Rozmawiamy ze STEFANIĄ KASPRZYK, prezesem zarządu PSE-Operator - W Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu oraz Gdańsku nadal jest ryzyko przerw w dostawach prądu. Budowę linii energetycznych, które by to zmieniły, blokuje m.in. brak przepisów regulujących wykorzystanie prywatnych gruntów. Musi powstać 2 tys. km linii.
Publikacja: 5 sierpnia 2009, 03:00 Aktualizacja: 5 sierpnia 2009, 13:02
● W ubiegłe wakacje nadwyżka mocy nad zapotrzebowaniem na prąd wynosiła czasami ledwie 4–5 proc. Aby zabezpieczyć dostawy prądu dla Warszawy, Poznania, Wrocławia i Gdańska, zawieraliście interwencyjne umowy z elektrociepłowniami. Czy w tym roku sytuacja się poprawiła?
– W tym roku w wyniku spadku popytu na prąd nadwyżka mocy nad potrzebami jest większa niż rok temu i wynosi czasem ponad 10 proc. To stosunkowo dużo i tyle powinno być. Sprzyja nam też pogoda, bo mieliśmy sporo deszczu i nie było istotnych ubytków mocy spowodowanych brakiem możliwości chłodzenia elektrowni. Poza tym spadła awaryjność elektrowni, ale, jak sądzę, dlatego, że po prostu mniej pracuje. W sumie z punktu widzenia możliwości produkcyjnych bezpieczeństwo dostaw wzrosło, ale jest to w dużej mierze wynikiem zbiegu okoliczności.
AWARYJNOŚĆ ELEKTROWNI
W ostatnich latach awaryjność elektrowni stale rosła. Wskaźnik ich niedyspozycyjności ze względu na planowe i nieplanowe postoje zwiększył się z 10,56 proc. w 2004 roku do 18,49 proc. w 2008 roku. Od stycznia do lipca wyniósł 13,13 proc.
● Bezpieczeństwo przesyłu też wzrosło?
– Gdy jest bardzo ciepło, nadal może dochodzić do przeciążeń sieci, czyli do spadku napięcia i wyłączeń. Gdy temperatura przekracza 20 stopni Celsjusza, w dużych aglomeracjach miejskich popyt na prąd jest podobny jak rok temu. Dlatego właśnie w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu oraz Gdańsku nadal istnieje ryzyko przerw w dostawach prądu. Awaria z początku lipca tego roku pokazała, jak infrastruktura przesyłowa wpływa na bezpieczeństwo dostaw prądu. Wyłączenie dwóch linii uruchomiło kaskadę kolejnych wyłączeń i zachodniej Polsce zagroził brak zasilania. Na szczęście sytuacja ta zaistniała w sobotę i obciążenie linii nie było zbyt wysokie. W dni robocze zasięg awarii byłby znacznie większy.
● Co robicie, żeby zapobiegać takim awariom?
– Przyczyną jest brak właściwego zasilania dużych aglomeracji miejskich. Bezpieczeństwo dostaw wymaga zasilania miast z różnych stron. Na przykład Poznań będzie bezpieczny, dopiero gdy wybudujemy sieci zasilające go od strony elektrowni Opole i Bełchatów. Żeby utrzymać właściwe napięcie w sieci i pewność zasilania w Warszawie, Wrocławiu i właśnie w Poznaniu, zawarliśmy z miejscowymi elektrociepłowniami umowy na interwencyjne dostawy energii elektrycznej. Podobna sytuacja miała miejsce w ubiegłym roku.
● Jak długo jeszcze największe aglomeracje w Polsce będą zagrożone przerwami dostaw prądu?
– Linię elektroenergetyczną, która zapewniłaby bezpieczeństwo mieszkańcom Poznania, budujemy od 2001 roku. Ma 144 km długości. Do ukończenia inwestycji zostało tylko 7 km linii na terenie Kórnika i Mosiny. Niestety, mieszkańcy tych gmin nie chcą się zgodzić na tę linię. Najpierw w niejasnych dla nas okolicznościach ludzie dostali pozwolenia na budowę domów wzdłuż projektowanych linii. Potem okazało się, że wydawane dla nas decyzje administracyjne miały wady prawne. W końcu mieszkańcy doprowadzili do zatrzymania inwestycji.
Podobnie sytuacja wygląda w okolicach Gdańska. Bezpieczeństwo miasta zależy od połączenia sieci 220 i 440 kV. Chodzi o mniej niż kilometr sieci, o prawo postawienia jednego słupa, ale właściciele działki, na której ma on stanąć, nie godzą się na to. Dopóki nie będzie prawa umożliwiającego budowę sieci i określającego zasady odpłatności za ustanowienie służebności przesyłu, inwestycje będą trwały latami lub w ogóle ich nie będzie.
