To nadzwyczaj oryginalny pomysł. Wartość tylko aktywów kompleksu w Bełachatowie jest wyższa od wartości całej Grupy Energa. Gdybym chciał pozbyć się z Grupy PGE chociaż jednej z tych elektrowni, działałbym na szkodę spółki. Takie pomysły dyskredytują osoby, które je wypowiadają. Co więcej, komu PGE miałoby je sprzedać? Prywatnym podmiotom czy może innym państwom, które kontrolują największych graczy na europejskim rynku? Przecież to byłoby działanie dokładnie odwrotne do tego, co teraz robi cała Europa.

A co takiego robi?

Weźmy szwedzki Vattenfall i czeski CEZ. Decyzja o wycofaniu się z polskiego rynku to decyzja biznesowo-polityczna. Właściciele tych koncernów kontrolowanych przez rodzime rządy chcą się skupiać na działalności na macierzystych rynkach. Wszystkie rządy chronią swoje podwórko i dbają o zapewnienie ciągłości dostaw energii. Kiedy PGE starała się kupić aktywa w Niemczech, nie mieliśmy szans. Landy, z którymi rywalizowaliśmy, i tak przelicytowałyby nas choćby o jedno euro. Powodów takiego działania nie należy szukać w takim czy innym podejściu do prywatyzacji, ale w racjonalnej ocenie bezpieczeństwa dostaw. My takie bezpieczeństwo gwarantujemy, zapewniając odpowiedni poziom inwestycji, do których ciężko namówić zagranicznych inwestorów. Vattenfall, CEZ czy RWE Polska swoje inwestycje mają tylko na papierze, my już inwestujemy.

UOKiK twierdzi, że stoi na straży rynku wewnętrznego i nie może pozwolić na wzmocnienie podmiotu dominującego, czyli PGE.

I tutaj popełnia zasadniczy błąd. Dyskusja z UOKiK dotyczy definicji rynku właściwego: zdaniem UOKiK jest nim Polska, a według zasad określonych przez regulacje obowiązujące w UE to rynki regionalne, wręcz rynek unijny. Jako zarząd PGE nie możemy zamykać oczu na kierunki rozwoju sektora. Dziwi mnie, że autorzy raportu, na który powołuje się prezes UOKiK, pomijają ten oczywisty fakt. Europejska Unia Przemysłu Energetycznego zadeklarowała, że do 2015 r. powstanie jednolity hurtowy i detaliczny rynek energii elektrycznej. Tę deklarację poparł komisarz UE ds. energii. Cała Europa się do tego przygotowuje, a my mamy brnąć w ślepy zaułek, za to zgodnie z odchodzącą modą?

Po połączeniu z Energą ceny mogą pójść w górę.

Nie pójdą. Ani jedna firma nie ucierpi na tej transakcji, a wręcz zyska, bo nie będzie musiała się obawiać przerw w dostawach prądu.