● Dlaczego Ministerstwo Finansów szuka wirtualnych pieniędzy w Narodowym Banku Polskim?

– To jest całkowite nieporozumienie. Nie ma żadnego skoku na kasę NBP ani szukania wirtualnych pieniędzy. Nie nawołujemy do rozwiązywania jakichkolwiek rezerw banku centralnego ani do ich zmniejszania.

● To co właściwie proponuje MF?

– MF postuluje, żeby Zarząd NBP, tak jak inne banki centralne, uwzględniał przy tworzeniu rezerwy na ryzyko kursowe tzw. przychody niezrealizowane z tytułu różnic kursowych. Przychody te powstają, gdy osłabienie polskiej waluty prowadzi do wzrostu wartości – w przeliczeniu na złote – znajdujących się w posiadaniu NBP rezerw walutowych. Odwrotność tej sytuacji to umocnienie złotego i powstanie tzw. kosztów niezrealizowanych. Stosowane zasady rachunkowości są tu asymetryczne. Niezrealizowany, a więc wirtualny, koszt pomniejsza wynik finansowy, zaś niezrealizowany przychód go nie powiększa, jest odkładany na bok. MF nie nawołuje jednak do odejścia od tej zasady, podkreśla natomiast, żeby przychody niezrealizowane uwzględniać przy tworzeniu rezerwy na wypadek umocnienia złotego.

● Czy to aby nie kreatywna księgowość?

– Absolutnie nie. To jest w 100 procentach zgodne z praktyką stosowaną w Europejskim Systemie Banków Centralnych. Co więcej, to zgodne z uchwałą Rady Polityki Pieniężnej z 2006 roku.

● I nie ma tu żadnego nacisku rządu na NBP?

– Z punktu widzenia uwarunkowań instytucjonalnych NBP należy do najbardziej niezależnych banków centralnych na świecie. Komunikat ministra finansów w najmniejszym stopniu tej niezależności nie podważa. Podkreśla wyłącznie potrzebę uwzględniania przychodów niezrealizowanych przy tworzeniu rezerwy na ryzyko kursowe. A jeśli to już jest robione, tak jak nakazuje uchwała RPP, to pożądane byłoby zwiększenie przejrzystości co do reguł ustalania wysokości tej rezerwy.