● Dwie główne instytucje odpowiedzialne za system finansowy – Ministerstwo Finansów i Narodowy Bank Polski – znów się kłócą. Tym razem o zysk NBP. Co pan o tym sądzi?

– Ta sprawa w ogóle nie powinna być przedmiotem publicznej debaty. Minister finansów i Rada Polityki Pieniężnej to przecież dwie części jednej władzy monetarnej. Było mnóstwo spotkań między RPP a premierem czy ministrem finansów, gdzie można było te sprawy przedyskutować. A roztrząsanie tego w mediach nie jest wskazane. No, ale to nie my wywołaliśmy.

● A czy fakt, że to już kolejny spór, nie zagraża wiarygodności Polski i w efekcie nie wpłynie przypadkiem na wycenę ryzyka inwestowania np. w polskie obligacje?

– RPP i NBP wykazały już nieraz, że przestrzegają zasad bezpieczeństwa finansowego państwa. Bez zarzutu wywiązujemy się z zadania, jakie stawia przed nami konstytucja. Co do sporów – one się zdarzają w każdym systemie. Taka ocena, jaką pan przedstawił, idzie chyba za daleko, choć oczywiście publiczna dyskusja na temat zysku NBP to nic dobrego.

● Na razie rynek wysoko ocenia naszą wiarygodność. Widać to choćby po wynikach sprzedaży polskich obligacji za granicą. Dlaczego?

– Przede wszystkim ze względu na mocne fundamenty polskiej gospodarki. Spowolnienie jest głębokie, ale naprawdę trudno jest znaleźć segment, w którym nie byłaby zachowana równowaga. Weźmy choćby ostatnie dane o produkcji przemysłowej. Analitycy spodziewali się ponad 6-proc. spadków, a spadek wyniósł niewiele ponad 4 proc. Podobnie z bezrobociem – już dawno wieszczono, że stopa bezrobocia wyniesie 15–16 proc., a nie ma nawet 11 proc. Nie twierdzę, że to są dobre wskaźniki, ale polska gospodarka ma mocne fundamenty i jest zrównoważona. A to, co się z nią dzieje, jest wynikiem sytuacji na świecie.

● Złoty ostatnio się umacnia. Czy najgorsze na rynku walutowym mamy już za sobą?

– Z doświadczeń innych państw wynika, że waluta kraju, który oficjalnie zgłosił akces do strefy euro, zazwyczaj się umacnia. To pierwszy powód aprecjacji. Drugi to fundamenty, o których mówiłem wcześniej. A trzeci: dziś jesteśmy liderem wzrostu gospodarczego w Europie. To wszystko powoduje, że złoty się wzmacnia, choć ja bym tego procesu nie przeceniał.

● W ostatnich komunikatach Rada nie kładzie już tak dużego nacisku na kwestię ryzyka kursowego.

– My to ryzyko ciągle dostrzegamy. Choć teraz, gdy mamy tendencję aprecjacyjną, wpływ kanału kursowego na inflację jest mniejszy. Można nawet powiedzieć, że obecnie nie wywołuje ona żadnej presji na ceny.

● Złoty zyskuje, a mimo to sceptycznie pan podchodzi do szybkiego wprowadzania go do ERM2.

– Uważam, że mamy szanse wprowadzić złotego do korytarza w połowie 2011 roku. W takim scenariuszu w połowie 2013 roku bylibyśmy oceniani pod względem spełniania kryteriów konwergencji – i powinniśmy je wówczas spełniać. Całkiem realnie patrząc, 1 stycznia 2014 r. można by było dokonać konwersji złotego na euro.