● Kilkanaście dni temu Rosja oficjalnie przystąpiła do budowy ropociągu BTS-2 omijającego Polskę. Jego uruchomienie może doprowadzić do zakończenia pracy Rurociągu Przyjaźń, którym dostarczana do rodzimych rafinerii jest większość niezbędnego im surowca. Czy to realne zagrożenie?

– Nie ulega wątpliwości, że jeśli Rosjanie zbudują BTS-2, na pewno będą go wykorzystywać. Gra toczy się o to, żeby, niezależnie od tego, że będą przesyłali ropę swoimi portami, realizowali także dostawy do Polski i Niemiec Rurociągiem Przyjaźń. Uważam, że na to są duże szanse. Utrzymanie dotychczasowych szlaków przesyłowych wymagać będzie jednak od nas umiejętnej polityki i gry biznesowej. Czarny scenariusz jest mimo wszystko mało prawdopodobny.

● Ale Rosjanie nie ukrywają przecież, że BTS-2 ma stanowić alternatywę wobec magistrali Przyjaźń i ma zmniejszyć ich zależność od krajów tranzytowych, w tym Polski.

– Nasi partnerzy z Transnieftu, rosyjskiego operatora rurociągowego, nigdy nie mówili jednak, że zamkną Przyjaźń. Rzeczywiście nie ukrywali natomiast, że w grę wchodzi ograniczenie tranzytu przez Gdańsk. To sprawa dla nas przykra, ale mimo wszystko nie kluczowa. Pamiętajmy, że tranzyt stanowi bowiem jedynie około 10 proc. naszych przychodów z przesyłu surowca.

● Wielu polskich ekspertów ostrzega jednak, że – po uruchomieniu BTS-2 – zamknięcie Przyjaźni, choćby pod pretekstem remontu, jest możliwe. Jesteśmy na to przygotowani?

– Nie wolno grzeszyć naiwnością i trzeba być przygotowanym na różne scenariusze. Również i ten. Chciałbym zapewnić, że PERN jest – i będzie w przyszłości – w stanie zapewnić niezawodność dostaw dla swoich kontrahentów.

Ale proszę też pamiętać, że dla Rosjan jesteśmy dużym odbiorcą i utrata takiego partnera jak my nie byłaby opłacalna. Dlatego twierdzę, że nie ma racjonalnego powodu, by Rosjanie mieli całkowicie zamknąć dostawy Rurociągiem Przyjaźń.

Poza tym Polska, jeżeli chodzi o zdolność zapewnienia sobie dostaw ropy, jest w tej szczęśliwej sytuacji, że ma funkcjonujący port naftowy w Gdańsku. Jesteśmy w stanie więc nie tylko eksportować lub reeksportować ropę i paliwa, ale również importować surowiec i produkty. Możliwości przeładunkowe naftoportu są na tyle duże, że w razie skrajnej sytuacji jesteśmy w stanie przyjąć z morza dostateczną ilość ropy, by sprostać krajowemu zapotrzebowaniu.

● Czyli nie mamy się czego obawiać?

– Nie mamy. Naturalnie gdyby doszło do takiej skrajnej sytuacji, że musielibyśmy przyjmować wyłącznie ropę z morza, byłby pewien problem – zarówno kosztowy, jak i logistyczny. Chciałbym jednak podkreślić, że bylibyśmy w stanie dość łatwo zapewnić zaopatrzenie zarówno dla gdańskiej rafinerii Lotosu, jak i dla płockiej – Orlenu. Mamy bowiem możliwości przesyłowe umożliwiające dostarczenie rurociągiem północnym 30 mln ton ropy z Gdańska do Płocka. Jednocześnie, niezbyt dużymi nakładami inwestycyjnymi – które szacujemy na kilka milionów złotych – jesteśmy w stanie zmodernizować tę nitkę na tyle, aby zabezpieczyć nie tylko nasze potrzeby, ale również niemieckich rafinerii, z którymi obecnie współpracujemy w zakresie dostaw.

● Czy ta inwestycja znalazła się w nowej strategii spółki?

– Co do jej głównych założeń to muszę podkreślić, że nie mówi ona wcale wyłącznie o inwestycjach. Zakładamy w niej, że głównym naszym partnerem będzie wciąż Rosja, a dotychczasowe szlaki przesyłowe zostaną utrzymane. Naturalnie w strategii analizujemy również inne warianty, w tym te najtrudniejsze. Oczywiście będziemy dążyć do powiększania możliwości przesyłowych na odcinku z Płocka do Gdańska.

● Może pan wskazać inne główne założenia?

– Przez umiejętne inwestycje chcemy powiększać nasze zdolności logistyczne. W te założenia wpisuje się m.in. projekt budowy supernowoczesnej bazy magazynowo-przesyłowej ropy naftowej i produktów ropopochodnych w porcie gdańskim. W I etapie jej szacunkowe pojemności wyniosą łącznie 600–800 tys. m sześc. Poza tym jedną z kluczowych inwestycji będzie budowa kawern do magazynowania ropy w Dębogórzu. Jeszcze w III kwartale 2009 r. powołana zostanie spółka celowa, która zajmie się tym projektem. Jest on ważny nie tylko z punktu widzenia interesów PERN-u, ale także interesów państwa. W dużych, podziemnych magazynach przechowywane byłyby bowiem rezerwy strategiczne kraju. Być może moglibyśmy świadczyć taką usługę również dla innych krajów.

Ponadto skupimy się także na realizacji III nitki Rurociągu Przyjaźń. Być może przystąpimy też do budowy na potrzeby Orlenu rurociągu produktowego Boronów-Trzebinia oraz transgranicznego rurociągu paliwowego, który połączy bazę w Małaszewiczach z białoruskim systemem przesyłowym.

● Kiedy PERN oficjalnie przedstawi swoją nową strategię?

– Strategia jest już przyjęta. Z jej upublicznieniem czekamy na zamknięcie procesu integracji z Operatorem Logistycznym Paliw Płynnych. Chcę zaznaczyć, że nie będzie to jednak strategia PERN-u, lecz całej grupy.

● ROBERT SOSZYŃSKI

prezes PERN Przyjaźń, wcześniej przewodniczący sejmiku województwa mazowieckiego. Do niedawna był też burmistrzem warszawskiego Mokotowa, a później prezesem firmy Ciech-Service. Jest członkiem Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej