● Co jest teraz priorytetem dla UKE?

– Nie ma jednego priorytetu. Jest kilka spraw ważnych. Pierwsza to pakiet konsumencki dotyczący naprawy wszystkich ofert ramowych i relacji międzyoperatorskich, tak by konsumenci nie zniechęcali się do korzystania z usług konkurencyjnych firm i nie płacili za wady funkcjonowania tej konkurencji.

Chodzi o to, by wyeliminować sytuacje, w których np. klient ma łącze internetowe 6 Mb/s; chce zmienić operatora, ale okazuje się, że to samo łącze już ma mniejszą przepływność, ale gdy zdecyduje się wrócić do pierwszego operatora, to łącze znów ma 6 Mb/s albo np. tylko 512 kb/s.

Tego typu rzeczy da się uregulować w ofertach ramowych, a być może także w przepisach prawa. Dzięki temu chcemy zmusić operatorów, by nie żonglowali klientem. Mieliśmy to w relacjach Telekomunikacji Polskiej z innymi operatorami, a teraz się boję, że będzie przy przenoszeniu numerów w sieciach komórkowych.

● Od 6 lipca przenoszenie numeru w sieci komórkowej ma trwać do 24 godzin. Czy operatorzy zdążą na czas wdrożyć to rozwiązanie?

– Play i Cyfrowy Polsat deklarują, że są gotowi. Na przygotowanie się poświęcili cztery miesiące. A pozostali, rekiny biznesu, czekali na podpisanie rozporządzenia przez ministra (nastąpiło to 17 czerwca – przyp. GP) i do tego czasu nic nie robili. Teraz twierdzą, że mogą nie być gotowi. A prawo mówi jasno, że od 6 lipca przeniesienie numeru ma trwać 24 godziny.

● Co będzie, gdy nie będą gotowi?

– Nie wykluczam, że jednak ogłoszą gotowość, a potem okaże się, że są kłopoty i kolejne miesiące będą nam udowadniali, że to był bardzo zły pomysł, by wdrożyć nowe przepisy tak szybko. Na sierpień zaplanowaliśmy pierwszą kontrolę przenoszenia, ale ten termin może zostać przyspieszony, gdy zaczną napływać skargi konsumentów. Cały czas przypominam operatorom, że jeśli nie wprowadzą w terminie przenoszenia w ciągu 24 godzin, to prezes UKE może nałożyć na nich karę w wysokości do 3 proc. ubiegłorocznych przychodów.

● A co dzieje się w sprawie cyfryzacji telewizji naziemnej?

– Ta sprawa spędza nam sen z powiek. Stoimy pod ścianą i nic nie możemy zrobić. Jesteśmy uzależnieni od partnera, czyli Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, a mamy przeciwstawne zdania w sprawie sposobu wprowadzania konkurencji na rynek. Widać to w podejściu do tego, czy na drugim multipleksie mogą być kanały należące np. do wydawców gazet lub sieci radiowych. My nie widzimy przeszkód, by te media rozszerzały swą działalność na rynek telewizyjny. W konsultowanej teraz dokumentacji konkursu zapisy, które tego zakazują, zaproponowała KRRiT. Są takie, bo po długich rozmowach nie doszliśmy do porozumienia, więc ustąpiliśmy, licząc na to, że w konsultacjach rynek dostarczy argumentów i wywrze presję na Krajową Radę.