z oficjalnym komunikatem wystąpię po październikowym szczycie, na którym szefowie rządów zajmą się sytuacją w strefie euro. A potem przyjdzie dwuetapowe zmaganie się z budżetem. Pierwsza część to wspomniana poprawka do budżetu na 2012 rok oraz budżet na 2013 rok. 22 – 23 listopada przyjdzie czas na wieloletnią perspektywę finansową.

Prezydencja cypryjska na początku listopada ma przedstawić propozycję perspektywy z konkretnymi sumami na poszczególne części budżetu. Zatem przywódcy unijni będą mieli kilka tygodni na oswojenie się z tymi danymi.

Skąd się wzięła dziura w tegorocznym budżecie? Kraje nie zapłaciły składek?

Dziura się bierze stąd, że budżet ustalono na poziomie nierealnie niskim. Sygnalizowaliśmy to od samego początku, a każdy kolejny miesiąc tylko pogarsza sytuację. Już we wrześniu nadesłane płatności były o 12 mld euro większe niż w ubiegłym roku, a budżet w porównaniu z ubiegłorocznym jest tylko o 2,9 mld wyższy. Nie chcę teraz mówić, ile będzie wynosić ostateczna dziura, bo to będzie wiadomo dopiero po rewizji realizacji programów. Są kraje, takie jak Polska, które wykorzystują w całości przyznane im fundusze, ale są takie, które ich nie wykorzystują.

Kto będzie zasypywał dziurę budżetową? Polska też?

Wszystkie kraje. Sama składka będzie proporcjonalna do wysokości produktu krajowego brutto. Jedną piątą całości wpłacą Niemcy.

Myśli pan, że zgodzą się na kolejne dorzucanie się do unijnej kasy? Oni już nie chcą do niczego się dokładać.

Jak do tej pory Berlin na wszystkich poziomach sygnalizuje świadomość odpowiedzialności za Europę. Zwłaszcza za tę Europę, która dobrze rokuje, a nie jest tylko konsumentem środków. Niemieccy podatnicy mają uraz do krajów, które nie wykazują chęci rozwoju.

Jakie programy ucierpią z powodu dziury budżetowej?

Najbardziej Europejski Fundusz Społeczny, czyli Kapitał Ludzki. Już w czerwcu wyczerpały się pieniądze na płatności z jego tytułu. A fundusz ten jest o tyle istotny, że to finansowanie kursów przekwalifikowania ludzi, akcje społeczne obliczone na poszukiwanie pracy i walkę z bezrobociem. Łotwa świetnie to wykorzystuje, a teraz te pieniądze ożywiłyby rynek pracy w Hiszpanii.

Brakuje także pieniędzy na regiony bardziej rozwinięte i w Erasmusie zbliżamy się do pustego budżetu. Potrzebny jest dodatkowy. Problem polega też na tym, że w części jest to zwrot już poniesionych kosztów.

Opóźnienia w płatnością dodatkowo pogarszają sytuację takich dłużników jak Hiszpania czy Grecja. Budżet na 2013 rok ma sens tylko wtedy, gdy będzie odpowiednio wysoki i ustalać go możemy dopiero wtedy, gdy załatamy dziurę z 2012 roku. Z reguły rocznie około 5 mld zaległych płatności przechodzi na rok następny i z takim obciążeniem jesteśmy w stanie funkcjonować. W ubiegłym roku jednak te zaległości wyniosły 15 mld euro.

Ile Polska będzie musiała dołożyć?

Nie chcę spekulować, ale nie będą to sumy, które nas przytłoczą.

Czy dziura w budżecie ma wpływ na negocjacje nowej perspektywy finansowej?

Jest świadomość inwestowania we wzrost, a nie tylko oszczędności. Fundusze strukturalne są remedium na uzdrawianie finansów publicznych. Bo tylko Szwecja może sama finansować programy ożywienia koniunktury z własnego budżetu. Reszta krajów korzysta w tym celu z funduszy strukturalnych. Niepokojąca jest oczywiście sytuacja w Grecji. Oby znów w listopadzie nie skupiła uwagi decydentów, bo odwróci uwagę od budżetu. Niepokojące są wszelkie zapowiedzi drugiego budżetu dla strefy euro, podchwycone przez zwolenników cięć budżetowych.