1: A jądrami Donald dalej sie bawi z IP: 84.234.1.* (2009-08-05 11:03)
aby mu Słoneczko je podgrzewało w ramach budowy elektrowni wiatrowych jak będzie puszczał bąki!
2: CELSUS.178 r.n.e. z IP: 213.158.196.* (2009-08-05 17:40)
Wizja jest taka, że cofamy się do PRL-u kiedy były przerwy w dostawie wody, prądu i gazu, za to był duży przyrost naturalny! Obecnie mamy przrost, ale ogromnego garba długów jak na Polskie warunki, niespłacalny, chyba że ktoś wierzy w życie po życiu?
3: krzysztof z IP: 83.30.64.* (2009-08-05 23:34)
ak pewnie każdy kibic w Polsce cieszyłem się z przyznania organizacji Mistrzostw Europy w 2012 roku Polsce i Ukrainie.
Moja radość zniknęła gdy powstawała ustawa, która miała pomóc w tym, aby impreza została przygotowana na czas.
Już treść tej ustawy zapowiadała, że za jej pomocą krzywdzonych będzie wielu ludzi, którzy będą mieszkać, lub będą mieć nieruchomości, na terenach związanych bezpośrednio z Euro. Wielu z nich zostanie zapewne wywłaszczonych, w procedurach, w których prawa człowieka przestają się liczyć.
Ale szczytem wszystkiego były kolejne działania rządu, który na skutek znajomości, układów personalnych czy też lobbingu, zaczął na listę inwestycji związanych z Euro wprowadzać inwestycje takie jak budowa linii elektroenergetycznej najwyższych napięć w Borówcu, Skrzynkach, Kamionkach i Daszewicach, położonych 15-20 km od Poznania.
Robione jest to tylko dlatego, żeby ominąć procedury planistyczne, w których mieszkańcy i gmina chcą, aby ta linia była wybudowana z dala od osiedli mieszkaniowych lub pod ziemią. Inwestor chce tą linię wybudować ludziom prawie nad głową (70 metrowe słupy 22 metry od domów).
Dla tych, którzy wciągnęli to przedsięwzięcie na listę EURO 2012, nie ma żadnego znaczenia to, że mieszkańcy chcą inną trasę, że 600 m od takich linii dzieci częściej chorują na białaczkę, że hałas słyszalny jest na kilkaset metrów, że nieruchomości w odległości kilkuset metrów stracą na wartości kilkadziesiąt procent.
Najważniejsze jest dla nich to, że załatwią coś dla swoich kolesi.
Patrząc na to co się w Polsce wyprawia, nie chcę już Euro w Polsce.
Niech już te mistrzostwa odbędą się w Niemczech np. w Dolnej Saksonii. Tam takich inwestycji nie można budować 400 m od osiedli mieszkaniowych.
Tam przez żadne przekręty, związane z Euro, nie będą łamane prawa człowieka.
4: Krzysztof Kaczmarek z IP: 83.19.233.* (2009-08-06 14:01)
Podstawą demokracji jest prawo własności.
Jeśli zatem zgodnie z obowiązującym prawem wybudowano najpierw domy mieszkalne na prywatnym gruncie, to właściciele tych gruntów mają prawo sprzeciwu, co do budowy linii energetycznej nad lub obok ich domów. PSE-Operator przystępując do projektowania linii energetycznej powinny najpierw uzyskać wstępną zgodę właścicieli gruntów. Pani prezes Stefania Kasprzyk powinna zauważyć, że czasy komunizmu w Polsce już się skończyły i właściciele mają pewne, niezbywalne prawa. W dyskusji warto również zauważyć, że PSE-Operator przedstawia mieszkańcom ekspertyzy, z których wynika, że linia energetyczna nie będzie miała żadnego wpływu na życie mieszkańców. Pozostawiam bez komentarza te niby ekspertyzy i radzę każdemu zapoznać się z rozporządzeniem w sprawie prowadzenia prac na liniach energetycznych. Są tam wskazane nie tylko warunki wykonywania tychże prac, lecz co ważniejsze wskazane są odległości możliwości zaindukowania prądu elektrycznego. To jasny dowód na wielkość pola elektromagnetycznego wokół działającej linii energetycznej. … Czy zatem mając alternatywę budowy linii wysokiego napięcia nad lasem występuje konieczność WYKONANIA ZŁEJ INWESTYCJI nad domami mieszkalnymi? Warto postawić tak proste pytanie każdemu decydentowi a później zrealizować projekt nad domostwem głoszącego dziwne teorie alogika.

Od początku maja baryłka ropy potaniała o 15 proc. Nie oznacza to jednak, że możemy się spodziewać spadku cen na stacjach w Polsce, bo przeszkadza w tym umacniający się dolar.




